I znów ten girl power:-)

Na Haagse Markt można kupić świeżutkie ryby i małże. I 3 mango za 1 Euro. Melona za 50 centów, a awokado za jeszcze mniej. Jakieś dwa - trzy razy taniej niż na mieście. Ręcznie robiony chleb. Kawę ze stewią (to już dużo drożej niż w zwykłym sklepie). Z jednej strony bywa naprawdę tanio, z drugiej całkiem drogo, za to hand-made i cymesik. Pachnie miętą, makrelą i arabskimi perfumami. Zwoje materiałów wabią kolorami niczym kolorowe motyle, ubrania trzepoczą na wietrze, a kawałek dalej - szmelc, mydło i powidło. Niektórzy sprzedawcy przekrzykują się znad swoich stoisk, inni stoją wpatrzeni w dal, ćmiąc ze spokojem swoje fajki. Nic dziwnego, że szóstka, tramwaj którym można dotrzeć na targ z dworca, bywa przepełniony. A to rzadkość w Hadze, bo i bilety dość drogie, i ścieżki rowerowe tak genialne, że aż grzech nie korzystać. No, ale z wózeczkiem na zakupy, maluchami u boku, dzieckiem przy piersi i pełnymi siatami, rowerem nie da rady - chyba, że jest się zaprawioną w codziennej jeździe Holenderką, wiozącą jedno dziecko na siodełku z przodu i dwójkę w wózeczku przymocowanym z tyłu. Ale na Haagse widać więcej imigrantek. Siedzę w zatłoczonej szóstce i nagle zdaję sobie sprawę, że w zasadzie są tu same kobiety. No nie 100%, ale panów zdecydowanie dużo mniej. Kobiety w chustach i bez chust, w długich sukniach i w mini, starsze i bardzo młode, z torbami, wózeczkami, plecakami. Rozmawiające ze sobą w różnych językach. Otoczone dziećmi albo z dziećmi na rękach. Matki, żony, opiekunki. W drodze na targ. Zmęczone maleństwo zasypia w wózku. Dwie kobiety przechodzą dalej, za wózek, żeby usiąść na wolnych miejscach. Pierwsza nie... read more

A ja? Co mogę teraz zrobić?

Jakie masz skojarzenie, kiedy słyszysz Holandia? Otwartość? Tolerancja? Autentyczność ludzi morza, bo przecież na morzu nie ma ściemy? Ja tak mam, więc kiedy życie przyniosło mi możliwość pomieszkania w Królestwie Niderlandów przez dwa miesiące, niemal zapiałam z zachwytu. Dojrzały system polityczny, jeden z pierwszych krajów, który otworzył rynek pracy dla imigrantów tuż po naszym wejściu do Unii, niedawny oddech ulgi po wyborczej klęsce populisty Geerta Wildersa. Będę tu dłużej niż trwają zwykłe wakacje, cieszę się, że posmakuję jak działa komunikacja w takim europejskim wydaniu. Przed wyjazdem lekki zamęt, ale staram się ogarnąć temat. Kupuję kurs niderlandzkiego, mam marzenie móc zamienić chociaż parę zdań z mieszkańcami w ich języku. Czytam o historii i kulturze. Załatwiam ubezpieczenie. Jeszcze wizyta w banku, chcę mieć na start trochę EURO, bo bywa podobno, że karty nie zawsze są akceptowane. Jest pięknie. Pogoda dopisuje. Morze cudne. Wybieram się z czteroletnią córką po zakupy. Jak miło mijać sąsiadów, którzy mówią dzień dobry i odwzajemniają uśmiech. Moja mała przytula Trackera z Psiego Patrolu. Mięknę, bo cena dużo korzystniejsza niż w Polsce. Wyciągam nowiutki banknot 100 Euro. Taki dostałam w banku. Legalnym, w moim kraju, należącym do Unii Europejskiej. Z twarzy ekspedientki znika uśmiech. Sorry, we do not have so much money to give you back. Karty Visa też niestety nie akceptują. Ok. To zrobię najpierw zakupy w spożywczym. Popularna sieciówka. Ludzie płacą gotówką. Ale ja nie mogę. Sorry, we don't have so much money. Uśmiech. Dobra, zapłacę kartą (tym razem udało się), a rozmienię przy okazji zakupów w drogerii. Niestety, też nie mają tyle w kasie. Najwyraźniej trafiająca tam gotówka w trybie natychmiastowym zostaje teleportowana do banku. Ale nie poddaję się. Znajduję w necie najbliższy bank, kolejki nie... read more

Vrede znaczy spokój

Siedzę właśnie w nadmorskiej kafejce. Widok ze stolika wart milion dolarów, kawa kosztuje dwa euro. Dumam nad siłą nabywczą Polaków a siłą nabywczą Holendrów, z zarobkami kilkukrotnie wyższymi niż nasze i kawą tańszą niż w naszej stolicy. W powietrzu czuć bryzę i zapach pieniędzy. Jedno niesie ze sobą jakąś ożywczą obietnicę, drugie spokój. Spokój. Pisze się go tutaj "vrede", co trochę śmieszy mojego wewnętrznego diablika, bo Holendrzy nie mają najlepszego PR-u wśród mieszkających tu Polaków, którzy ostrzegają mnie, że dla nas bywają wredni. Ale "vrede" wymawia się tu "frejde" - a to już kojarzy mi się z frajdą, radością, czymś fajnym. I rzeczywiście, nawet ci, którzy przyjechali i pracują na czarno, zarabiają najniższe stawki, niewiele rozumieją i w kontaktach nie jest im łatwo, mówią, że czują się tu spokojnie. "Poziom zero tu i poziom zero u nas to są zupełnie inne poziomy, proszę pani", opowiada mi spotkany na molo chłopak. "Z korzyścią dla tego tu. Mieszkam z dziewczyną, żyjemy jak ludzie, nawet do knajpy dość często idziemy", zamyśla się na chwilę. "Tylko wie pani, ich to te pieniądze psują. Jeśli tu ktoś pani pomoże, to raczej obcokrajowiec, jak my. Bo oni jak mogą, to nas wykorzystują, a płacić nie lubią, oj bardzo nie lubią. Tacy bogaci, a skąpi strasznie. Dla siebie też. Tu wszystkim rządzi kasa"... Dwie strony tego samego medalu, pomyślałam. Kiedy nie ma kasy, nie da się o niej nie myśleć. Ale kiedy wydaje się, że od niej wszystko zależy, nieważne, ile się ma - też ciąży i ogranicza. Mayuri Onerheim, dyplomowana finansistka i mentorka duchowa, napisała w swojej książce "Pieniądze - duchowość - świadomość. Jak poznać i zrozumieć swoje osobiste relacje z pieniędzmi": "Nie możemy być naprawdę wolni, jeśli nasz stosunek do pieniędzy nie jest... read more

Wyluzuj. Dziś jest pierwszy dzień.

Na ostatnim spotkaniu mojego ulubionego kobiecego biznesowego kręgu wywołała się spora dyskusja. O tym, czy to niedobrze zostać w domu i poświęcić się dzieciom, bo wypada się z gry. O tym, że może wcale nie źle, no bo przecież dobro dzieci. O tym, że jak postawi się na jedno, to umyka drugie, a jak na drugie, to cierpi pierwsze. Albo jak to sobie poustawiałyśmy, żeby jednak nie umknęło, chociaż było ciężko. Najpierw wciągnęłam się w rozmowę. A potem przyszła myśl: dziewczyny, po co my to sobie robimy? Dzisiaj jest pierwszy dzień reszty Twojego życia. Po co tak chętnie i łatwo krytykujemy swoje wybory z kiedyś i obwiniamy siebie za brak owoców teraz? Żeby nie było - sama jestem w tym całkiem niezła. Do dzisiaj supeł mi się robi na żołądku, kiedy przypominam sobie, że gdybym te parę lat temu docisnęła mojego męża w sprawie kupna pewnego domu w Łomiankach, zwrot z inwestycji byłby siedmiokrotny. Ale nie docisnęłam i nie ma. A choć spotkanie, o którym opowiedziałam Ci na początku odbyło się już jakiś czas temu, ciągle pamiętam żal i niepokój dziewczyny, która podzieliła się z innymi opowieścią, że, o zgrozo, została w domu i o zgrozo, zakopała się. A ja pluję sobie w brodę, że, zamiast szukać jasnej strony w tamtym, nie zapytałam jej po prostu - posłuchaj, a jakie to ma znaczenie dla Ciebie TERAZ? Czego TERAZ  potrzebujesz? Na to, co już się wydarzyło, nie masz już wpływu. Prawda jasna jak słońce, a jednak gmeramy w tej przeszłości, ile wlezie. Ile tam łez, skurczów żołądka, wyrzutów sumienia. Mogłam była, powinnam była, trzeba było... Kurczę, już ponad dwa tysiące lat... read more

Dobre, choć drogie, drogie bo dobre?

Mężczyzna z kilkuletnim synkiem czekając na kogoś przed centrum handlowym zajadają się czymś. Mężczyzna mówi: 'Ależ to dobre! Jej takie drogie, ale dobre!" Dużo w tym było uznania i delektowania się, ale też zaskoczenia czy zdziwienia, że coś drogiego może być aż tak dobre. Taka urocza scenka skłoniła mnie do szybkiego rozważenia, jak to jest z relacją drogości do dobrości. Przyszły mi natychmiast na myśl lody we Florencji za 15 euro  - o cenie dowiedziałam się przy płaceniu, to, co myślałam, że zapłacę okazało się oferta na coś innego. Były pyszne, ale nie byłam szczęśliwa, że się dałam zrobić jak pierwsza lepsza turystka (choć nią byłam). Stella Artois (chyba) - piwo, które swojego czasu, nie wiem, jak teraz, reklamowało się jako najdroższe z piw na świecie i wokół ceny rozwijało komunikację marketingową - smakowało jak zwykłe piwo, byłam rozczarowana kawa Kopi Luwac - ta uwielbiane przez bohatera 'Póki goni nas czas' kawa o szczególnym procesie pozyskiwania. 50g kosztuje ok. 150 PLN, za filiżankę zaparzonej zapłaciłam 38 PLN. W sumie kawa jak kawa, na co dzień bym się na nią nie zdecydowała (nie tylko z powodu kosztów), ale rozumiem, że jej cena ściśle wiąże się z trudnością w pozyskiwaniu (ziarna wydobywa się z odchodów cywety - indonezyjskiego drapieżnika żywiącego się ziarnami kawowca, czyści się je, a potem tradycyjnie wypala. Soki trawienne zwierzęcia zmieniają jej smak). pięciogwiazdkowy hotel, w którym spałam kiedyś służbowo - byłam zachwycona, bo wszystko było takie jak lubię i potrzebuję, a wszystkie moje potrzeby zaspokojone. (Nieustannie sprawdzam, czy byłabym skłonna zapłacić za ten nocleg z własnej kieszeni :-)) mocno wypasiony wyjazd narciarski (opłacony z własnej kieszeni), na którym wszystko było... read more

Jak w pięć minut poczułam się jak milion dolców:-)

Wtorek. Jakaś 20:00. Stoję w ogonku na poczcie w hipermarkecie. Spieszę się na urodziny przyjaciółki, moja mama, która została z małą Alą, powinna być w domu około dziesiątej. Każda minuta po prostu boli, krew mnie zalewa ze złości. Ale muszę wysłać ten list i to z dzisiejszą datą! Za mną stoi mama z chłopczykiem, na oko dwuletnim. Mały biega. Dopada do pocztowej lady. Zrzuca na dół pojemnik z karteczkami na polecony. Piszczy. Mama usiłuje wypisać kwitek na polecony. - Niech pani coś z nim zrobi! Dziecko nie może tak się zachowywać - podnosi głos jakaś pani w kolejce. W zasadzie miałabym ochotę dołączyć do kolejkowego pomruku aprobaty. Jest po 20:00. To dziecko powinno już spać. W dodatku kaszle. Wiadomo, że jak dziecko chore i śpiące, to ciężko upilnować. No i biedne takie w tej kolejce. A ona jeszcze zaczyna na niego krzyczeć. Sama nie ogarnęła, a teraz na dziecko wrzeszczy. A krzyk to przemoc! Wszystko prawda. Mój krytyk ma rację. Tak nie powinno być. Tylko, kurczę, CO Z TEGO? Czy moja racja coś tutaj doda? Wzbogaci jakoś świat tej kobiety? Raczej wątpię. - Może zajmę pani kolejkę, a pani podejdzie z małym tam obok; tam jest taki jakby plac zabaw? Łatwiej go będzie zająć. Patrząc na to, jak idzie, to dziesięć minut macie na pewno - mówię. Kobieta patrzy na mnie zaskoczona. - No wiem, on kaszle. Ale może pojeździmy wózkiem dookoła - mówi z ulgą. - Wózio! Wózio! - mały, nie czekając, biegnie w stronę sklepowych wózków - samochodzików. Przyjemna cisza... Nie wiem, czemu ta kobieta zabrała wieczorem chore dziecko do supermarketu. Nie wiem, czy to kwestia złej... read more

Przyjąć czy odmówić? To jest sztuka!

Umiejętne przyjmowanie jest sztuką, która bardzo się w życiu przydaje. Podobnie jak odmawianie. Dzięki umiejętności przyjmowania pielęgnujemy nasze prawo do decydowania o sobie, które jest jedną z fundamentalnych ludzkich potrzeb.Pozwala nam bowiem być wolnymi, niezależnymi, nie musieć rezygnować z tego, co dla nas ważne.(A tak się składa, że jest to główny powód, dla którego chcemy mieć więcej pieniędzy). Są jednak relacje, w których odmówić bardzo trudno albo wręcz jest to niemożliwe. Mama, która z miłością pakuje Ci świąteczne czy niedzielne jedzenie mimo Twoich zapewnień, że masz pełną lodówkę. Teściowa, która ciągle narzeka i marudzi jaka to ona biedna. Partner czy znajomy, który obdarza Cię komplementami, które wywołują u Ciebie gotującą się złość. Klient, który przesuwa Twoje granice poza Twoją strefę komfortu. Są ludzie, których życiową misją jest jest dzielić się i nie przyjmują, że ktoś nie chce przyjąć tego, co oferują. (Przeczytaj więcej o tym, jak się dzielić, gdy nie chcą brać) Czasami po protu nie możesz odmówić. Bo mamie będzie przykro. Bo partner przecież chce dobrze, bo klientowi się nie odmawia. Dla dobra relacji przyjmujesz zatem i dusisz złość, albo i frustrację. Odbiera to energię i wbrew pozorom psuje to relacje, bo stłumiona złość nakręca spiralę negatywnych uczuć. Jeśli mierzysz się z podobną sytuacją i szukasz dla niej innych rozwiązań, przede wszystkim 1. Sprawdź, jaka Twoja potrzeba zostałaby zaspokojona, gdybyś odmówiła. Może to potrzeba niezależności, a może troski o siebie? Równowagi? Bycia usłyszanym? Zmiany/rozwoju? Często lokujemy uwagę w drugiej stronie i zapominamy o swoich własnych potrzebach (przecież nieładnie być egoistką, prawda?). Tymczasem to nasze niezaspokojone potrzeby domagają się spełnienia i dają nam to do zrozumienia poprzez emocje: złość, zdenerwowanie,... read more

Nie rób tego dziewczynkom!

Ważna dla mnie osoba opowiedziała mi ostatnio historię. O dziewczynie, którą w szkole otoczyło kilku chłopaków i zaczęło zarzucać krzyżowym ogniem bardzo bezpośrednich pytań. Czy powinno się zabronić sprzedaży mięsa? Jesteś socjalistką? Ile jest płci?... Niby nic takiego, można nawet pokusić się o interpretację, że może oni byli po prostu ciekawi, ale jednak ta dziewczyna odebrała to jako atak. Znam tę małą, jest wrażliwa, delikatna i bardzo uważna, żeby komuś nie zrobić krzywdy. I zachciało mi się płakać, bo znam, i to bardzo dobrze, podobną małą. Mieszka we mnie. Przypomniały mi się te wszystkie razy, kiedy niby nic się nie działo, ktoś przekraczał moją przestrzeń w białych rękawiczkach, a ja czułam tylko, że energia ze mnie ucieka. I że jestem jakaś "niestosowna". Tylko nie bardzo wiedziałam, co zrobić. Ocieranie się o mój biust w autobusie. No przecież autobus jest zatłoczony! Czy kobiety, które mają dzieci, powinny zarabiać tyle samo, co te, które ich nie mają? No przecież ja tylko pytam. Ciekawe dlaczego baby przez lata zgadzały się na to, gdzie ich miejsce - w kuchni, a teraz to nie chcą? Ale o co chodzi, tak tylko filozoficznie sobie dyskutujemy!  Chyba oszalałaś! W głowie ci się poprzewracało! No może jednak on ma rację, wie lepiej, że tego się nie da? Dziewczynka, a tak się złości! Oj, zawstydziłam się. Nie wściekaj się, masz okres czy co? ... Rzuca się, że to jej się nie podoba, i tamto, i siamto, dawno widać faceta nie miała... Te dziewczynki zachowują się, jakby mamy nie miały... (to znaczyło biegają i krzyczą). No fajnie, że wygrałaś konkurs matematyczny, a chłopaka już masz? Mam nadzieję, że się cieszysz,... read more

Nie martwić się o pieniądze – proste nawyki

Wiele kobiet, z którymi rozmawiam o pieniądzach mówi, że chciałaby mieć ich tyle, by nie musieć się nimi zajmować. Bierze się to z połączenia znaczeń: zajmować się pieniędzmi = martwić się o nie. Bo na ogół musimy się nimi zająć, czy o nich pomyśleć, gdy ich za mało, by wystarczyło na wszystko, czego potrzebujemy. Albo raczej chcemy. O tym, że czas zajmowania się pieniędzmi może być czasem mocy, a nie męki, pisałam tutaj, dziś pokażę Ci parę sztuczek, które pozwolą Ci mniej się o pieniądze martwić, nie tracić ich nie obciążać głowy rzeczami, które są oczywiste. Cały dzisiejszy świat dąży do zwiększenia komfortu i wygody: technologia pozwala nam robić zakupy za granicą bez wychodzenia z domu, nawiązywać znajomości i relacje za pomocą jednego kliknięcia, rejestrować osiągi sportowe, to, co jemy, ile spalamy, wydajemy, co myślimy i co robimy. Przy pomocy jednego kliknięcia czy jednej aplikacji, z jednego telefonu. Dzięki temu nie trzeba szukać, martwić się, bo wszystko jest pod ręką i na wyciągniecie ręki. I jedyny problem z tym związany, że dzięki tej wygodzie i jednemu przyciskowi całkowicie tracimy anonimowość i wpływ na to, co kto o nas wie. Ostatnio głośno wokół mnie o próbach (udanych) finansowych oszustw. Duża firma przelała milion euro na fałszywy rachunek za transakcję, której nigdy nie dokonała ani nie planowała. Inna firma odzyskała dostęp do swoich chmur danych po zapłaceniu kosmicznego rachunku. Znana mi osoba ze zdziwieniem dowiedziała się, że zapłaciła kartą firmową 10 tys. za transakcję, o której nic nie wiedziała. Inna osoba została obciążona dwukrotnie za tę samą, niemałą, transakcję. To kilka przykładów z tych, o których ktoś powiedział głośno. A ile jest takich, o których... read more

Twoja córka milionerka?

Co myślisz, kiedy słyszysz o 10-letniej dziewczynce, która do grupy milionerów dostała się własnymi siłami? Jak byś się miała w sytuacji, gdyby taka historia zdarzyła się Twojej córce? Albo synowi? Jako pasjonatka relacji z pieniędzmi i jako mama nastolatki nie pozostałam obojętna na zapowiedź programu zagranicznej stacji na temat 10 letniej milionerki własnej roboty. Podobnie jak ponad 1,5 tys. innych osób, które zabrały głos w dyskusji pod filmem. W komentarzach pod filmem dużo emocji – od zachwytu nad pewnością siebie przez powątpiewanie, czy na pewno to jej zasługa przez narzekania, jakie to niesprawiedliwe, że jednym się wiedzie, a innymi nie. A ponieważ i ja oglądałam film z mieszanymi uczuciami, za to pamiętając, że emocje są cudownym sygnałem o ważnych potrzebach, zaspokojonych lub nie, postanowiłam się im przyjrzeć. Całego programu nie widziałam, opieram się na zajawce, którą możesz zobaczyć tutaj, i na przyglądam się emocjom na podstawie tego, co zarejestrowałam, a mianowicie: dziewczynka ma 10 lat i 3 firmy projektuje ubrania, nie wykluczam, że dla dzieci/nastolatków, ale chyba też dla dorosłych pojawiła się na okładkach kilku magazynów modowych wygląda na pewną siebie i szczęśliwą zajmuje się biznesem w weekendy, a w tygodniu chodzi normalnie do szkoły. Pierwsza rzecz, jaką namierzyłam u siebie w reakcji na film to zachwyt, radość i satysfakcja – to przecież cudowne w wieku 10 lat mieć zarobiony milion. Wiele bym się spodziewała po takim początku kariery (bo ta wszak zazwyczaj się rozwija :-)). Poza tym, to kolejny dowód na to, że można robić to, co się kocha i zarabiać na tym duże pieniądze. Niezależnie od wieku. A takich dowodów potrzeba, gdy mierzymy się z przekonaniami o tym, co trzeba,... read more

Więcej inspiracji o zdrowych relacjach z pieniędzmi znajdziesz w newsletterze

Kliknij, by sięgnąć po Bilet do Szczęścia:-)