5 rzeczy, które warto przestać robić, jeśli chcesz dogadywać się z kasą

Ha, pamiętam jakim uwalniającym odkryciem była dla mnie STOP DOING LIST, którą poznałam w Latającej Szkole Agaty Dutkowskiej. Za chwilę Zlot Latającej Szkoły i pewnie dlatego temat mi się uruchomił:-) Wtedy lista ta uratowała mnie przez zarobieniem się na śmierć, co nie jest wcale takie niemożliwe, kiedy stawiasz na nogi nowy biznes. Potem z powodzeniem stosowałam ją w stosunku do samej siebie, prowadząc z autonegocjacje na temat poczucia wartości czy uwalniania się od relacji, które mi nie służą. Dzisiaj pomyślałam, że jeśli chodzi o pieniądze, jest kilka rzeczy, których sobie robić nie warto. Bo Cię osłabiają i oddalają od dobrych relacji z kasą. Twoją kasą! 1. Przemilczać sprawy finansowe w związku. Zwłaszcza na początku, gdy ilość zamiast krwi w Twoich żyłach krążą prawie same endorfiny, kasa nie wydaje się tematem sexy. Jeśli to słodkie początki i nie wiesz, co z tego będzie, ok. Ale jeśli zaczynasz planować z tym facetem związek na dłużej, nie uciekaj od ustalenia zasad dotyczących Waszego życia finansowego. Kto za co płaci? Co kto wkłada do wspólnego życia (nie tylko pod postacią pieniędzy!) i jakie jest każdego z Was zdanie na ten temat? Co to są Twoje pieniądze, a co jego i co uznajecie za wspólne? Zaręczam Ci, że jest to znakomity test dla relacji. Czasem bolesny, to fakt. Ale zbyt wiele słyszałam historii kobiet, które po kilku wspólnych latach dowiadywały się, że ich wkład jest nic nie warty, więc nic im się nie należy (a przy okazji dzieciom też), albo zostawały z ręką w przysłowiowym nocniku, bo jakimś trafem i mieszkanie formalnie było na partnera. I samochód. I telefon. A że ona sfinansowała remont?... read more

2 niezbędne działania przedsiębiorcy.

Znajoma ostatnio obruszyła się wielce, gdy powiedziałam znajomej, która właśnie założyła działalność gospodarczą, że właśnie została przedsiębiorcą. „No co ty! Ja!? Przedsiębiorcą? Przecież ja dopiero co zaczynam, jeszcze nie zarobiłam nawet złotówki” Obruszenie znajomej było wszakże uzasadnione, bo aby być przedsiębiorcą trzeba czegoś więcej. I nie chodzi o zarabianie pieniędzy. Ani bycie rozpoznawalną marką czy posiadanie jej. To przychodzi później. Nie chodzi dowiedzenie czy sprawdzenie, że się umie, potrafi, zasługuje być przedsiębiorcą. Że trzeba zdać jakiś egzamin, żeby dostać zewnętrzny papier. A przynajmniej to nie jest istota kwestii. Pomyślisz sobie: „Ale przecież to świadectwa i zewnętrzne glejty świadczą o tym, kim jesteś.  Przecież takie jest życie: musisz się uczyć, zaliczać kolejne stopnie, żeby zaliczyć kolejny poziom – dostać wykształcenie podstawowe, średnie, potem wyższe i dalej." Prawda? Prawda. Ale też nieprawda. Jako fanatyczna wyznawczyni teorii względności z całego serca i z pełnym przekonaniem mówię, że czasem prawda, czasem nieprawda. Zewnętrzne papiery i glejty poświadczają kim jesteś: jakie masz wykształcenie, kompetencje, rolę czy stanowisko. Ale nie one są istotą tego, kim jesteś. Mając maturę masz średnie wykształcenia, broniąc pracę magisterską - wyższe, a działalność gospodarczej - przedsiębiorcą. W zasadzie. Ale by się stać magistrem, przedsiębiorcą czy kimkolwiek innym - dorosłym, biegaczem czy bogaczem musisz wcześniej podjąć decyzję. Bo to Twoja decyzja nadaje Ci kierunek. Prowadzi Cię do celu. Decydując się na studia, zakładanie firmy wstępujesz na drogę, która doprowadzi Cię do nabycia wyższego wykształcenia czy przedsiębiorstwa. Nie odpis aktu ślubu stanowi o tym, że stajesz się żoną. Stajesz się nią dzięki publicznej deklaracji, że bierzesz daną osobę za męża i ślubujesz podjąć określone kroki (na przykład czynienie wszystkiego, by Twoje małżeństwo był zgodne, szczęśliwe i... read more

Ile kosztuje cisza w biznesie?

Ten piątek miał wyglądać zupełnie inaczej. Wszystko zaplanowane i pod kontrolą. Zgodne z wizją i celem. Tym bliższym i tym dalszym. Mierzalnym. Określonym czasowo... Właśnie prowadziłam kolejną telefoniczną konsultację, gdy do pokoju wpadła moja starsza córka. - Mamo, tata krzyczy, żebyś zadzwoniła po pogotowie. Coś złego dzieje się z Alą! - zawołała. Dzisiaj mogę o tym pisać spokojnie. Już wiemy, że to był tylko wredny wirus, z powodu którego gorączka poszybowała w niebo i dziecko dostało drgawek. Wiemy, że to może się zdarzać na tym etapie rozwoju i wiemy, co robić, gdyby znów, błagam nie, się powtórzyło. Ale kiedy w karetce trzymałam małą, gorącą rączkę i kiedy sekundy oczekiwania na pierwsze wyniki badań wlokły się jak żółwie słoniowe na wyspach Galapagos, w środku czułam tylko duszący strach. Potem rzeczywistość złagodniała. Już wiedzieliśmy, że będzie dobrze. I trzeba było tylko czekać. Warszawa szykowała się do sylwestrowej zabawy. Ludzie odliczali minuty do końca starego roku, gotowi, by powitać nowy. W powietrzu zrobiło się gęsto od marzeń i planów. Nie zrobiłam żadnego. Bujałam się gdzieś pomiędzy czasem i przestrzenią, w miejscu, w którym plan układa życie, a ja mam wybór - mogę za nim podążyć, albo mogę się wściekać i ratować resztki oczekiwań, które być może da się jeszcze uratować (co zwykle w sytuacjach kryzysowych robiłam z automatu). Nie tym razem, pomyślałam. Wyciągnęłam komputer tylko raz - żeby napisać mejle do osób, z którymi byłam umówiona. Poprosiłam Izę o wsparcie i przejęcie najpilniejszych spraw. Odpuściłam mój fanpage na Facebooku. Przestałam śledzić statystyki wejść i kliknięć. Nie serfowałam po necie w poszukiwaniu ciekawych i wnoszących treści. Nie ratowałam oglądalności motywującymi cytatami. Co najwyżej od czasu do czasu, czuwając nad śpiącą Alą, zostawiłam u kogoś prywatny komentarz, gdy coś mnie wciągnęło - i... read more

10 skuch w temacie kasy (które powodują, że mamy mniej pieniędzy niż byśmy mogły mieć)

Rok 2016 powoli odchodzi. Czy będę za nim tęsknić? Z jednej strony przyniósł wiele trudnych i ważnych dla nas wszystkich doświadczeń, które zmieniają świat w miejsce, którego uczę się na nowo i które nie pozwala mi chować głowy w piasek, bo to nie moja sprawa. Przeraża mnie tragedia w Aleppo, bolą zachowania plemienne, dzielące ludzi na naszych i obcych, którym trzeba wlać, smuci reforma oświaty, żal mi Trójki, smutno mi się robi od tego wyliczania. Z drugiej - mam nadzieję, że uda nam się usiąść przy wigilijnym stole w składzie takim, jak w zeszłym roku - bezcenny prezent od losu. Spełniłam marzenie, które miało ponad 25 lat - wydałam książkę, poradnik dla tych, którzy mają w życiu kogoś, z kim bardzo chcą się dogadać, a czasem im nie wychodzi. W dodatku dałam sobie rok na sprzedaż pierwszego nakładu, a nie minęły trzy miesiące i w magazynie zostało 35 sztuk. Jeszcze w grudniu robię dodruk:-) Po raz pierwszy jako lokalny organizator przygotowywałam (myślę, że mogę się pochwalić, że z sukcesem) warszawską edycję rozwojowego festiwalu dla kobiet PROGRESSteron i zorganizowałam przy tej okazji pierwszą konferencję o pieniądzach KOBIETY DO KASY. Moja pasja, wspólna z misją Izy - pomagać kobietom dogadywać się z pieniędzmi i mieć ich do dyspozycji więcej, przerodziła się w tym roku w dwie edycje odświeżonego kursu SPA dla pieniędzy, warsztaty i spotkania na żywo, godziny spędzone na wspieraniu klientek oraz fajne dotarcie do mediów, dzięki którym mogłyśmy rozmawiać o kobietach i pieniądzach między innymi w Wysokich Obcasach. Przyglądając się mijającemu rokowi na Twoich oczach, zastanawiałam się, co mogłoby stać się podsumowaniem, które będzie lekcją nie tylko dla mnie,... read more

Męskie i kobiece podejście do sprawy. Komu łatwiej?

Kobiety i mężczyźni mają różne podejście do biznesu, pieniędzy i sprzedaży. To rzecz wiadoma. Prawdopodobnie też stereotypowa i uproszczona. Bo w końcu różne są kobiety i różni mężczyźni. Czasami spotykam się z przekonaniem, że mężczyznom jest łatwiej zarabiać pieniądze, bo są nastawieni na cele i rezultaty w odróżnieniu od kobiet, które koncentrują się (za) bardzo na relacjach. Samej zresztą zdarza mi się to przekonanie u siebie uchwycić. Słuszności stereotypu o różnicach w męskim i kobiecym podejściu do biznesu doświadczyłam całkiem niedawno w dalekim kraju. Dalekim geograficznie, mentalnie i kulturowo, a mimo wszystko podobnym. Hotel nr 1 w małej miejscowości składającej się z 5 domów, 2 hoteli i 4 restauracji. Jest wolny pokój, ale bez pościeli (to tamtejszy standard, hotel jest z kategorii 'love hotel', ale właścicielom nie przeszkadza, że chcemy spędzić tam całą noc). Obsługa mówi tylko po swojemu, więc na migi pokazujemy, że chcemy drugie prześcieradło. Takie, które się zmienia po każdym gościu. Właścicielka nie rozumie, więc mówi do nas. W końcu udaje nam się pokazać narysować i odegrać o co chodzi. Zadziwiona właścicielka prowadzi na do szafy z bielizną hotelową, i sugeruje na migi, byśmy wzięli, co uważamy. Ale ponieważ są tam tylko wielorazowe kołdry, poddajemy się i decydujemy zostać i zaimprowizować spanie, które nas nie zobrzydzi. Miejscowość nr 2: na oko mniejsza od poprzedniej. Podjeżdzamy do hotelu, który reklamował się na ścieżce jako hotel rowerowy i wygląda na jedyny w okolicy. Wychodzi do nas właściciel, na migi pokazuje, żebyśmy poszli za nim, zdjęli sakwy z rowerów i wprowadzili je do specjalnego boksu. Po czym prowadzi do hotelu, wręcza klucz i skutecznie ignoruje nasze próby przekazania kwestii „dodatkowe prześcieradło”. Mimo... read more

3 powody, dla których zarabiasz mniej

Nie jest tajemnicą, że kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni. Nie tylko w Polsce. Nie jest również tajemnicą, że coraz częściej nabieramy odwagi, by się tej sytuacji sprzeciwić i dążyć do zmiany. Przypomnę tylko 'aferę', jaką zrobiła Jennifer Lawrence gdy okazało się, że stawka jej i Amy Adams za udział w filmie American Hustle to 7% dochodów, podczas gdy ich partnerów - Christiana Bale'a i Bradleya Coopera - po 9%. Za ten sam film i tę samą pracę. Może pomyślisz sobie: no dobra, Jennifer Lawrence może sobie na to pozwolić, bo zarabia tyle, że nawet jakby ją wyrzucili, nic by jej się nie stało. W końcu kilkadziesiąt milionów w tę czy w tamtą nie zrobi jej różnicy. (JL uznawana jest za najlepiej opłacaną aktorkę w USA, jej dzienne zarobki to 126 tys. USD).  I może tak być, że laska. Zarabia bardzo dużo, więc może sobie sobie brykać. Ale.... Czy to nie jest przypadkiem przekonanie? Czy naprawdę kilkadziesiąt milionów w jedną czy drugą nie robi różnicy? (Mi robi, więc w razie czego, chętnie przyjmę wszelkie pieniądze, których ktoś nie chce.) Wszak możliwa jest też opcja, że JL jest najlepiej opłacaną aktorką w USA właśnie dlatego, że nie boi się robić  afery o to, że jest traktowana nierówno. Niezależnie od tego jak bardzo świat Hollywood oderwany jest od rzeczywistości, pewne schematy i mechanizmy pozostają niezmienne. W przypadku większych pieniędzy one się po prostu wyolbrzymiają. Fakt, że kobiety pracują realnie mniej niż mężczyźni jest tylko niewielką składową tego problemu. Bo z jednej strony mamy wcześniejszy wiek emerytalny, urlopy macierzyńskie i wychowawcze, które tłumaczyłyby wolniejszą ścieżkę kariery. Ale dlaczego często już na starcie zarabiamy mniej? Dlaczego za tę samą pracę... read more

Super fajny pomysł, który potrzebuje Ciebie

Mój dzień dzisiaj powinien wyglądać tak: krótka sesja jogi, poranna kawa zbożowa z uśmiechniętymi dziećmi, wspólne śpiewanie w drodze do przedszkola z Alą, buziak dla Julki, przegląd rachunków, przygotowanie postów na nadchodzące tygodnie i sprawdzenie czy dotarły pieniądze z przelewy 24. Relaksująca wizyta u kosmetyczki, bo w planach wieczorem gala Ambasadorów Nauki Polskiej, w której będę towarzyszyć mężowi. Oczywiście ten post od tygodnia powinien czekać w folderze roboczym, aby z automatu o godzinie 9 uruchomić się na stronie. W końcu dotyczy tematu, którym zajmowałam się od trzech miesięcy i który był na liście marzeń już w zeszłym roku. Ale jest tak: post piszę w tej chwili. Nie udało się w nocy, bo musiałam głaskać rączki Ali, żeby nie rozdrapywała sobie krostek ospy, które od przedwczoraj są tematem nr. 1 w naszym domu. Tydzień temu też się nie udało bo była bardzo przeziębiona i nie chodziła do przedszkola. Lista priorytetów i rzeczy pilnych pokrywają się w 100%. Kurczę, w dodatku zapomniałam odebrać z pralni garnitur na dzisiejszą imprezę. Telefon dzwoni co dziesięć minut - nie dziw, trwają rezerwacje progressteronowe. Jeden mail pilniejszy od drugiego. Zaczynamy promocję SPA. Chaos. Work life balance? Tak wiem, podobno niektórzy widzieli;-)   W głowie tłucze mi się pytanie, CZY WAŻNE SPRAWY MOŻNA ZAŁATWIAĆ MIĘDZY WIZYTĄ Z DZIECKIEM U LEKARZA A TELEFONEM ODBIERANYM NA ŚWIATŁACH? No cóż, z mojego doświadczenia wynika, że można, a czasem nie da się inaczej - przynajmniej ja nie umiem. CZY W ZWIĄZKU Z TYM TRYBEM TE SPRAWY STAJĄ SIĘ MNIEJ ISTOTNE I WARTE? Mój wewnętrzny krytyk od razu odpowiada - oczywiście, że tak. Gdzie tu profesjonalizm? Gdzie wolny umysł? Gdzie dawanie... read more

Ty i świat a relacje z pieniędzmi

Na zmianę w relacjach z pieniędzmi duży wpływ ma zmiana w sposobie postrzegania siebie. Przyznanie sobie prawa do tego, by do czegoś dążyć, chcieć czy mieć wymaga przyjęcia, że jestem w porządku. Że mogę, zasługuję, mam prawo. Jest to zmiana patrzenia na siebie z "jestem nie OK, coś ze mną nie tak" (bo na przykład czegoś mi brak albo czegoś nie umiem) do "jestem OK, mimo, że czegoś mi brak czy czegoś nie umiem". Uznanie dla siebie jest warunkiem koniecznym do tego, by się bogacić i by dostrzegać to, co się już ma. Ale jest niewystarczające do tego, by mieć harmonię i równowagę w relacjach. Również z pieniędzmi. Relacje w swojej istocie zakładają dwustronność i wymianę. Dlatego drugim warunkiem koniecznym do harmonii jest to, jak postrzegamy drugą stronę. Z kombinacji tego, jak postrzegamy świat i siebie tworzą nam się 4 możliwe wzorce postrzegania: Z każdym z tych wzorców łącza się określone schematy zachowań i napięć w relacjach. Przyjrzyjmy się każdemu z nich: JESTEM NIE W PORZĄDKU, TY JESTEŚ NIE W PORZĄDKU Jest to sytuacja, w której obie strony są przegranymi na samym starcie. A gra, w której uczestniczą jest grą o sumie ujemnej. W związku z tym trzeba uciekać się do działań manipulacyjnych, by zdobyć cokolwiek. Czyli na przykład szukać słabych punktów - w drugiej stronie, by wiedzieć, gdzie zaatakować i co wykorzystać, a także u siebie - by móc się ochronić. W żadnym wypadku nie można przyznać się do porażki, słabości czy błędu, bo może to być wykorzystane przeciwko Tobie. Musisz przejmować kontrolę i inicjatywę. Wymaga to nakładania masek, korzystania z niekoniecznie uczciwych sposobów gry. Druga strona jest przeciwnikiem, którego należy... read more

Jak bazowe przekonania działają na pieniądze?

Wszystkie nasze działania są kierowane tym, w co wierzymy. Wśród przekonań możemy rozróżnić takie, które nas wspierają oraz te, które nas ograniczają i warunkują. Niektóre nasze przekonania przykrywają inne; szczególnie trudno nam dotrzeć do wspierających, bazowych przekonań na temat siebie. Mówią one, że jesteś zdolna do miłości, kochana, bezpieczna, wartościowa i kompletna. Są nazywane bazowymi dlatego, bo dają nam prawo do miłości, bezpieczeństwa, szacunku i kompletności z racji samego istnienia. Tymczasem większość przekonań, którymi kierujemy się w życiu, należy do grupy ograniczających: będę bezpieczna, jeśli... mogę kochać, gdy... zasługuję na miłość, jeżeli... jestem wartościowa, pod warunkiem, że... będę kompletna, dopiero kiedy... Kiedy kierujemy się tymi przekonaniami, naszą motywacją do działania staje się lęk lub ambicja. Robimy coś, albo czegoś nie robimy, aby nie bać się, aby zasłużyć, aby udowodnić komuś lub samemu sobie, że zasługujemy na miłość i szacunek. A gdyby tak przez chwilę pozwolić kluczowym przekonaniom, aby to one nas prowadziły? Jak by wyglądało nasze życie, praca i pieniądze, gdybyśmy wierzyli, że jesteśmy wartościowi dlatego, że żyjemy? Gdybyśmy ufali, że skoro przyszliśmy na świat, to jest tu dla nas bezpieczne miejsce? Gdyby prowadziło nas przekonanie, że zasługujemy? Przypuszczam, że wtedy pojawiłby się trzeci rodzaj motywacji - motywacja wzrostem. Działalibyśmy nie dlatego, że się boimy, albo chcemy coś udowodnić, lecz dlatego, że chcemy się dzielić, przyczyniać się do rozkwitu życia, realizować nasz talent, wnosić siebie w świat. A przekładając to na pieniądze: wierzę, że nie wydawalibyśmy ich po to, bo kupić czyjeś uznanie lub podziw; że nie oszczędzalibyśmy dlatego, że się boimy, lecz dlatego, że czujemy się bezpieczni. Bylibyśmy skłonni ponosić ryzyko i oddawać część pieniędzy na rzecz innych, bo nie byłoby strachu, że... read more

O co chodzi, że nie wychodzi i nie możesz zabrać się do pracy?

Uwielbiam,  kiedy rzeczy się dzieją i moje ustawienia fabryczne nastawione są raczej na program - ja nie zrobię?! Przewrócę się, a zrobię! Dobrze więc wiem, co znaczy przekraczanie siebie i to wcale nie w pozytywnym kontekście przekraczania swoich ograniczeń i słabości, ale gospodarki rabunkowej na swoich możliwościach i energii. Jestem fanką skuteczności - skończyłam chyba wszystkie kursy Pani Swojego Czasu i bardzo się cieszę ze zdobytych narzędzi. Korzystam z bacika, jakim są cotygodniowe mastermindowe spotkania z moją grupą i Santi (poza bacikiem mastermind z Santi gwarantuje także inne SUPER MOCE i SUPER KORZYŚCI, ale o tym kiedy indziej). Kiedy uważam, że mogę się jeszcze czegoś nauczyć i coś zrobić lepiej, zakasuję rękawy, uczę się i robię - jak w Latającej Szkole czy obecnie w programie Prosperuj jako Coach. Kiedy coś jest do zrobienia, to robię. A jednak dlatego - a może WŁAŚNIE DLATEGO, że dobrze znam cenę robienia za wszelką cenę, nadstawiam ucha, kiedy ktoś mówi, że nie może się za coś zabrać. Czegoś zrobić. W końcu się zmobilizować. Skończyć to wreszcie. Wziąć się w garść. Coś z tym zrobić….. Robienie na musie nie jest seksi. Co innego mały musik, szczypta motywacji, lekkie klepnięcie piętami, żeby kłus przeszedł płynnie w galop. Niby trochę się boję, ale wiem, że dam radę i w zasadzie czuję, że jestem w tej sprawie po swojej stronie. Że ciało i duch są w zgodzie i sama sobie nie będę podkładać nóg. Może trochę mi się nie chce, może trochę odsuwam te mniej fajne zadania na później, ale generalnie idę do przodu. To miejsce, w którym narzędzia do zmiany, przyspieszenia, tunningu działają najlepiej. Wdrażasz je... read more

Więcej inspiracji o zdrowych relacjach z pieniędzmi znajdziesz w newsletterze

Kliknij, by sięgnąć po Bilet do Szczęścia:-)

Więcej dobrych wpisów - bezpłatnie?

Kliknij, by zamówić Bilet do Szczęścia.