Zapisz się na nasz newsletter!

3 rzeczy, których Twoje dziecko nie dostanie, gdy spinasz się, by dać mu wszystko

Znam wiele kobiet, które dla dobra dziecka są gotowe zrezygnować z bardzo wielu ważnych dla nich rzeczy. Czasami aż do poziomu frustracji i złości na to dziecko, że tyle im zabiera. O tej i innych pułapkach związanych z dążeniem do podarowania dzieciom wszystkiego usłyszysz w dzisiejszym odcinku podcastu. To pierwsza część serii poświęconej brakowi. Część 1: 3 rzeczy, które zabierasz dziecku, spinając się, by dać mu wszystko http://jestembogata.pl/wp-content/uploads/2016/05/Brak-cz1-Co-odbierasz-dziecku-gdy-mu-dajesz-wszystko.mp3 Kliknij, by otworzyć nagranie w nowym oknie Jeśli wolisz czytać, przejdź do skryptu nagrania. A niezależnie od tego, czy słuchasz, czy czytasz, napisz nam w komentarzu, jak jest z Twoim napięciem i... read more

Jak się porównywać i nie dołować?

Uwielbiam Bolka. W małym mazurskim miasteczku prowadzi jazdy konne. Jest w tym niezrównany. Konie mają do niego absolutne zaufanie i równie duży respekt. Jeźdźcy, których wypuszcza spod swojej ręki - również. Jak zaczarowana patrzałam ostatnio, w jaki sposób uczy moją niespełna trzyletnią córkę szacunku, respektu i zaufania do konia oraz do siebie samej. Jeszcze kolejnego dnia wieczorem mała przeżywała te chwile, a jej radość, wdzięczność, poczucie mocy i przepływu "z konikiem" niemal namacalnie czuć było w powietrzu. Dzięki Bolkowi moja nastoletnia córka nie tylko swobodnie galopuje po lasach i wie co zrobić, aby koń pobiegł w stronę, w którą ona chce (wcale to nie jest takie oczywiste. Kiedy ja siedzę na koniu, negocjacje, w którą stronę pójdziemy albo stęp czy kłus trwają dość długo), ale także wie, że konia boli i koń się boi, kiedy nadużywa się wędzidła. Wie, do czego prowadzą sprzeczne komunikaty. Wie, co to znaczy być w kontakcie. Gdy patrzę, jakie lekcje na temat współpracy wyciąga z każdej lekcji jazdy, myślę, że fajnie kiedyś będzie mieć ją w zespole albo jako szefa. Przy każdym kolejnym spotkaniu Bolek czymś nas zaskakuje. A to okazuje się, że skończył kurs hipoterapii, a to zainteresował się łucznictwem i po sezonie ćwiczeń osiąga wyniki zaskakujące sędziów na zawodach i turniejach. Uwielbiam z nim rozmawiać. Przywraca mi wiarę w równowagę i jest skuteczną odtrutką na zadyszkę sukcesu, która mnie czasem dopada. Kocham ten moment, kiedy najarani warszawskim pędem zaczynamy Bolka przekonywać, że powinien wybudować halę, podpisać umowę z NFZ, prowadzić hipoterapię, a najlepiej konne wyjazdy integracyjne, no i zarabiać taką kasę, na jaką zasługuje. Bo dom trzeba wykończyć. Auto zmienić. Bo trzeba... read more

Pieniądze, automatyczne programy i krytyka

Kiedy zaczynasz się przyglądać relacji z pieniędzmi, temu, czemu pieniądze sprawiają, że działamy tak, a nie inaczej, często dochodzisz do wątków pozornie dalekich od finansów, mających jednak ogromny wpływ na naszą sytuację finansową. Jednym z takich wątków jest umiejętność słuchania, a szerzej ujmując - umiejętność przyjmowania. Również podarunków, których nie chcemy albo nie rozumiemy. Dla zobrazowania sytuacji zacznę od historii niedawno zasłyszanej. Występują: Sprzedawca, Fryzjer i Klientka. Miejsce: salon fryzjerski. Fryzjer tłumaczy Sprzedawcy, dlaczego rezygnuje  z jego produktu: nie pasuje mu, bo nie widzi żadnej korzyści dla siebie ani dla swoich klientów. Na co Sprzedawca: 'No przecież mówiłem Panu, że klienci mogą z tego skorzystać w taki sposób, że... 'I opis F: 'No wie pan, klienci pytali się, ile za to biorę pieniędzy, a to przecież ja muszę zapłacić. Coś tu nie gra. I skarżyli się, że za dużo reklam'. Na co Sprzedawca: 'To nieprawda. Wcale nie ma za dużo reklam. A płaci Pan, bo my mamy wysokie koszty.' Kolejne argumenty Fryzjera są zbijane kontrargumentami, słowny pig-pong trwa, emocje rosną. Aż w pewnej chwili sprzedawca się reflektuje: S: 'Czyli nie jest Pan zainteresowany?' Fryzjer: 'No nie.' Sprzedawca: 'To dziękuję i do widzenia.' Drzwi zamykają się za sprzedawcą, po czym fryzjer zwraca się do klientki: 'No myślałem, że mu coś zrobię, w ogóle mnie nie słuchał! I jeszcze mi udowadniał, że się mylę! A ja mu tyle informacji dałem o tym, czego bym chciał i za co bym zapłacił! Jak można tak nie umieć rozmawiać z ludźmi! Kto dyskutuje z argumentami! BOŻ!' Po jakimś czasie Klientka wstaje z fotela, spogląda w lustro i mówi: 'Ojej, strasznie mnie pan krótko ściął! I jeszcze ten kolor, taki... read more

Kawowy peeling antycellulitowy a finansowe marzenia

Cześć! U nas dzisiaj dla odmiany coś do pooglądania. Wiktoria Mucha, dziewczyna, która uciekła z miasta na wieś, blogerka kochająca naturę i wielka marzycielka, dzieli się przepisem na skuteczny peeling antycellulitowy, który możesz zrobić w domu oraz swoim wielkim marzeniem, które w dodatku - już to wiemy! - się spełniło. A na końcu - cudowna definicja bogactwa wg Wiktorii:-) Miłego oglądania!... read more

Czy Twój autopilot Cię wspiera?

Czasami w imię dobrze pojętego wspólnego dobra stawiamy siebie i swoje potrzeby na samym końcu. Jesteśmy w stanie znaleźć czas dla siebie wtedy, gdy wszystko inne jest zapięte na ostatni guzik. (I często się okazuje, że ten moment nie nadchodzi, bo guzików jest tyle, że wszystkich nie da się zapiąć). Jak często stawiasz siebie na końcu łańcucha pokarmowego? (Czy to zbieg okoliczności, że jest to łańcuch?). Dzisiaj rozmawiamy o tym, dlaczego dobrze jest przenieść się z ostatniego miejsca w łańcuchu pokarmowym i co się dzieje, gdy sobie na to pozwolimy.   http://jestembogata.pl/wp-content/uploads/2016/04/JB-Co-się-dzieje-gdy-rezygnujemy-z-ostatniego-miejsca.mp3   Skrypt nagrania znajdziesz tutaj. Jeżeli chcesz przestroić swojego wewnętrznego autopilota w tryb spełnienia, docenienia i pieniędzy, pobierz bezpłatny materiał - do słuchania i czytania.   A jakie są Twoje historie dotyczące tego, jak pozwalasz sobie na siebie? Podziel się z nami w komentarzu poniżej?... read more
http://jestembogata.pl/wp-content/uploads/2016/03/Post30.04.m4a Cześć. Cieszę się, ze jesteś po drugiej stronie i mnie właśnie słuchasz. Dziękuję! Za Twój czas i uwagę. Dzisiaj chciałam podzielić się z Tobą moimi rozmyślaniami na temat ceny. Wycenianie swoich usług jest jedną z bardziej napinających kwestii w prowadzeniu swojego biznesu czy  planowaniu dodatkowej pracy. Nie wiem, czy dla Ciebie również, ale jeśli tak, to pobądź ze mną jeszcze trochę. Dlaczego jest trudne? Niby jest to kwestia czysto biznesowa - w końcu prowadząc biznes mamy świadomość, że cena to pochodna kosztów, które ponosimy, zysku, który chcemy wypracować (który z kolei jest pochodną kosztów naszego codziennego funkcjonowania), że wpływa na nią także rynek, konkurencja (tutaj mała podpowiedź - im lepiej i dokładniej będziesz wiedzieć, kto jest Twoim klientem, tym mniej ten temat będzie Cie ograniczał w kwestii cen. Ale o tym innym razem). Z samego więc biznesowego punktu widzenia sporo mamy wskaźników, które warto wziąć pod uwagę, gdy ustalamy ceny. Wiem, że ta twarda wiedza jest niezwykle pożądana, tutaj jednak nie nad nią chciałabym się pochylić. Bo tę znajdziesz na kursach (także u nas, w programie Jestem Bogata). Tutaj chciałam opowiedzieć o drugim, bardzo ważnym aspekcie dotyczącym wyceniania - psychologicznym aspekcie ceny. Za każdym razem, kiedy pracując z Klientkami dochodzimy do wyceniania usług, prędzej czy później wychodzi na światło dzienne temat poczucia wartości. I wiary w to, co robię. Że to ma sens, że to się komuś przyda, że to jest konkretne, namacalne (jeśli zajmujesz się wspieraniem rozwoju osobistego ludzi na pewno wiesz, jaki rodzaj wątpliwości mam na myśli). Że to wnosi wartość. I wreszcie - że ja zasługuję albo mam prawo brać pieniądze, za to co robię.... read more

Świąt wesołych i bogatych;-)

Właśnie zrobiłyśmy małe odkrycie. To wcale nie Sylwester ze swoją zimową energią daje nam kopa do postanowień. Ale już Wielkanoc, z wiosną puszczającą oczko krokusem albo przebiśniegiem na czarnym trawniku, ma w sobie to COŚ. To coś, co sprawia, że się chce. Że czujemy się podłączona do tych wszystkich ptaków moszczących sobie gniazdka na NOWE, do tych pączków otwierających się na przekór ostatnim płatkom śniegu, które czasem bielą nad ranem dachy. Do żurawi i boćków, które wracają, bo za moment zacznie się nowy cykl w ich życiu, taki sam zresztą, jak co roku. Jakoś tak czujemy, że teraz więcej jest możliwe i nawet bardziej chce nam się starać niż w styczniu, w środku zimy. A jak u Ciebie? Chce Ci się o coś bardziej postarać tej wiosny? Z całego serca życzymy Ci z Izą, by przyszło Ci to możliwie lekko! Miej piękne Święta i pełną radości i obfitości dobrego Wiosnę! I dziękujemy Asi Berendt za kurkę... read more
  http://jestembogata.pl/wp-content/uploads/2016/03/20160316-144109.m4a Właśnie skończyłam czytać ostatnią część Trylogii Moniki Jaruzelskiej, „Oddech”. Jako czytelniczka jestem zauroczona książką (nie, to nie jest umówiona recenzja, myślę, że Pani Monika nie zdaje sobie sprawy z mojego istnieniaJ). Uwielbiam taki rodzaj prozy, taką krótką formę, która daje się ogarnąć i jednocześnie powoduje, że procesy myślowe uruchamiają się na całego, w wyniku czego czasem klucze lądują w lodówce, a masło na parapecie, bo umysł błądzi w zupełnie innych rewirach. Jako trenerkę rozwoju osobistego „Oddech” zmusił do weryfikacji tego, w co chciałabym wierzyć w kwestii życia i obszaru ludzkiego wpływu. Myślę, że chciałabym mieć taką pewność jak Joe Vital czy Regina Brett, że wszystko zależy od naszego myślenia. No bo w końcu jestem panią od przekonań, nie? Pewnie, że jakaś część mnie bardzo chce w to wierzyć! I jednocześnie, gdy rozmawiam z kimś, kto właśnie ciężko choruje, albo stracił kogoś bliskiego i na tę chwilę nie widzi możliwości, żeby się zebrać do kupy, albo z kimś, kogo dociska kredyt we frankach i zastanawia się, za co kupi naprawdę podstawowe rzeczy, po prostu nie odważyłabym się powiedzieć: „to wszystko jest w Twojej głowie i wszystko zależy od Ciebie”. Choć może niektórzy wierzą, że taka terapia szokowa może być bardzo skuteczna… U mnie to nie działa. Aby docenić urok motywującej myśli, muszę mieć cień nadziei. Gdy jestem w czarnej d…, raczej się wkurzę. I raczej nie skorzystam. No właśnie, a co wtedy? O co się oprzeć, gdy jestem w czarnej dziurze? Książka Moniki Jaruzelskiej uruchomiła we mnie właśnie to pytanie. Niektórzy idą na wojnę, walczą do upadłego. Podziwiam, ale nie mam na to siły. Część rezygnuje, ale taką... read more
Dzisiaj chcemy rozważyć kwestie nawyków. Szczególnie tych, które związane są z pieniędzmi. Bo w nich tkwi siła - w końcu każda zmiana to zamiana nawyku, który nie służy na taki, który jest korzystny. Zapraszamy!   http://jestembogata.pl/wp-content/uploads/2016/03/JBZRZP-01-Nawyki.mp3   Ewa: Iza, chodzi za nami ostatnio temat nawyków. Iza: To prawda. A dokładnie rzecz biorąc – ich zmiany. Bo są nawyki, które nam służą i takie, które prowadzą nas na manowce. Ewa: Zajmujemy się tematem kobiecych relacji z pieniędzmi. I w tym kontekście ciekawe wydaje się pytanie: Iza: Czy umiesz wymienić nawyki, które sprzyjają temu, że czujesz się bezpiecznie w kwestii finansów? Ewa: No nie wiem. Iza: No właśnie. Z nawyków często nie zdajemy sobie sprawy, dopóki nie zaczniemy się zajmować tematem. Ja zdałam sobie sprawę z niesłużącego mi nawyku nie zajmowania się sprawami finansowymi, takiego strusiowania, kiedy ktoś mnie wprost zapytał, które z moich nawyków w sprawach pieniędzy mi służą, a które nie. Ewa: I? Iza: Dopiero wtedy zobaczyłam, że unikam. I dopiero wtedy mogłam coś z tym zrobić. Na przykład ustaliłam sobie konkretny dzień, kiedy płacę faktury, ZUS itp. Warto też zauważyć, że ma się szkodliwe nawyki i korzysta z nich w tak zwanym dobrym celu. To unikanie zajmowania się sprawami związanymi z pieniędzmi było właśnie takim nawykiem. Bo było mi z tym wygodnie. Bo wolałam się zajmować rzeczami, które mnie bardziej kręcą. To była korzyść. I jednocześnie to mi nie służyło – bo na przykład kosztowało mnie odsetki od przeterminowanych faktur i sporo stresu, gdy dostawałam ostrzeżenie, że mogą mi wyłączyć gaz. Ewa: To trochę pokręcone, ale rzeczywiście tak działamy, że za bezpieczny możemy uważać nawyk, który nam nie... read more
http://jestembogata.pl/wp-content/uploads/2016/03/Bogaty-Maź.m4a Dzień dobry. Ten tydzień mam trudny. Spory obszar rzeczywistości pozostaje poza moim wpływem. A wraz z jego brakiem - stres, napięcie, lęk. Gonitwa myśli. Górki i dołki. I jakoś w całej tej sytuacji przypomniał mi się wywiad Aleksandry Więcki, który czytałam kiedyś w „Urodzie życia”. Wiesz, jaka grupa kobiet jest najbardziej zestresowana? Nie, wcale nie samotne matki, stające na głowie, aby połączyć wychowanie i pracę, ale… niepracujące kobiety z problemami w związku. Dla rozmawiającej z Olą Więcką pani psycholog nie było to zaskoczeniem. Bowiem utrata kontroli nad życiem jest jedną z najsilniejszych przyczyn stresu i źródłem napięcia kobiet, które wycofały się z rynku pracy. Bo choć praca to wysiłek, wiąże się z nią gratyfikacja i satysfakcja z osiągnięć. Wtedy pomyślałam, że jest jeszcze jedna grupa kobiet, która może być całkiem mocno sfrustrowana. To kobiety prowadzące własną firmę, będące w związkach z lepiej zarabiającymi partnerami. (Nie chcę powiedzieć, że kobiety prowadzące firmę i nie będące w związku albo zarabiające tyle samo, ile ich partnerzy nie mają stresów. Ale myślę, że ten stres jest nieco inny). Z jednej strony, gdy mąż zarabia lepiej, jest fajnie – istnieje druga noga, która utrzymuje dom. Nie ma więc takiej presji na wynik. Można dać sobie czas, poeksperymentować. Robić sporo za darmo. Cyzelować szczegóły. Dokształcać się i tak dalej. Dobrze znam tę sytuację. Nie miałam stresu, że muszę zarobić dużo więcej niż na koszty, fajnie mi było cieszyć się stabilną sytuacją rodziny i rozwijać się. A jednak co jakiś czas z ogromną tęsknotą myślałam o czasach, kiedy pracowałam w korporacji i zasuwałam jak mały samochodzik. Dziwne, prawda? A jednak prawdziwe. I nie jestem jedyną... read more

Więcej inspiracji o zdrowych relacjach z pieniędzmi znajdziesz w newsletterze

Kliknij, by sięgnąć po Bilet do Szczęścia:-)