Zapisz się do naszego newslettera!
Marketing by

Spod kocyka

Końcówka lata od lat mnie stresuje. Trochę jak wtedy, gdy chodziłam do szkoły i zbliżał się pierwszy września. Z jednej strony bardzo chciałam się już spotkać z moją klasą, wakacyjne wspomnienia były jeszcze tak barwne i żywe, że wcale jeszcze nie wydawały się czasem przeszłym dokonanym, a z drugiej czułam czarne kulki w żołądku i od czasu do czasu dopadał mnie smutek, którego powód trudno było namierzyć. Trochę pewnie bałam się nowego, trochę przeczuwałam, że w codziennej rutynie nawet wymarzony nowy piórnik raczej prędzej niż później straci na urodzie i pewnie jakoś czułam, że częściej w moim życiu rządzić będzie MUSZĘ niż MOGĘ. Znowu tak mam. Jeszcze oglądam zdjęcia z wakacji, jeszcze mogę na chwilę udać, że mnie nie ma, ale już codzienność woła. Fajna, obiecująca, ale niewiadoma. Cudowna i jednocześnie wymagająca. Kusząca i spinająca. I znów te kulki w żołądku... Ale dzisiaj im się nie dałam. Dłużej pospałam - jeszcze mogę, jeszcze nie zaczął się szkolno-przedszkolny poranny wyścig. Załatwiłam najpilniejsze telefony oraz sprawy i weszłam pod kocyk w wersji "zupełnie mnie nie ma pod tym kocykiem" (dzięki Ewa P. za to cudne określenie;-). Żeby nie iść do sklepu, poprosiłam Julkę o placki z działkowej cukinii i płatków owsianych (Julka na 14 lat i jest ich absolutną mistrzynią). Zajrzałam na moje ulubione blogi. Zadzwoniłam do przyjaciółki w Krakowie. Nie szukałam na siłę tematu na długie pisanie. Jeśli masz ochotę napisać mi, czy pozwalasz sobie na chwile słabości i co wtedy robisz, obiecuję zrobić z naszych wspólnych pomysłów Podręczną Listę Sposobów na Bycie Dobrą dla Siebie:-)... read more

Ty i świat a relacje z pieniędzmi

Na zmianę w relacjach z pieniędzmi duży wpływ ma zmiana w sposobie postrzegania siebie. Przyznanie sobie prawa do tego, by do czegoś dążyć, chcieć czy mieć wymaga przyjęcia, że jestem w porządku. Że mogę, zasługuję, mam prawo. Jest to zmiana patrzenia na siebie z "jestem nie OK, coś ze mną nie tak" (bo na przykład czegoś mi brak albo czegoś nie umiem) do "jestem OK, mimo, że czegoś mi brak czy czegoś nie umiem". Uznanie dla siebie jest warunkiem koniecznym do tego, by się bogacić i by dostrzegać to, co się już ma. Ale jest niewystarczające do tego, by mieć harmonię i równowagę w relacjach. Również z pieniędzmi. Relacje w swojej istocie zakładają dwustronność i wymianę. Dlatego drugim warunkiem koniecznym do harmonii jest to, jak postrzegamy drugą stronę. Z kombinacji tego, jak postrzegamy świat i siebie tworzą nam się 4 możliwe wzorce postrzegania: Z każdym z tych wzorców łącza się określone schematy zachowań i napięć w relacjach. Przyjrzyjmy się każdemu z nich: JESTEM NIE W PORZĄDKU, TY JESTEŚ NIE W PORZĄDKU Jest to sytuacja, w której obie strony są przegranymi na samym starcie. A gra, w której uczestniczą jest grą o sumie ujemnej. W związku z tym trzeba uciekać się do działań manipulacyjnych, by zdobyć cokolwiek. Czyli na przykład szukać słabych punktów - w drugiej stronie, by wiedzieć, gdzie zaatakować i co wykorzystać, a także u siebie - by móc się ochronić. W żadnym wypadku nie można przyznać się do porażki, słabości czy błędu, bo może to być wykorzystane przeciwko Tobie. Musisz przejmować kontrolę i inicjatywę. Wymaga to nakładania masek, korzystania z niekoniecznie uczciwych sposobów gry. Druga strona jest przeciwnikiem, którego należy... read more

Pocztówka z wakacji (z bogactwem w tle)

Chwilowo moim miejscem na ziemi jest maleńkie holenderskie miasteczko z największą piaskownicą, jaką kiedykolwiek widziałam - naturalną wydmą zachowaną w tkance miasta. Można wspinać się pod górę, zbiegać na bosaka, skakać i turlać się, a dwa kroki dalej zrobić zakupy, naprawić rower albo załatwić sprawę w urzędzie. Ta wydma to moje magiczne miejsce. Wchodzę codziennie pod górkę, realizując jedno z postanowień w ramach wyzwania Większy portfel, mniejszy brzuch (właśnie dobiega końca, ale pod górkę nadal będę wchodzić). Podpatruję holenderskie rodziny (zaskoczyła mnie ich wielopokoleniowość, bardzo dobra forma fizyczna babć i dziadków oraz duch NVC, którego czuć, a raczej widać w interakcjach. Nie widziałam, aby ktoś na kogoś krzyczał ani szarpał za rękę, a takiej ilości tatusiów w jednym miejscu, bawiących się z dziećmi dotychczas jeszcze nie widziałam. Kwanty spokoju i dobrobytu i krążą w powietrzu. Przyglądam się uśmiechniętym i dość wysportowanym Holenderkom i wyczuwam ich spokojną pewność siebie. Nie ma w ich zachowaniach kokieterii, nie są specjalnie "zrobione", a holenderscy tatusiowie wydają się cenić sobie ich towarzystwo. Nikt nie wygląda na przemęczonego i z dziećmi przyjemniej się bawić, kiedy wysiłek rozłożony na dwoje. Próbuję o tym rozmawiać z naszymi holenderskimi znajomymi, ale nie bardzo rozumieją, o co chodzi. Bo jak niby inaczej miałby być ten ciężar rozłożony, no jak?! Większość kobiet, które tu poznałam, pracuje w niepełnym wymiarze godzin, twierdzą, ze to ich wybór. Pieniądze są wystarczające, a jeśli pracodawca wyśle do Ciebie maila po godzinach pracy, nie oczekuje, że odpiszesz. Po 18 nie zadzwoni, bo to święta godzina rodzinnych posiłków, więc po prostu nie wypada. Aha. Fakt, że partnerka pracuje mniej nie zmniejsza gotowości partnerów do zajmowania się... read more

Musisz zasuwać, żeby zarobić!

Znasz takie stwierdzenie? To jedno tych, którymi nasiąkamy od dziecka. Idź na medycynę/prawo/księgowość. Zawsze będziesz miała pracę... Weterynarz? Będziesz przyjmować krowie porody... Musisz być uległa, żeby tworzyć dobry związek... Własna działalność gospodarcza? Rachunki płacisz co miesiąc, a przychody masz jak są... … Rodzice i bliscy nam dorośli głoszą takie zdania w chwili, gdy trzeba podjąć ważne decyzje, ale też w sytuacjach codziennych, kiedy konfrontują nas z naszymi marzeniami, planami, tęsknotami. A my? Przyjmujemy te stwierdzenia za prawdę. Świadomie lub nie. Słuchamy ich i podążamy wytyczoną przez nie ścieżką.  Z poczuciem straty, żalem, złością. Albo buntujemy się, obwiniamy tych rodziców, obciążamy odpowiedzialnością. Czasem ich karzemy: zerwaniem relacji, demonstrowaniem tego, jak jesteśmy nieszczęśliwe, jak mało osiągnęłyśmy, może nawet wyrzucamy im jak zmarnowali nam życie. I wszystkie te sposoby radzenia sobie z tym, co rodzice 'nam zrobili' są najzupełniej naturalne. Wiążą się z naszą potrzebą przynależności i bezpieczeństwa. Ten niewygodny dla nas przekaz mamy wdrukowany tak głęboko, że porzucenie go widzimy jako zdradę, sprzeniewierzenie się najbliższym i samym sobie. Nie można się od niego uwolnić, a odbiera nam on prawo do realizowania siebie, do życia tak, jak chcemy. Słabo, co? Wyposażono nas w coś, czego nie chciałyśmy, o co nie prosiłyśmy, co nam nie służy, a nie możemy się tego pozbyć. Na szczęście jednak czasami się udaje od niego wyswobodzić. Gdy świat Ci się rozpada i, aby go odbudować, przyglądasz się wszystkim cegiełkom, których do tej budowy używasz. Odkrywasz wtedy, że przekaz, który w sobie nosimy, nie jest sednem tego, co nadawcy chcieli nam przekazać. Co więcej, często się okazuje, że przywiązujemy się tylko do tej mniej istotnej części wypowiedzi. Czy istotą... read more

Mazurskie pozdrowienia i szybkie ćwiczenia Kegla, czyli seks przyjechał do pieniędzy:-)

Cześć! Pełnia lata i mam nadzieję, że Ty też się nim cieszysz. Na blogu u nas dzisiaj na luzie - krótki filmik nagrany spontanicznie z Joanną Keszką, autorką książki "Grzeczna to już byłam. Kobiecy przewodnik po seksie". A w nim szybkie i spontaniczne ćwiczenie mieśni Kegla, które możesz wykonywać wszędzie, także na plaży. Wiatr byłby lepszy na żagle, niż do nagrywania filmiku, ale instrukcję słychać:-)... read more

Marzenia i termin ważności do spożycia

Moi rodzice bardzo chcieli, żebym została lekarzem. Tak bardzo, że choć już we wczesnej podstawówce wiedziałam, że chcę pisać, przekonali mnie, żebym poszła na biol-chem. Naprawdę chciałam pisać książki i pracować w gazecie. Oto egzemplarz tygodnika To i Owo, który tworzyłam z moją ówczesną przyjaciółką Dagmarą (połączyła nas dziennikarska pasja) w jednym egzemplarzy i odczytywałyśmy go na głos zainteresowanym dziewczynom na przerwie. W toalecie damskiej, na oknie. Na marginesie dodam, że poczułam się dumna, kiedy Wydawnictwo Bauer nazwało swój flagowy tygodnik telewizyjny  To i Owo;-) Wyboru klasy biol-chem nie żałuję. Wiedza z biologii bardzo mi się teraz przydaje. A przede wszystkim miałam wyjątkowo fajną klasę, a z czwórką najbliższych przyjaciółek widzimy się co roku. Urywamy się z domu i z życia na dwa dni i jest tak, jak było kiedyś. Gadamy do rana. Ale pisać nie mogłam przestać. Znalazłam zespół zapaleńców, wynegocjowałam bezpłatny druk w cieszyńskiej drukarni (czy to nie smykałka do biznesu?;-) i przez dwa lata wydawaliśmy Ekspress Licealny. Tym razem miesięcznik. W ostatniej klasie wycięłam numer. Zamiast uczyć się do matury z biologii, poszłam na olimpiadę z polskiego. Trafiłam indeks. Rozczarowałam rodziców na maksa. Marzenia o córce - lekarce wzięły w łeb. Poszłam na polonistykę. Tak naprawdę chciałam na psychologię, ale wtedy można było składać papiery tylko na jeden kierunek. Nie starczyło mi odwagi, aby zrezygnować z tego, co miałam. I znowu nie żałuję. To były inspirujące, rozwijające, uskrzydlające studia. Humanistyczny kapitał na całe życie. Dający czas na korzystanie z Krakowa, wyjazdy, uczenie się języków. No i cały czas pisałam. Potem zwyciężył rozsądek. I chęć zadośćuczynienia rodzicom. Pracę w wydawnictwie znalazłam w ciągu tygodnia (odpowiadając na ogłoszenie... read more

Te okropne pieniądze

Swojego czasu przyszło do mnie pytanie o moje codzienne nawyki, które pomagają mi dbać o pieniądze. Moja Strusia część zadrżała z niepokoju. Byłam w kropce. Nawyki? Pieniądze? CODZIENNE? Przecież nie po to się pieniądze ma, żeby się nimi zajmować. I to jeszcze codziennie. Wydawać, ok, ale żeby dbać? W letnim wyzwaniu Większy portfel mniejszy brzuch, które właśnie trwa przyglądamy się właśnie nawykom. I jedna z uczestniczek bardzo celnie ujęła, że dla niej pieniądze to taki chłopak na telefon. Interesuje się nim, gdy potrzebny. A jak zrobi swoje, może odejść. Dużo w tym stwierdzeniu treści. Bo określenie 'chłopak na telefon', od razu ustawia relację w kontekście uznania, szacunku, wzajemności, zaufania i tysiąca innych wartości. Z pozoru takie ustawienie relacji daje nam władzę i pozwala kontrolować sytuację. BO zajmujemy się tym, co ważne. A pieniądze? Mają całe mnóstwo skojarzeń, ale czy jest w nich ważność? Może mam skrzywioną percepcję, ale wśród wielu kobiet, z którymi na temat pieniędzy rozmawiam, tylko jedna przyznała, że pieniądze przychodzą do niej, kiedy potrzebuje. I że nie ma w związku z tym napięcia i nie musi się nimi zajmować na co dzień. Jej rytm pieniędzy nazwałabym kangurzym: co jakiś czas skok (po pieniądze), a potem chwila oddechu. Ale i ona tę relację określała jako przyjacielską. Pieniądze były dla niej przyjacielem – takim sprawdzonym, z którym zjadła beczkę soli. I nawet jeśli teraz bardziej zdystansowanym, to jednak takim, na którego może liczyć. Do którego może zadzwonić po pomoc, wsparcie i uwagę tę pomoc, wsparcie i uwagę dostanie. Traktowanie pieniędzy jak chłopaka na telefon paradoksalnie sprawia, że oddajemy im nad sobą kontrolę. Bo jeśli ich potrzebujemy, a one nie przychodzą... read more

Podniosę ceny gdy schudnę!

Jest taki zabawny filmik Lucky Bitch o tym, jak sprzedają kobiety i jak sprzedają mężczyźni. Zobacz koniecznie, pośmiej się i... No właśnie. Odniosę się do jednej z filmowych wymówek - zacznę sprzedawać, gdy... schudnę. Brzmi zabawnie? A jednak w trakcie sesji i konsultacji słyszałyśmy z Izą to zdanie naprawdę wiele razy! Zaskakująco dużo z nas uważa, że aby zarabiać, musi nie tylko dać genialny produkt albo usługę, ale i "wyglądać". Posiadamy często cały zestaw przekonań na temat tego, jak musimy się prezentować, ile ważyć i co mieć na sobie, aby zasługiwać na pieniądze. Sama zauważyłam ostatnio osobistą burzę emocji, która towarzyszyła mi, gdy przygotowywałam się do wystąpienia na Międzynarodowej Konferencji Coachingowej. Złowiłam wtedy całkiem sporo własnych myśli - zupełnie nie bałam się o merytoryczną stronę mojego wystąpienia. Za to temat tego, jak powinnam wyglądać i czy ubrać szpilki, których na co dzień nie noszę, ale które "odejmą mi" z 10 kilo, pociągnęłam nawet na Facebooku. Like me! Like me! Jestem wystarczająca? - krzyczało coś w mojej głowie. Znasz to? Mam wrażenie, że nie tylko ja tak mam. Jest wokół mnie tyle pięknych kobiet, które faktu, że są piękne i wartościowe nie widzą (albo nie potrafią zobaczyć), bo uwierzyły, że ciągle nie są dość atrakcyjne i szczupłe. Czasem podejrzewam, że to jakiś rodzaj kokieterii, ale wygląda na to, że jednak nie. W dodatku, nie będąc dość szczupłe, dosyć łatwo przenoszą tę "skazę" na resztę własnych zasobów, które z figurą nie mają wiele wspólnego. "Podwyższę stawki, gdy popracuję nad moim wyglądem" (WTF?!); "Na pewno nie wezmą mnie w tej korporacji, bo jestem za gruba" (tak dla jasności - chodziło o stanowisko związane z finansami, nie o pracę... read more

Najważniejsze pytanie

Kiedy jakiś czas temu rozpoczynałam 'poważną' działalność biznesową, z moją ówczesną wspólniczką dużo czasu spędziłyśmy na rozważaniu, jak ten biznes ma wyglądać. Dużo dyskusji o tym, po co to robimy (żeby zarabiać pieniądze i pokazać, że potrafimy), co będziemy robiły (było ważne, żeby sprawiało nam przyjemność i żebyśmy mogły się tym szczycić i dostawać uznanie z zewnątrz). Dużo czasu poświęciłyśmy na wybór formy działalności - żeby wybrać tę, która daje najwięcej bezpieczeństwa i chroni przed kosztami bez sensu. Dokładnie przedyskutowałyśmy kwestie prawne i w końcu, gdy znalazłyśmy pomysł na biznes, ruszyłyśmy. I była to niesamowita przygoda: dostawałyśmy zwroty, jaki fajny pomysł, jaki ładny serwis, dużo głasków i dowodów uznania. Tylko jakoś pieniądze nie płynęły do nas tak, jak sobie to wymarzyłyśmy. Bo wśród wielu pytań na które sobie odpowiadałyśmy było jedno, które potraktowałyśmy pobieżnie. A tym pytaniem było: Gdzie są pieniądze? Jakoś nam odpowiedź na to pytanie umknęła w tysiącu innych odpowiedzi, które musiałyśmy znaleźć. Szczerze mówiąc, ustawiony przez nas model biznesowy nie rozgadywał się specjalnie na temat pieniędzy. Rezultat nie trudno przewidzieć: w naszym przypadku, model biznesowy był ustawiony tak, że aby zarobić 100 tys. powinnyśmy mieć obrót na poziomie 6,7 miliona. Kuszące, prawda? Nie, nie handlowałyśmy hurtowo pociągami ani kopalniami.... Chętnie przyjmę 6,7 miliona obrotu, ale jednak wolałabym wyższą marżę. Co gorsza, nasz mode biznesowy nie wynikał z tego, że się nie znałyśmy - obie kształciłyśmy się się w końcu biznesowo. Dziś wiem, że fundamentem tego modelu było cudownie naiwne przekonanie, że pieniądze w biznesie po prostu są. I przychodzą, gdy tylko biznes się prowadzi. I jeszcze przekonanie, że pieniądze nie są ważne. W końcu to, na czym nam najbardziej zależało... read more

Podnieść cenę czy zostawić? Analiza szans i potencjalnych strat.

Podnieść cenę czy zostawić? Podejmowanie decyzji to jeden z czynników, który chętnie odsuwamy od siebie. I jednocześnie bez podejmowania decyzji budowanie zdrowych relacji z pieniędzmi naprawdę może się nie udać. Kiedy rozmawiamy z kobietami o pieniądzach, słyszymy, że często z podejmowaniem decyzji kojarzy im się lęk, niechęć, niepokój, wychodzenie ze strefy komfortu, odpowiedzialność, której czujemy na swoich barkach aż nadto, poczucie niewystarczającej wiedzy, kompetencji itd. Często czujemy presję podjęcia wyboru optymalnego - najlepszej możliwej decyzji. I to nas bardzo blokuje. W efekcie często „strusiujemy”, nie robimy nic, uciekamy od tematu albo rozważamy go miesiącami. Tymczasem można podejść do tego inaczej. Jeśli wierzyć Richardowi E. Nisbettowi (autorowi dwu wspaniałych według mnie książek – Mindware. Narzędzia skutecznego myślenia oraz Geografia myślenia), w wypadku wielu decyzji podejmowanych w prawdziwym życiu dążenie do wyboru optymalnego nie jest realistycznym celem. Dlaczego? Skutecznie optymalizować wybór, biorąc pod uwagę miliony danych, może superszybki komputer. Nam, ludziom jest o to dość trudno, dlatego nasze podejmowanie decyzji z założenia odznacza się ograniczoną racjonalnością. Przede wszystkim dlatego, że nasze spostrzeżenia, oceny, przekonania itd. są wnioskami na temat rzeczywistości, a nie nią samą. Trzeba uwzględnić, że na pewno zawierają błąd oceny, wynikający z rozmaitych filtrów, których nie jesteśmy świadomi. Na nasze działania wpływają także schematy (np. programy naszych autopilotów), których też często nie widzimy. W dodatku często bierzemy pod uwagę masę czynników, które nie są istotne dla sprawy (ale takimi nam się wydają). Co podpowiada Nisbett?: Nie zakładaj, że wiesz na pewno, dlaczego coś myślisz lub coś robisz. Zrób analizę zysków i strat, a potem wyrzuć ją do koszaJ Pozwól nieświadomości wykonać swoją robotę. A potem podejmij decyzję. Jak to???!!!... read more

Więcej inspiracji o zdrowych relacjach z pieniędzmi znajdziesz w newsletterze

Kliknij, by sięgnąć po Bilet do Szczęścia:-)