Za co pracujesz, gdy nie zarabiasz?

Chociaż może Ci się to wydać zaskakujące, nie zawsze pracujemy tylko za pieniądze. Pamiętam czasy, kiedy zasuwałam jak mały parowóz, a na koncie odzwierciedlenia wcale nie było widać. I w dodatku byłam z siebie całkiem zadowolona. Jak to możliwe? Cóż, w końcu zrozumiałam, że pieniądze nie są jedyną walutą, za którą jesteśmy chętni pracować…   Jak to nie?! Ha, nawet mądrość ludowa wie coś o pracowaniu za dobre słowo i uśmiech. Kiedy przyjrzałam się tematowi głębiej odkryłam dwa źródła walut, za które pracujemy nawet wtedy, gdy nie otrzymujemy pieniędzy.   Pierwszym z nich jest brak. Jakiś deficyt, sięgający zwykle dawnych czasów. W moim przypadku tym brakiem była kwestia braku poczucia akceptacji. Jak się okazało – głównie samoakceptacji. Kiedy wykonując moją pracę, dostawałam masę pochwał i zadowolenia ze strony moich zleceniodawców, „smakowało” mi to równie mocno jak pieniądze. A może nawet bardziej? Z ochotą brałam na siebie dodatkowe zadania, nie zastanawiając się nad tym, że wykraczają poza zakres ustaleń, na które się umówiliśmy i są po prostu dodatkową pracą. Akceptacja i dowartościowywanie mnie przez zleceniodawców okazywało się ważniejsze niż dostawanie wypłaty. Wymagałam od siebie coraz więcej i więcej, robiłam też coraz więcej, ale nie negocjowałam dodatkowych pieniędzy. Uścisk dłoni prezesa i słowa, że jestem niezastąpiona wystarczał w zupełności.   Innym przykładem takiego źródła jest lęk. Lęk, często wynikający z braków i poczucia bezradności w dzieciństwie, kiedy to nauczyliśmy się, że nie można komuś istotnemu odmówić, bo się obrazi i sobie pójdzie. Znam historię niejednej harującej jak wół kobiety, która padając na twarz odbierała w nocy telefon klienta, bo do głowy jej nie przyszło, że może odmówić. Albo wystawić fakturę z... read more

Mnie nie oszukasz!

Czy zdarza Ci się siedzieć cicho na spotkaniach  i nie zgłaszać swoich pomysłów, bo uważasz je za banalne? Mając z tyłu głowy, że gdyby Twoje rozwiązanie było dobre, ktoś inny by na to już dawno wpadł? Zaniżać swoją stawkę? Niechętnie rozmawiać o Twoich zaletach, bo uważasz, że zbyt wielu ich nie masz? Z jednej strony odkładać rzeczy na później, a z drugiej przepracować się, bo chcesz zrobić więcej? Jeśli odnajdujesz w tych przykładach siebie, być może nieobcy jest Ci jest syndrom oszusta? Syndrom oszusta znany jest psychologom od lat siedemdziesiątych. Towarzyszy mu poczucie, że zdobyło się swoją pozycję (najczęściej zawodową) ze względu na łut szczęścia albo przypadek, a nie w wyniku własnej pracy, posiadanych umiejętności czy talentów. Pomimo zewnętrznych dowodów potwierdzających kompetencje, osoba cierpiąca na syndrom oszusta sądzi, że jest przeceniana i że w końcu smutna prawda na jej temat wyjdzie na wierzch. Jest na tyle „oswojona” ze swoją wiedzą, umiejętnościami i talentami, że traktuje je jako normę, bazę, nic specjalnego.   Zaskakujące jest to, że aż 70 % ludzi boryka się z tym syndromem . Czy uwierzysz, że wśród nich byli również: Albert Einstein, Kate Winslet i Meryl Streep?  Cierpią z jego powodu i kobiety, i mężczyźni. Główna różnica polega na tym, że zwykle mężczyźni rzadziej o nim mówią głośno i mniej chętnie się do niego przyznają.   Prawdopodobieństwo borykania się z tym syndromem jest większe, gdy zajmuje się wysoką pozycję zawodową – dzieje się tak dlatego, ponieważ szefowie czy menedżerowie przebywają częściej niż podlegli im pracownicy w strefie ryzyka i mierzą się z w związku z tym z częstszym dyskomfortem i niepewnością.   Jak sobie radzić z... read more

7 filarów lekkości w zarabianiu

Przez kilka lat prowadziłam razem z moją przyjaciółką i wspólniczką agencję PR. Pewnego wieczoru złapałyśmy się na rozmowie telefonicznej, która wyglądała jakoś tak: – Wiesz, ja to w ogóle nie spałam dziś w nocy. – A ja nie zdążyłam na czas odebrać dziecka z przedszkola…   I zaczęłyśmy przekonywać siebie nawzajem, która z nas miała więcej do zrobienia i bardziej się poświęciła. W końcu zaczęłyśmy się śmiać, bo wyszło na to, że zaczęłyśmy się licytować, która z nas umęczyła się bardziej.   Temat wrócił do mnie ponownie, gdy razem z Izą pracowałyśmy nad pierwszą edycją kursu Jestem Bogata. Odkryłyśmy wtedy, że o lekkość w zarabianiu wcale nie jest tak łatwo, a „lekkie pieniądze” są dla części z nas trochę podejrzane. Jakby niemoralne, nie do końca wartościowe…   Dopiero te pieniądze, które są ciężko zarobione, na które się naharowałyśmy, mają swoją wartość. Gdy za lekko przyszły, równie lekko je wydajemy. W dodatku „lekko zarobione” wykluczają nas z grona osób, które ciężko pracują na swoje utrzymanie, a więc często czujemy się obco w gronie ważnych dla nas osób, naszych rodziców i bliskich.   Owszem, fajnie jest mieć poczucie, że uczciwie zapracowało się na swoje pieniądze. Ale czy uczciwie to znaczy ciężko? Przecież w biznesie nie o to chodzi, żeby się umęczyć, tylko żeby wypracować zysk!   Dlatego postanowiłyśmy z Izą sprawdzić, czy istnieje algorytm lekkości w zarabianiu.   Dzisiaj nie mamy wątpliwości, że taki algorytm istnieje i że sprawdził się zarówno u nas, jak i u wielu naszych klientek.   Odkryłyśmy 7 filarów lekkości w zarabianiu pieniędzy i chcemy się z Tobą nimi podzielić:   Pierwszy filar lekkości w zarabianiu to... read more

5 sposobów na więcej radości w związku z pieniędzmi

Niezależnie od tego, na jakim etapie relacji z pieniędzmi jesteś, zawsze możesz do niej dodać trochę więcej radości i satysfakcji. Te emocje wszak są milej widziane niż niechęć czy opór, które często się z kwestiami finansowymi wiążą. Poniżej znajdziesz kilka pomysłów na działania, które tę radość i satysfakcję wprowadzają. Czytaj, sięgaj i wprowadzaj w życie! 1. Zadbaj o portfel. Pomyśl teraz szybko – jak Twój portfel wygląda? Jest nowy czy zużyty? Zadbany czy raczej zaśmiecony? Sięgasz do niego z przyjemnością, czy raczej z niechęcią? A może poczuciem winy? Jak się Twoje odpowiedzi mają do tego, jak wyglądają Twoje relacje z pieniędzmi? Jest coś podobnego? Jakieś różnice? Jak to zrobić? przejrzyj, czy wciąż jest cały, świeży i ładny. Czy wyjmując go czujesz się bogata i w mocy, czy raczej schowałabyś go tak, by nikt nie widział, w jakim jest stanie? Może czas na nowy? wyrzuć z niego stare rachunki, potwierdzenia z karty, drobne w innych walutach, pozostałe z wakacji, śrubki i guziki i wszystko, co nie jest pieniądzem czy kartą.  Niech wszystko, co w portfelu mieszka będzie związane z wartością i pieniędzmi. Może i będzie cieńszy, ale będziesz w nim mieć tylko to, co jest ważne i warte uwagi w związku z pieniędzmi – żadnych ‚trzecich’ czy ‚innych’. wyprostuj i ułóż banknoty według nominałów, tą samą stroną. jeśli lubisz magiczne triki i sposoby, wyposaż go w coś, co sprzyja przyciąganiu pieniędzy lub powodzeniu w kwestiach finansowych: koniczynka czterolistna, symbol obfitości, przynoszący szczęście banknot czy monetę czy cokolwiek Ci w duszy gra. Mój trik na to, by zadbać o komfort i poczucie bezpieczeństwa: Zawsze mam w tajnej, najmniej oczywistej kieszonce tajny... read more

Czy już je masz?

Był czwartek. Siedziałyśmy na wiklinowej kanapie, za oknem roztańczone płatki śniegu miękko spadały na ziemię, a wielka, czarno-podpalana sunia kładła nam swój łeb na kolanach, żeby ją trochę poczochrać. Przygotowywałyśmy opisy warsztatów i szukałyśmy dobrej nazwy. I wtedy Lucyna powiedziała: – Cud konsekwencji. Właśnie tak je nazwę. Warsztaty wcale nie dotyczyły pieniędzy. Lucyna jest szefową Szkoły Trenerów Empatii i warsztaty będą bardziej w tym klimacie.   Ale od czwartku CUD KONSEKWENCJI nie chce mi wyjść z głowy. Kiedy myślę o osobach, które za coś podziwiam, które zrobiły w życiu coś, co wydaje mi się wielkie i niezwykłe, rozkładając ich działania na czynniki pierwsze, jakby nie patrzeć, wychodzi mi cud konsekwencji. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – cud konsekwencji. Znani i nieznani autorzy powieści – cud konsekwencji. Michał Szafrański, mój wielki wzór w temacie dbania o relacje z pieniędzmi (który podsumowując rok 2018 ogłosił, że zdobył już wolność finansową, pracować chce, a nie musi, bo jego inwestycje pracują na potrzeby jego i jego rodziny) – cud konsekwencji. Przypuszczam, że każdym udanym projektem każdej z nas – jeśli się przyjrzymy, też pewnie stoi cud konsekwencji.   Cud konsekwencji jest również tym, co może zdziałać cuda:-) w naszych relacjach z pieniędzmi. Zasady, które pomagają nam budować karmiący, zdrowy układ z kasą, są naprawdę proste – wydajemy mniej niż zarabiamy, resztę odkładamy. Aby kasa nie stała się celem samym w sobie i nie przesłoniła nam nas samych oraz tego, co czyni nas szczęśliwymi, część z niej przeznaczamy na dbanie o siebie, rozwój, z części szyjemy poduszkę bezpieczeństwa, a część przeznaczamy na wspieranie innych. I tyle. Działając konsekwentnie w ten sposób, jesteśmy skazane na sukces.   Jeśli chcesz się tym zasadom przyjrzeć trochę bliżej, pobierz nasze... read more

Jak się masz w związku z pieniędzmi?

Relacje międzyludzkie mają swoją dynamikę. Przez całe życie nawiązujemy nowe znajomości, które przeradzają się w coś większego, pozostają na niezmienionym poziomie, albo się rozpadają. Na relacje z pieniędzmi jesteśmy zdane niezależnie od tego, czy nam się to podoba czy nie. Pieniądze zawsze gdzieś są na rzeczy – bo tak jest ten świat urządzony, że bez nich się nie da -nawet, jeśli ich nie chcesz, albo ich w Twoim życiu niewiele, i tak jesteś w jakiś sposób z nimi związana, lub od nich zależna. Zobacz, na jakim etapie relacji z pieniędzmi jesteś i zobacz, co możesz zrobić, by ją pogłębić.   Zapraszam Cię do przyjrzenia się etapom relacji i do zadania sobie pytania – gdzie jestem teraz w związku z pieniędzmi? Do którego etapu mi najbliżej? Kto jest ok, a kto nie w relacji z pieniędzmi Pierwszy etap relacji to poznawanie się i zainteresowanie. Niewykluczone, że niewiele jeszcze o sobie wiecie, ale macie ochotę poznać się bliżej, pojawia się zaciekawienie, które może się przerodzić w fascynację, oczarowanie czy zakochanie. W kwestiach finansowych nie masz wtedy jakiegoś wielkiego doświadczenia ani oczekiwań. Z ciekawością podchodzisz do planowania budżetu – próbujesz, nie zrażasz się niepowodzeniami, szukasz informacji. Wydajesz ostrożnie, z uwagą, ciekawością przyglądasz się temu, co się dzieje, jak pieniądze zamieniają się w różne dobra. To, co przychodzi przyjmujesz z radością lekkością; bawisz się wycenianiem swojej pracy, eksperymentujesz i sprawdzasz, co na to inni, testujesz, czy to pasuje Tobie, co byłoby lepsze. W pewnym momencie może się wydarzyć coś, co przyspieszy bieg zdarzeń i przesunie relację do etapu zakochania. To ten moment, kiedy  patrzysz na finanse przez różowe okulary. Widzisz, ile dzięki nim... read more

Mały romans na wielki rok

Czas podsumowań i planów na nowy rok skłania i nas do postawienia sobie i Tobie pytania o to, jak wyglądał ten rok w związku z pieniędzmi. I nie chodzi mi o to, czy zrealizowałaś swoje plany, założenia. Nie chodzi mi o to, czy i co zmieniłaś finansowo. Ciekawi mnie, jak byś określiła swoją rolę w relacji z pieniędzmi? Wiele kobiet, z którymi o pieniądzach rozmawiam mówi, że to nie jest dobry związek. Mają poczucie, że dużo z siebie dają, mocno się angażują, a wzajemności jakoś nie widać. Mają poczucie nierównowagi. Chciałyby coś zmienić, ale jakoś nie wychodzi. mimo, że wiedzą, co POWINNY I co TRZEBA. U progu nowego roku chciałyśmy Ci życzyć, by Twoje relacje z pieniędzmi stały się lżejsze, radośniejsze i kierowane fascynacją. Abyś pod koniec 2019 była w sytuacji, gdy śmiało i z radością patrzysz w przyszłość i z dumą (a może i niedowierzaniem) przyglądasz się temu, co w ciągu tego roku się wydarzyło i co się zmieniło. O tym, dlaczego warto być bogatym piszemy tutaj I w związku z tym chcemy Cię zaprosić do krótkiego ćwiczenia (jak zwykle, dla najlepszego efektu zalecamy zapisanie odpowiedzi). Wyobraź sobie, że wdałaś się lub zainicjowałaś romans w związku z pieniędzmi. Pojawiła się w tym związku radość, lekkość, fascynacja. Czujesz się tak dobrze, jak kiedyś, na początku Waszej znajomości. Albo tak dobrze, jak nigdy dotąd. Jakie myśli pojawiają Ci się w tej sytuacji? Co myślisz o sobie? O tym, co robisz? O decyzjach, których podejmujesz? Co myślisz o pieniądzach? Spróbuj uchwycić te myśli i zapisz je sobie. Co czujesz w związku z tą sytuacją? Jakie emocje zauważasz? Co się z Tobą... read more

Prosty wzór na przyjaźń z budżetem

Jaka jesteś w kwestii pieniędzy? Twardo stąpasz po ziemi czy raczej bujasz w obłokach? Ja jestem raczej marzycielką i chciałabym wierzyć, że pieniądze przyjdą, gdy będą potrzebne, że starczy ich dla wszystkich i że mogą mnożyć dobro. Mam jednak wystarczająco dużo lat, żeby wiedzieć, że to się samo nie zrobi i że prawo przyciągania;-) potrzebuje działania. Nie wiem jak Tobie, ale mnie łatwiej działać, kiedy wiem, dokąd zmierzam. Dlatego dawno temu, kiedy zaczęłam przyglądać się tematom związanym z pieniędzmi, zaczęłam szukać odpowiedzi na pytanie, ile wynosi ta osławiona wolność finansowa? Czy to przysłowiowy milion? A może mniej? Jak to jest??? Zachwycił mnie wtedy prosty wzór Briana Tracy, który jest ze mną do dzisiaj i sięgam po niego za każdym razem, kiedy chcę wiedzieć na czym stoję w kwestii moich potrzeb finansowych. Wzór mnie zachwycił, bo jest indywidualny – jego punktem wyjścia jest Twoja sytuacja, Twoje potrzeby, przyzwyczajenia i poziom życia. Nie musisz się z nikim porównywać, jedynym punktem odniesienia dla siebie jesteś Ty sama. Jest też bardzo prosty. Bierzesz kartkę papieru i zapisujesz, ile pieniędzy potrzebujesz do życia każdego miesiąca. Czyli uzyskasz rząd wielkości, który wydajesz na mieszkanie, jedzenie, ubrania, kosmetyki, domową chemię, transport – na takim poziomie, na jakim jesteś przyzwyczajona. Jeśli masz dzieci, na ten moment skreśl te wydatki. Jest duża szansa, że Twoje dzieci, gdy już nie będziesz pracować, będą się same utrzymywać:-) Przemyśl jednak kwestię opieki zdrowotnej (z wiekiem potrzebujemy jej więcej) oraz przyjemności – wyjść do kawiarni, na basen, do kina, na jogę, książki czy innych rzeczy, z których nie chciałabyś rezygnować. Zastanów się, ile wydajesz na nie w miesiącu, kiedy potrzebujesz lub możesz... read more

W kuźni przekonań – jak przekułam niechęć do sprzedaży w luz

To było dawno temu. Siedzieliśmy na kawie i zastanawialiśmy się nad biznesem. On, psycholog pracujący z młodzieżą i ja, świeża ekskorporatka, szczęśliwa, że NARESZCIE mogę robić to, do czego rwie mi się dusza. – Wiesz, czasem myślę, że ten zawód to taka prostytucja. Branie pieniędzy za coś, co każdy człowiek powinien mieć za darmo – wysłuchanie, szacunek, rozmowę. Poczułam wtedy, że zabolał mnie brzuch. Jego słowa zapadły we mnie gdzieś głęboko, choć „na wierzchu” solidnie się oburzyłam i zaczęłam go przekonywać, że nie ma racji, że to praca, że przecież jest wolny wybór, ze nikt nie każe komuś mi płacić. Argumenty sypały się jak z rękawa, ale nie z serca, z głowy… Minęło trochę czasu, korporacyjne zapasy kasy topniały, a ja z wielką łatwością wchodziłam we wszystkie darmowe akcje, jakie proponowały. mi udział i serce mi rosło, że tak bardzo pomagam. I tylko jakoś zabranie się za sprzedaż nie wychodziło mi za bardzo. To było dziwne uczucie. Ja, sprawcza, ja, która kiedyś walczyłam o sprzedaż prowadzonych przeze mnie magazynów jak lwica, nagle nie mogę sprzedawać. Co się dzieje??? Przecież znam ten proces, mam narzędzia, a kursów efektywnej sprzedaży, w których wzięłam udział, nie zliczę!!! Pomogło mi uświadomienie sobie, że każdym razem, kiedy myślę o sprzedaży boli mnie brzuch. Już to skądś znałam… Tym razem nie uciekłam w przekonywanie siebie, ale skupiłam się na tym bólu brzucha. Co chcesz mi powiedzieć, kochany? Po co tu jesteś? Nie pomagasz mi, wiesz? – szepnęłam. Cisza. Co chcesz mi powiedzieć? – nie odpuszczałam. Myśli szamotały się w mojej głowie, wewnętrzny krytyk nie próżnował, a ja, na przekór im wszystkim, dalej skupiałam się na... read more

Jakże mało wiemy o tym, kim jesteśmy! O ileż mniej o tym, kim byśmy być mogli!

Mam przyjaciółkę, która właśnie poszła na kolejne w swoim życiu studia. Zafascynowana kierunkiem studiów i zajęciami, opowiedziała mi o pewnym ćwiczeniu, które właśnie robili na lektoracie angielskiego. Ćwiczenie polegało na słuchaniu piosenki, o której prowadzący powiedział, że jest zaśpiewana trudnym do zrozumienia dialektem. Zadanie polegało na wynotowaniu, pomimo trudności,  jak największej ilości rozpoznanych słów. Wyniki były różne – od dwóch do dwudziestu. Następnie prowadzący rozdał studentom tekst piosenki, napisany po angielsku. I poprosił o ponowne odsłuchanie. Czy tym razem było łatwiej zrozumieć tekst? W stu procentach. Większość osób, patrząc na rozpisany tekst, „wysłyszała” niemal wszystko. Tekst był może nieco dziecinny i hmm, głupawy, ale zrozumieć dało się każde słowo. To jeszcze nie koniec tej historii. Bo na końcu okazało się, że ta piosenka W OGÓLE nie była śpiewana po angielsku… A jednak, ponieważ lektor powiedział, że tekst jest po angielsku, mózg wszystkich studentów nastawił się na usłyszenie angielskiego. Zakochałam się w tej historii, gdy tylko ją usłyszałam. Bo w mojej pracy nieustannie widzę, jak działają na ludzi przekonania, ale czasem tak trudno uwierzyć im, że jakieś zdanko może mieć jakikolwiek wpływ na ich życie, relacje, czy stan portfela. A naprawdę może!!! Dobrze pamiętam czasy, kiedy na samą myśl o rozmowie o podwyżce serce trzepotało mi jak szalone albo zamierało jak przestraszony ptak. Na wszelki wypadek wolałam o nią nie prosić, bo dobrze wiedziałam, że i tak słowa będą mi utykać w gardle i raczej nie będę przekonująca. Podczas terapii odkryłam, że za moją niezdolnością do stanięcia za sobą były zestaw delikatnie mówiąc, niezbyt wspierających przekonań bazowych na temat mnie samej. Przekonania te powstają w nas, gdy jesteśmy bardzo małymi dziećmi i interpretujemy rzeczywistość, ustalając w niej... read more

Więcej inspiracji o zdrowych relacjach z pieniędzmi znajdziesz w newsletterze

Kliknij, by sięgnąć po Bilet do Szczęścia:-)