Zapisz się na nasz newsletter!

Musisz zasuwać, żeby zarobić!

Znasz takie stwierdzenie? To jedno tych, którymi nasiąkamy od dziecka. Idź na medycynę/prawo/księgowość. Zawsze będziesz miała pracę... Weterynarz? Będziesz przyjmować krowie porody... Musisz być uległa, żeby tworzyć dobry związek... Własna działalność gospodarcza? Rachunki płacisz co miesiąc, a przychody masz jak są... … Rodzice i bliscy nam dorośli głoszą takie zdania w chwili, gdy trzeba podjąć ważne decyzje, ale też w sytuacjach codziennych, kiedy konfrontują nas z naszymi marzeniami, planami, tęsknotami. A my? Przyjmujemy te stwierdzenia za prawdę. Świadomie lub nie. Słuchamy ich i podążamy wytyczoną przez nie ścieżką.  Z poczuciem straty, żalem, złością. Albo buntujemy się, obwiniamy tych rodziców, obciążamy odpowiedzialnością. Czasem ich karzemy: zerwaniem relacji, demonstrowaniem tego, jak jesteśmy nieszczęśliwe, jak mało osiągnęłyśmy, może nawet wyrzucamy im jak zmarnowali nam życie. I wszystkie te sposoby radzenia sobie z tym, co rodzice 'nam zrobili' są najzupełniej naturalne. Wiążą się z naszą potrzebą przynależności i bezpieczeństwa. Ten niewygodny dla nas przekaz mamy wdrukowany tak głęboko, że porzucenie go widzimy jako zdradę, sprzeniewierzenie się najbliższym i samym sobie. Nie można się od niego uwolnić, a odbiera nam on prawo do realizowania siebie, do życia tak, jak chcemy. Słabo, co? Wyposażono nas w coś, czego nie chciałyśmy, o co nie prosiłyśmy, co nam nie służy, a nie możemy się tego pozbyć. Na szczęście jednak czasami się udaje od niego wyswobodzić. Gdy świat Ci się rozpada i, aby go odbudować, przyglądasz się wszystkim cegiełkom, których do tej budowy używasz. Odkrywasz wtedy, że przekaz, który w sobie nosimy, nie jest sednem tego, co nadawcy chcieli nam przekazać. Co więcej, często się okazuje, że przywiązujemy się tylko do tej mniej istotnej części wypowiedzi. Czy istotą... read more

Mazurskie pozdrowienia i szybkie ćwiczenia Kegla, czyli seks przyjechał do pieniędzy:-)

Cześć! Pełnia lata i mam nadzieję, że Ty też się nim cieszysz. Na blogu u nas dzisiaj na luzie - krótki filmik nagrany spontanicznie z Joanną Keszką, autorką książki "Grzeczna to już byłam. Kobiecy przewodnik po seksie". A w nim szybkie i spontaniczne ćwiczenie mieśni Kegla, które możesz wykonywać wszędzie, także na plaży. Wiatr byłby lepszy na żagle, niż do nagrywania filmiku, ale instrukcję słychać:-)... read more

Marzenia i termin ważności do spożycia

Moi rodzice bardzo chcieli, żebym została lekarzem. Tak bardzo, że choć już we wczesnej podstawówce wiedziałam, że chcę pisać, przekonali mnie, żebym poszła na biol-chem. Naprawdę chciałam pisać książki i pracować w gazecie. Oto egzemplarz tygodnika To i Owo, który tworzyłam z moją ówczesną przyjaciółką Dagmarą (połączyła nas dziennikarska pasja) w jednym egzemplarzy i odczytywałyśmy go na głos zainteresowanym dziewczynom na przerwie. W toalecie damskiej, na oknie. Na marginesie dodam, że poczułam się dumna, kiedy Wydawnictwo Bauer nazwało swój flagowy tygodnik telewizyjny  To i Owo;-) Wyboru klasy biol-chem nie żałuję. Wiedza z biologii bardzo mi się teraz przydaje. A przede wszystkim miałam wyjątkowo fajną klasę, a z czwórką najbliższych przyjaciółek widzimy się co roku. Urywamy się z domu i z życia na dwa dni i jest tak, jak było kiedyś. Gadamy do rana. Ale pisać nie mogłam przestać. Znalazłam zespół zapaleńców, wynegocjowałam bezpłatny druk w cieszyńskiej drukarni (czy to nie smykałka do biznesu?;-) i przez dwa lata wydawaliśmy Ekspress Licealny. Tym razem miesięcznik. W ostatniej klasie wycięłam numer. Zamiast uczyć się do matury z biologii, poszłam na olimpiadę z polskiego. Trafiłam indeks. Rozczarowałam rodziców na maksa. Marzenia o córce - lekarce wzięły w łeb. Poszłam na polonistykę. Tak naprawdę chciałam na psychologię, ale wtedy można było składać papiery tylko na jeden kierunek. Nie starczyło mi odwagi, aby zrezygnować z tego, co miałam. I znowu nie żałuję. To były inspirujące, rozwijające, uskrzydlające studia. Humanistyczny kapitał na całe życie. Dający czas na korzystanie z Krakowa, wyjazdy, uczenie się języków. No i cały czas pisałam. Potem zwyciężył rozsądek. I chęć zadośćuczynienia rodzicom. Pracę w wydawnictwie znalazłam w ciągu tygodnia (odpowiadając na ogłoszenie... read more

Te okropne pieniądze

Swojego czasu przyszło do mnie pytanie o moje codzienne nawyki, które pomagają mi dbać o pieniądze. Moja Strusia część zadrżała z niepokoju. Byłam w kropce. Nawyki? Pieniądze? CODZIENNE? Przecież nie po to się pieniądze ma, żeby się nimi zajmować. I to jeszcze codziennie. Wydawać, ok, ale żeby dbać? W letnim wyzwaniu Większy portfel mniejszy brzuch, które właśnie trwa przyglądamy się właśnie nawykom. I jedna z uczestniczek bardzo celnie ujęła, że dla niej pieniądze to taki chłopak na telefon. Interesuje się nim, gdy potrzebny. A jak zrobi swoje, może odejść. Dużo w tym stwierdzeniu treści. Bo określenie 'chłopak na telefon', od razu ustawia relację w kontekście uznania, szacunku, wzajemności, zaufania i tysiąca innych wartości. Z pozoru takie ustawienie relacji daje nam władzę i pozwala kontrolować sytuację. BO zajmujemy się tym, co ważne. A pieniądze? Mają całe mnóstwo skojarzeń, ale czy jest w nich ważność? Może mam skrzywioną percepcję, ale wśród wielu kobiet, z którymi na temat pieniędzy rozmawiam, tylko jedna przyznała, że pieniądze przychodzą do niej, kiedy potrzebuje. I że nie ma w związku z tym napięcia i nie musi się nimi zajmować na co dzień. Jej rytm pieniędzy nazwałabym kangurzym: co jakiś czas skok (po pieniądze), a potem chwila oddechu. Ale i ona tę relację określała jako przyjacielską. Pieniądze były dla niej przyjacielem – takim sprawdzonym, z którym zjadła beczkę soli. I nawet jeśli teraz bardziej zdystansowanym, to jednak takim, na którego może liczyć. Do którego może zadzwonić po pomoc, wsparcie i uwagę tę pomoc, wsparcie i uwagę dostanie. Traktowanie pieniędzy jak chłopaka na telefon paradoksalnie sprawia, że oddajemy im nad sobą kontrolę. Bo jeśli ich potrzebujemy, a one nie przychodzą... read more

Podniosę ceny gdy schudnę!

Jest taki zabawny filmik Lucky Bitch o tym, jak sprzedają kobiety i jak sprzedają mężczyźni. Zobacz koniecznie, pośmiej się i... No właśnie. Odniosę się do jednej z filmowych wymówek - zacznę sprzedawać, gdy... schudnę. Brzmi zabawnie? A jednak w trakcie sesji i konsultacji słyszałyśmy z Izą to zdanie naprawdę wiele razy! Zaskakująco dużo z nas uważa, że aby zarabiać, musi nie tylko dać genialny produkt albo usługę, ale i "wyglądać". Posiadamy często cały zestaw przekonań na temat tego, jak musimy się prezentować, ile ważyć i co mieć na sobie, aby zasługiwać na pieniądze. Sama zauważyłam ostatnio osobistą burzę emocji, która towarzyszyła mi, gdy przygotowywałam się do wystąpienia na Międzynarodowej Konferencji Coachingowej. Złowiłam wtedy całkiem sporo własnych myśli - zupełnie nie bałam się o merytoryczną stronę mojego wystąpienia. Za to temat tego, jak powinnam wyglądać i czy ubrać szpilki, których na co dzień nie noszę, ale które "odejmą mi" z 10 kilo, pociągnęłam nawet na Facebooku. Like me! Like me! Jestem wystarczająca? - krzyczało coś w mojej głowie. Znasz to? Mam wrażenie, że nie tylko ja tak mam. Jest wokół mnie tyle pięknych kobiet, które faktu, że są piękne i wartościowe nie widzą (albo nie potrafią zobaczyć), bo uwierzyły, że ciągle nie są dość atrakcyjne i szczupłe. Czasem podejrzewam, że to jakiś rodzaj kokieterii, ale wygląda na to, że jednak nie. W dodatku, nie będąc dość szczupłe, dosyć łatwo przenoszą tę "skazę" na resztę własnych zasobów, które z figurą nie mają wiele wspólnego. "Podwyższę stawki, gdy popracuję nad moim wyglądem" (WTF?!); "Na pewno nie wezmą mnie w tej korporacji, bo jestem za gruba" (tak dla jasności - chodziło o stanowisko związane z finansami, nie o pracę... read more

Najważniejsze pytanie

Kiedy jakiś czas temu rozpoczynałam 'poważną' działalność biznesową, z moją ówczesną wspólniczką dużo czasu spędziłyśmy na rozważaniu, jak ten biznes ma wyglądać. Dużo dyskusji o tym, po co to robimy (żeby zarabiać pieniądze i pokazać, że potrafimy), co będziemy robiły (było ważne, żeby sprawiało nam przyjemność i żebyśmy mogły się tym szczycić i dostawać uznanie z zewnątrz). Dużo czasu poświęciłyśmy na wybór formy działalności - żeby wybrać tę, która daje najwięcej bezpieczeństwa i chroni przed kosztami bez sensu. Dokładnie przedyskutowałyśmy kwestie prawne i w końcu, gdy znalazłyśmy pomysł na biznes, ruszyłyśmy. I była to niesamowita przygoda: dostawałyśmy zwroty, jaki fajny pomysł, jaki ładny serwis, dużo głasków i dowodów uznania. Tylko jakoś pieniądze nie płynęły do nas tak, jak sobie to wymarzyłyśmy. Bo wśród wielu pytań na które sobie odpowiadałyśmy było jedno, które potraktowałyśmy pobieżnie. A tym pytaniem było: Gdzie są pieniądze? Jakoś nam odpowiedź na to pytanie umknęła w tysiącu innych odpowiedzi, które musiałyśmy znaleźć. Szczerze mówiąc, ustawiony przez nas model biznesowy nie rozgadywał się specjalnie na temat pieniędzy. Rezultat nie trudno przewidzieć: w naszym przypadku, model biznesowy był ustawiony tak, że aby zarobić 100 tys. powinnyśmy mieć obrót na poziomie 6,7 miliona. Kuszące, prawda? Nie, nie handlowałyśmy hurtowo pociągami ani kopalniami.... Chętnie przyjmę 6,7 miliona obrotu, ale jednak wolałabym wyższą marżę. Co gorsza, nasz mode biznesowy nie wynikał z tego, że się nie znałyśmy - obie kształciłyśmy się się w końcu biznesowo. Dziś wiem, że fundamentem tego modelu było cudownie naiwne przekonanie, że pieniądze w biznesie po prostu są. I przychodzą, gdy tylko biznes się prowadzi. I jeszcze przekonanie, że pieniądze nie są ważne. W końcu to, na czym nam najbardziej zależało... read more

Podnieść cenę czy zostawić? Analiza szans i potencjalnych strat.

Podnieść cenę czy zostawić? Podejmowanie decyzji to jeden z czynników, który chętnie odsuwamy od siebie. I jednocześnie bez podejmowania decyzji budowanie zdrowych relacji z pieniędzmi naprawdę może się nie udać. Kiedy rozmawiamy z kobietami o pieniądzach, słyszymy, że często z podejmowaniem decyzji kojarzy im się lęk, niechęć, niepokój, wychodzenie ze strefy komfortu, odpowiedzialność, której czujemy na swoich barkach aż nadto, poczucie niewystarczającej wiedzy, kompetencji itd. Często czujemy presję podjęcia wyboru optymalnego - najlepszej możliwej decyzji. I to nas bardzo blokuje. W efekcie często „strusiujemy”, nie robimy nic, uciekamy od tematu albo rozważamy go miesiącami. Tymczasem można podejść do tego inaczej. Jeśli wierzyć Richardowi E. Nisbettowi (autorowi dwu wspaniałych według mnie książek – Mindware. Narzędzia skutecznego myślenia oraz Geografia myślenia), w wypadku wielu decyzji podejmowanych w prawdziwym życiu dążenie do wyboru optymalnego nie jest realistycznym celem. Dlaczego? Skutecznie optymalizować wybór, biorąc pod uwagę miliony danych, może superszybki komputer. Nam, ludziom jest o to dość trudno, dlatego nasze podejmowanie decyzji z założenia odznacza się ograniczoną racjonalnością. Przede wszystkim dlatego, że nasze spostrzeżenia, oceny, przekonania itd. są wnioskami na temat rzeczywistości, a nie nią samą. Trzeba uwzględnić, że na pewno zawierają błąd oceny, wynikający z rozmaitych filtrów, których nie jesteśmy świadomi. Na nasze działania wpływają także schematy (np. programy naszych autopilotów), których też często nie widzimy. W dodatku często bierzemy pod uwagę masę czynników, które nie są istotne dla sprawy (ale takimi nam się wydają). Co podpowiada Nisbett?: Nie zakładaj, że wiesz na pewno, dlaczego coś myślisz lub coś robisz. Zrób analizę zysków i strat, a potem wyrzuć ją do koszaJ Pozwól nieświadomości wykonać swoją robotę. A potem podejmij decyzję. Jak to???!!!... read more

Nie rób TEGO swoim dzieciom!

Dzisiaj na blogu bardzo osobiście. Nie przypadkiem – wczorajszy Dzień Dziecka jak zwykle wprawił mnie w nastrój nieco nostalgiczny. Bo choć powszechnie uważamy, że super jest być dzieckiem i tęsknimy za beztroskimi latami, mam jednak poczucie, że dzieci nie mają wcale tak łatwo. Im więcej rozmawiam z kobietami o pieniądzach, tym bardziej jestem o tym przekonana. Wiadomo, czym skorupka za młodu nasiąknie, tym… No właśnie. Trafiają do mnie kobiety z tak zwanych normalnych domów. Nie mają za sobą dramatycznych historii z dzieciństwa, walki o przetrwanie, o życie. A jednak potrzeby: bezpieczeństwa, szacunku, zaufania do siebie, zasługiwania czy bycia braną pod uwagę tak bardzo wołają o uwagę. Co takiego dzieje się w tym cudownym dzieciństwie, że jako dorosłe nie dajemy sobie prawa do bycia tak samo ważnymi jak inni? Że przestajemy wierzyć w siebie? Że boimy się negocjować swoje stawki? Że zgadzamy się pracować za mniej? Że nie doceniamy swojego wkładu w dom, choć poświęcamy na niego tak dużo czasu? (Wiesz, że nadal w przeciętnym polskim domu kobieta pracuje na jego rzecz dwa razy dłużej niż mężczyzna? Wartość rynkowa miesięcznej pracy w domu wg przeciętnych cen krajowych została wyliczona przez Puls Biznesu na 2500-3000 zł.) Że powszechnie uważamy, iż to, co robimy, to nic takiego. Że kiedy rozmawiam o wystąpieniu na scenie z kobietą, która jest dla mnie inspiracją w temacie sukcesu (ma dobrą pracę, ciepły dom, biega i dba o rozwój osobisty), słyszę, że nie ma za wiele do powiedzenia? Że uciekamy od zajmowania się tematem, który ma naprawdę ogromny wpływ na nasze życie (kasa) i uważamy, że to nie nasza sprawa albo nic nie da się zrobić? Że... read more

Dlaczego brak jest taki straszny i jak mu się nie dać

Zapraszam Cię do kolejnego odcinka podcastu "Otwieramy serce i głowę do finansów". W poprzednim odcinku zastanawialiśmy się, co odbierasz dziecku, gdy chcesz mu dać wszystko. Teraz chciałabym Cię zaprosić do przyjrzenia się, DLACZEGO brak budzi w nas lęk. Lęk to bardzo przydatna emocja, bo jej celem jest nas chronić. Ale jej druga strona jest taka, że nas ogranicza. A największym z lęków jest lęk przed lękiem. Posłuchaj i sprezentuj sobie więcej spokoju. Nie tylko na Dzień Matki 😉 http://jestembogata.pl/wp-content/uploads/2016/05/dalczego-lęk-jest-straszny.mp3 Kliknij, by otworzyć nagranie w nowym oknie. Skrypt nagrania znajdziesz tutaj A jakie są Twoje scenariusze i jak często się spełniają? Napisz nam w komentarzu.... read more

3 rzeczy, których Twoje dziecko nie dostanie, gdy spinasz się, by dać mu wszystko

Znam wiele kobiet, które dla dobra dziecka są gotowe zrezygnować z bardzo wielu ważnych dla nich rzeczy. Czasami aż do poziomu frustracji i złości na to dziecko, że tyle im zabiera. O tej i innych pułapkach związanych z dążeniem do podarowania dzieciom wszystkiego usłyszysz w dzisiejszym odcinku podcastu. To pierwsza część serii poświęconej brakowi. Część 1: 3 rzeczy, które zabierasz dziecku, spinając się, by dać mu wszystko http://jestembogata.pl/wp-content/uploads/2016/05/Brak-cz1-Co-odbierasz-dziecku-gdy-mu-dajesz-wszystko.mp3 Kliknij, by otworzyć nagranie w nowym oknie Jeśli wolisz czytać, przejdź do skryptu nagrania. A niezależnie od tego, czy słuchasz, czy czytasz, napisz nam w komentarzu, jak jest z Twoim napięciem i... read more

Więcej inspiracji o zdrowych relacjach z pieniędzmi znajdziesz w newsletterze

Kliknij, by sięgnąć po Bilet do Szczęścia:-)