Męskie i kobiece podejście do sprawy. Komu łatwiej?

Kobiety i mężczyźni mają różne podejście do biznesu, pieniędzy i sprzedaży. To rzecz wiadoma. Prawdopodobnie też stereotypowa i uproszczona. Bo w końcu różne są kobiety i różni mężczyźni. Czasami spotykam się z przekonaniem, że mężczyznom jest łatwiej zarabiać pieniądze, bo są nastawieni na cele i rezultaty w odróżnieniu od kobiet, które koncentrują się (za) bardzo na relacjach. Samej zresztą zdarza mi się to przekonanie u siebie uchwycić. Słuszności stereotypu o różnicach w męskim i kobiecym podejściu do biznesu doświadczyłam całkiem niedawno w dalekim kraju. Dalekim geograficznie, mentalnie i kulturowo, a mimo wszystko podobnym. Hotel nr 1 w małej miejscowości składającej się z 5 domów, 2 hoteli i 4 restauracji. Jest wolny pokój, ale bez pościeli (to tamtejszy standard, hotel jest z kategorii 'love hotel', ale właścicielom nie przeszkadza, że chcemy spędzić tam całą noc). Obsługa mówi tylko po swojemu, więc na migi pokazujemy, że chcemy drugie prześcieradło. Takie, które się zmienia po każdym gościu. Właścicielka nie rozumie, więc mówi do nas. W końcu udaje nam się pokazać narysować i odegrać o co chodzi. Zadziwiona właścicielka prowadzi na do szafy z bielizną hotelową, i sugeruje na migi, byśmy wzięli, co uważamy. Ale ponieważ są tam tylko wielorazowe kołdry, poddajemy się i decydujemy zostać i zaimprowizować spanie, które nas nie zobrzydzi. Miejscowość nr 2: na oko mniejsza od poprzedniej. Podjeżdzamy do hotelu, który reklamował się na ścieżce jako hotel rowerowy i wygląda na jedyny w okolicy. Wychodzi do nas właściciel, na migi pokazuje, żebyśmy poszli za nim, zdjęli sakwy z rowerów i wprowadzili je do specjalnego boksu. Po czym prowadzi do hotelu, wręcza klucz i skutecznie ignoruje nasze próby przekazania kwestii „dodatkowe prześcieradło”. Mimo... read more

3 powody, dla których zarabiasz mniej

Nie jest tajemnicą, że kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni. Nie tylko w Polsce. Nie jest również tajemnicą, że coraz częściej nabieramy odwagi, by się tej sytuacji sprzeciwić i dążyć do zmiany. Przypomnę tylko 'aferę', jaką zrobiła Jennifer Lawrence gdy okazało się, że stawka jej i Amy Adams za udział w filmie American Hustle to 7% dochodów, podczas gdy ich partnerów - Christiana Bale'a i Bradleya Coopera - po 9%. Za ten sam film i tę samą pracę. Może pomyślisz sobie: no dobra, Jennifer Lawrence może sobie na to pozwolić, bo zarabia tyle, że nawet jakby ją wyrzucili, nic by jej się nie stało. W końcu kilkadziesiąt milionów w tę czy w tamtą nie zrobi jej różnicy. (JL uznawana jest za najlepiej opłacaną aktorkę w USA, jej dzienne zarobki to 126 tys. USD).  I może tak być, że laska. Zarabia bardzo dużo, więc może sobie sobie brykać. Ale.... Czy to nie jest przypadkiem przekonanie? Czy naprawdę kilkadziesiąt milionów w jedną czy drugą nie robi różnicy? (Mi robi, więc w razie czego, chętnie przyjmę wszelkie pieniądze, których ktoś nie chce.) Wszak możliwa jest też opcja, że JL jest najlepiej opłacaną aktorką w USA właśnie dlatego, że nie boi się robić  afery o to, że jest traktowana nierówno. Niezależnie od tego jak bardzo świat Hollywood oderwany jest od rzeczywistości, pewne schematy i mechanizmy pozostają niezmienne. W przypadku większych pieniędzy one się po prostu wyolbrzymiają. Fakt, że kobiety pracują realnie mniej niż mężczyźni jest tylko niewielką składową tego problemu. Bo z jednej strony mamy wcześniejszy wiek emerytalny, urlopy macierzyńskie i wychowawcze, które tłumaczyłyby wolniejszą ścieżkę kariery. Ale dlaczego często już na starcie zarabiamy mniej? Dlaczego za tę samą pracę... read more

Super fajny pomysł, który potrzebuje Ciebie

Mój dzień dzisiaj powinien wyglądać tak: krótka sesja jogi, poranna kawa zbożowa z uśmiechniętymi dziećmi, wspólne śpiewanie w drodze do przedszkola z Alą, buziak dla Julki, przegląd rachunków, przygotowanie postów na nadchodzące tygodnie i sprawdzenie czy dotarły pieniądze z przelewy 24. Relaksująca wizyta u kosmetyczki, bo w planach wieczorem gala Ambasadorów Nauki Polskiej, w której będę towarzyszyć mężowi. Oczywiście ten post od tygodnia powinien czekać w folderze roboczym, aby z automatu o godzinie 9 uruchomić się na stronie. W końcu dotyczy tematu, którym zajmowałam się od trzech miesięcy i który był na liście marzeń już w zeszłym roku. Ale jest tak: post piszę w tej chwili. Nie udało się w nocy, bo musiałam głaskać rączki Ali, żeby nie rozdrapywała sobie krostek ospy, które od przedwczoraj są tematem nr. 1 w naszym domu. Tydzień temu też się nie udało bo była bardzo przeziębiona i nie chodziła do przedszkola. Lista priorytetów i rzeczy pilnych pokrywają się w 100%. Kurczę, w dodatku zapomniałam odebrać z pralni garnitur na dzisiejszą imprezę. Telefon dzwoni co dziesięć minut - nie dziw, trwają rezerwacje progressteronowe. Jeden mail pilniejszy od drugiego. Zaczynamy promocję SPA. Chaos. Work life balance? Tak wiem, podobno niektórzy widzieli;-)   W głowie tłucze mi się pytanie, CZY WAŻNE SPRAWY MOŻNA ZAŁATWIAĆ MIĘDZY WIZYTĄ Z DZIECKIEM U LEKARZA A TELEFONEM ODBIERANYM NA ŚWIATŁACH? No cóż, z mojego doświadczenia wynika, że można, a czasem nie da się inaczej - przynajmniej ja nie umiem. CZY W ZWIĄZKU Z TYM TRYBEM TE SPRAWY STAJĄ SIĘ MNIEJ ISTOTNE I WARTE? Mój wewnętrzny krytyk od razu odpowiada - oczywiście, że tak. Gdzie tu profesjonalizm? Gdzie wolny umysł? Gdzie dawanie... read more

Ty i świat a relacje z pieniędzmi

Na zmianę w relacjach z pieniędzmi duży wpływ ma zmiana w sposobie postrzegania siebie. Przyznanie sobie prawa do tego, by do czegoś dążyć, chcieć czy mieć wymaga przyjęcia, że jestem w porządku. Że mogę, zasługuję, mam prawo. Jest to zmiana patrzenia na siebie z "jestem nie OK, coś ze mną nie tak" (bo na przykład czegoś mi brak albo czegoś nie umiem) do "jestem OK, mimo, że czegoś mi brak czy czegoś nie umiem". Uznanie dla siebie jest warunkiem koniecznym do tego, by się bogacić i by dostrzegać to, co się już ma. Ale jest niewystarczające do tego, by mieć harmonię i równowagę w relacjach. Również z pieniędzmi. Relacje w swojej istocie zakładają dwustronność i wymianę. Dlatego drugim warunkiem koniecznym do harmonii jest to, jak postrzegamy drugą stronę. Z kombinacji tego, jak postrzegamy świat i siebie tworzą nam się 4 możliwe wzorce postrzegania: Z każdym z tych wzorców łącza się określone schematy zachowań i napięć w relacjach. Przyjrzyjmy się każdemu z nich: JESTEM NIE W PORZĄDKU, TY JESTEŚ NIE W PORZĄDKU Jest to sytuacja, w której obie strony są przegranymi na samym starcie. A gra, w której uczestniczą jest grą o sumie ujemnej. W związku z tym trzeba uciekać się do działań manipulacyjnych, by zdobyć cokolwiek. Czyli na przykład szukać słabych punktów - w drugiej stronie, by wiedzieć, gdzie zaatakować i co wykorzystać, a także u siebie - by móc się ochronić. W żadnym wypadku nie można przyznać się do porażki, słabości czy błędu, bo może to być wykorzystane przeciwko Tobie. Musisz przejmować kontrolę i inicjatywę. Wymaga to nakładania masek, korzystania z niekoniecznie uczciwych sposobów gry. Druga strona jest przeciwnikiem, którego należy... read more

Jak bazowe przekonania działają na pieniądze?

Wszystkie nasze działania są kierowane tym, w co wierzymy. Wśród przekonań możemy rozróżnić takie, które nas wspierają oraz te, które nas ograniczają i warunkują. Niektóre nasze przekonania przykrywają inne; szczególnie trudno nam dotrzeć do wspierających, bazowych przekonań na temat siebie. Mówią one, że jesteś zdolna do miłości, kochana, bezpieczna, wartościowa i kompletna. Są nazywane bazowymi dlatego, bo dają nam prawo do miłości, bezpieczeństwa, szacunku i kompletności z racji samego istnienia. Tymczasem większość przekonań, którymi kierujemy się w życiu, należy do grupy ograniczających: będę bezpieczna, jeśli... mogę kochać, gdy... zasługuję na miłość, jeżeli... jestem wartościowa, pod warunkiem, że... będę kompletna, dopiero kiedy... Kiedy kierujemy się tymi przekonaniami, naszą motywacją do działania staje się lęk lub ambicja. Robimy coś, albo czegoś nie robimy, aby nie bać się, aby zasłużyć, aby udowodnić komuś lub samemu sobie, że zasługujemy na miłość i szacunek. A gdyby tak przez chwilę pozwolić kluczowym przekonaniom, aby to one nas prowadziły? Jak by wyglądało nasze życie, praca i pieniądze, gdybyśmy wierzyli, że jesteśmy wartościowi dlatego, że żyjemy? Gdybyśmy ufali, że skoro przyszliśmy na świat, to jest tu dla nas bezpieczne miejsce? Gdyby prowadziło nas przekonanie, że zasługujemy? Przypuszczam, że wtedy pojawiłby się trzeci rodzaj motywacji - motywacja wzrostem. Działalibyśmy nie dlatego, że się boimy, albo chcemy coś udowodnić, lecz dlatego, że chcemy się dzielić, przyczyniać się do rozkwitu życia, realizować nasz talent, wnosić siebie w świat. A przekładając to na pieniądze: wierzę, że nie wydawalibyśmy ich po to, bo kupić czyjeś uznanie lub podziw; że nie oszczędzalibyśmy dlatego, że się boimy, lecz dlatego, że czujemy się bezpieczni. Bylibyśmy skłonni ponosić ryzyko i oddawać część pieniędzy na rzecz innych, bo nie byłoby strachu, że... read more

O co chodzi, że nie wychodzi i nie możesz zabrać się do pracy?

Uwielbiam,  kiedy rzeczy się dzieją i moje ustawienia fabryczne nastawione są raczej na program - ja nie zrobię?! Przewrócę się, a zrobię! Dobrze więc wiem, co znaczy przekraczanie siebie i to wcale nie w pozytywnym kontekście przekraczania swoich ograniczeń i słabości, ale gospodarki rabunkowej na swoich możliwościach i energii. Jestem fanką skuteczności - skończyłam chyba wszystkie kursy Pani Swojego Czasu i bardzo się cieszę ze zdobytych narzędzi. Korzystam z bacika, jakim są cotygodniowe mastermindowe spotkania z moją grupą i Santi (poza bacikiem mastermind z Santi gwarantuje także inne SUPER MOCE i SUPER KORZYŚCI, ale o tym kiedy indziej). Kiedy uważam, że mogę się jeszcze czegoś nauczyć i coś zrobić lepiej, zakasuję rękawy, uczę się i robię - jak w Latającej Szkole czy obecnie w programie Prosperuj jako Coach. Kiedy coś jest do zrobienia, to robię. A jednak dlatego - a może WŁAŚNIE DLATEGO, że dobrze znam cenę robienia za wszelką cenę, nadstawiam ucha, kiedy ktoś mówi, że nie może się za coś zabrać. Czegoś zrobić. W końcu się zmobilizować. Skończyć to wreszcie. Wziąć się w garść. Coś z tym zrobić….. Robienie na musie nie jest seksi. Co innego mały musik, szczypta motywacji, lekkie klepnięcie piętami, żeby kłus przeszedł płynnie w galop. Niby trochę się boję, ale wiem, że dam radę i w zasadzie czuję, że jestem w tej sprawie po swojej stronie. Że ciało i duch są w zgodzie i sama sobie nie będę podkładać nóg. Może trochę mi się nie chce, może trochę odsuwam te mniej fajne zadania na później, ale generalnie idę do przodu. To miejsce, w którym narzędzia do zmiany, przyspieszenia, tunningu działają najlepiej. Wdrażasz je... read more
  Dziś do posłuchania:-) Moje młodsze dziecko poszło do przedszkola. Dzień pracy skrócił mi się dramatycznie - gdy odwożę córkę, pracę zaczynam o 10:00, a o 13:00 stoję pod jej salą, bo właśnie kończy się obiad. Za moment rozpocznie się leżakowanie i panie poprosiły mnie, żeby - jeśli mam taką możliwość - odbierać dziecko wcześniej. Bo moment poobiedniego luzu napina je do granic możliwości. Bo warto dać jej czas na oswojenie się i nabranie zaufania. Po to pracuję na swoim, żeby mieć tę elastyczność, prawda? No więc ją mam. Ale nie czarujmy się - 3-godzinny dzień pracy, zwłaszcza na powakacyjnym starcie, to bardzo, bardzo mało. I pewnie tak będzie jeszcze przez chwilę. Po co o tym piszę? Bo zdarza mi się czasem porównywać dochody moje i męża - i wściekać się na siebie za miejsce, w którym jestem. Mieć do siebie żal, że za mało wnoszę. Brać na siebie wszystko w domu, bo przecież on przynosi większe pieniądze. Nie dawać sobie prawa do wsparcia i jeszcze mniej do odpoczynku. Myśleć, że mniej mi się należy. Zgadzać się na świat, w którym wysokość pensji jest w dziwny sposób związana ze smakiem władzy. Nadspodziewanie łatwo umniejszać wartość tego, co robię - bo to przecież nic takiego i robi to niemal każda kobieta w tym kraju. Zdarza mi się zapominać o tym, jak w sumie fajnie było mi iść jak burza do przodu, gdy nie miałam dzieci i na tym parciu do przodu skupiałam się w stu procentach. Nie doceniać, ile energii wymaga ogarnianie wielowątkowego zaplecza, za które nie wpada na konto większa kasa. Nie myśleć o tym, jak bardzo energochłonne jest... read more

Rodzeństwo, relacje i pieniądze

Dużo na stronach Jestem Bogata mówimy o tym, jaki wpływ na nasze relacje z pieniędzmi ma to, co dostaliśmy od rodziców (a dostajemy nie tylko o pieniądze). Przyglądamy się przekonaniom, jakich nabyłyśmy na temat pieniędzy od naszych najbliższych - głównie rodziców. Ostatnio ktoś bystro zauważył, że skoro ci rodzice mają taki wpływ, to dlaczego ona cały czas z pieniędzmi się boryka, a gdy siostra świetnie sobie z nimi radzi i pieniądze ją kochają. Skoro dorastały w tym samym domu powinny mieć to samo podejście przecież? Na pierwszy rzut oka trudno takiemu rozumowaniu odmówić logiki. Ci sami rodzice, ten sam dom, dwie takie same dziewczynki. Kwestie finansowe powinny być takie same... Chyba, że zaczniemy mówić o przeznaczeniu, karmie, albo szczęściu. Ale na to niespecjalnie mamy wpływ, więc szkoda gadać... A jednak, warto uświadomić sobie, że wbrew pozorom nie wszystko jest takie samo. 1. Rodzice, choć ci sami, nie są jednak tacy sami Komu zdarzyło się obserwować, jak zmienia się człowiek kiedy zostaje rodzicem, ten nie ma wątpliwości: tak jak człowiek sprzed dziecka różni się od człowieka z 1 dzieckiem tak ten sam człowiek z dwójką dzieci różni się od siebie z czasów jednego dziecka. Pewnie z każdym kolejnym ta zmiana jest coraz mniejsza, ale jednak jest. Ma się inne doświadczenia, inne filtry, przez które świat widzi i interpretuje. W związku z tym też inaczej różnie każde z dzieci przyjmuje i inaczej je traktuje. I w ten sposób wyposaża się każde dziecko w nieco odmienne filtry. Co z kolei przekłada się na odmienne schematy, którymi każde z rodzeństwa się posługuje. Również schematy finansowe. 2. Dom też się zmienia, gdy pojawia się kolejne dziecko... read more

Spod kocyka

Końcówka lata od lat mnie stresuje. Trochę jak wtedy, gdy chodziłam do szkoły i zbliżał się pierwszy września. Z jednej strony bardzo chciałam się już spotkać z moją klasą, wakacyjne wspomnienia były jeszcze tak barwne i żywe, że wcale jeszcze nie wydawały się czasem przeszłym dokonanym, a z drugiej czułam czarne kulki w żołądku i od czasu do czasu dopadał mnie smutek, którego powód trudno było namierzyć. Trochę pewnie bałam się nowego, trochę przeczuwałam, że w codziennej rutynie nawet wymarzony nowy piórnik raczej prędzej niż później straci na urodzie i pewnie jakoś czułam, że częściej w moim życiu rządzić będzie MUSZĘ niż MOGĘ. Znowu tak mam. Jeszcze oglądam zdjęcia z wakacji, jeszcze mogę na chwilę udać, że mnie nie ma, ale już codzienność woła. Fajna, obiecująca, ale niewiadoma. Cudowna i jednocześnie wymagająca. Kusząca i spinająca. I znów te kulki w żołądku... Ale dzisiaj im się nie dałam. Dłużej pospałam - jeszcze mogę, jeszcze nie zaczął się szkolno-przedszkolny poranny wyścig. Załatwiłam najpilniejsze telefony oraz sprawy i weszłam pod kocyk w wersji "zupełnie mnie nie ma pod tym kocykiem" (dzięki Ewa P. za to cudne określenie;-). Żeby nie iść do sklepu, poprosiłam Julkę o placki z działkowej cukinii i płatków owsianych (Julka na 14 lat i jest ich absolutną mistrzynią). Zajrzałam na moje ulubione blogi. Zadzwoniłam do przyjaciółki w Krakowie. Nie szukałam na siłę tematu na długie pisanie. Jeśli masz ochotę napisać mi, czy pozwalasz sobie na chwile słabości i co wtedy robisz, obiecuję zrobić z naszych wspólnych pomysłów Podręczną Listę Sposobów na Bycie Dobrą dla Siebie:-)... read more

Ty i świat a relacje z pieniędzmi

Na zmianę w relacjach z pieniędzmi duży wpływ ma zmiana w sposobie postrzegania siebie. Przyznanie sobie prawa do tego, by do czegoś dążyć, chcieć czy mieć wymaga przyjęcia, że jestem w porządku. Że mogę, zasługuję, mam prawo. Jest to zmiana patrzenia na siebie z "jestem nie OK, coś ze mną nie tak" (bo na przykład czegoś mi brak albo czegoś nie umiem) do "jestem OK, mimo, że czegoś mi brak czy czegoś nie umiem". Uznanie dla siebie jest warunkiem koniecznym do tego, by się bogacić i by dostrzegać to, co się już ma. Ale jest niewystarczające do tego, by mieć harmonię i równowagę w relacjach. Również z pieniędzmi. Relacje w swojej istocie zakładają dwustronność i wymianę. Dlatego drugim warunkiem koniecznym do harmonii jest to, jak postrzegamy drugą stronę. Z kombinacji tego, jak postrzegamy świat i siebie tworzą nam się 4 możliwe wzorce postrzegania: Z każdym z tych wzorców łącza się określone schematy zachowań i napięć w relacjach. Przyjrzyjmy się każdemu z nich: JESTEM NIE W PORZĄDKU, TY JESTEŚ NIE W PORZĄDKU Jest to sytuacja, w której obie strony są przegranymi na samym starcie. A gra, w której uczestniczą jest grą o sumie ujemnej. W związku z tym trzeba uciekać się do działań manipulacyjnych, by zdobyć cokolwiek. Czyli na przykład szukać słabych punktów - w drugiej stronie, by wiedzieć, gdzie zaatakować i co wykorzystać, a także u siebie - by móc się ochronić. W żadnym wypadku nie można przyznać się do porażki, słabości czy błędu, bo może to być wykorzystane przeciwko Tobie. Musisz przejmować kontrolę i inicjatywę. Wymaga to nakładania masek, korzystania z niekoniecznie uczciwych sposobów gry. Druga strona jest przeciwnikiem, którego należy... read more

Więcej inspiracji o zdrowych relacjach z pieniędzmi znajdziesz w newsletterze

Kliknij, by sięgnąć po Bilet do Szczęścia:-)

Więcej dobrych wpisów - bezpłatnie?

Kliknij, by zamówić Bilet do Szczęścia.