Orientujesz się, że już godzinę spędziłaś na fejsie, a miałaś tylko sprawdzić termin jednego wydarzenia? Nastawiasz właśnie kolejne pranie, choć zabierałaś się za przelewy, wystawić faktury albo wysłać ofertę do klienta? 

 Prokrastynacja niejedno ma imię, jeśli chcesz, by przestała Ci mieszać w zawodowym (i prywatnym) życiu, zapraszam do przyjrzenia na nią z życzliwością, nawet jeśli to trudne..

 Odkładanie na potem, odwlekanie, czyli prokrastynowanie właśnie zdarza się chyba każdemu – nie potrafię przywołać osoby, która jej nie doświadczyła. 

Bez problemu zaś mogę wymienić osoby, które z nią się mierzą regularnie.

 Każda z nich mówi o tym, ile energii się marnuje, gdy cały dzień spędzi się na byciu zajętym odkładaniem, albo jakie ciśnienie wywołuje, gdy rzecz, która w zwykłym trybie zajmuje 3 godziny musi być zrobiona w 15 minut, bo termin, szef, nie ma wyjścia.

 Albo gdy omija nas coś ważnego, bo nie zmieściłyśmy się w terminie, jest już za późno, po czasie.

 To boli.

 Jak nadepnięcie na pinezkę lub klocek pozostawiony na dywanie. 

 Bo prokrastynacja jest taką właśnie pinezką na dywanie. Lepiej, żeby jej w tym miejscu nie było, ale sama w sobie może służyć.

Przy pomocy pinezki możesz przyczepić coś do tablicy korkowej, do ściany, albo i do dywanu. Żeby nie umknęło. 

 Kłucie w stopę nie jest w zakresie jej obowiązków.

 Tak jak celem odkładania nie jest zwiększenie frustracji czy odebraniem energii. Pozwala na przykład oszczędzić niepotrzebnego wysiłku, chroni nas przed czymś, co nieprzyjemne, dostarcza rozrywki. Albo zapewnia dostęp do czystych ubrań…

 

Prokrastynacja pojawia się w trzech sytuacjach:

1. Masz za dużo na to-do liście. 

 Rzadko o tym się mówi, a w tym wypadku obfitość zadań może być przeszkodą.. Szczególnie, jeśli patrzysz zero jedynkowo i za sukces przyjmujesz tylko zrealizowanie listy w 100%. To działa jak prosty mechanizm, oszczędzający energię: po co się pakować w działanie, jeśli niezależnie czy zrobisz 50% czy 80% jestes niezadowolona? Odpływanie w social media dostarcza przyjemności, a powieszenia prania jest czynnością, którą łatwo odhaczyć i ucieszyć się że za nami. Przy tym samym poziomie niezadowolenia.

 Rachunek jest prosty.

 Jeśli chcesz zmniejszyć wpływ prokrastynacji na swoje działanie, (a) zweryfikuj, co z listy zadań możesz wykreślić, co nie jest teraz potrzebne i (b) zadbaj o świętowanie tego, co zrobiłaś. (Używasz ASANY? Uwielbiam ją najbardziej za jednorożce, które się pojawiają przy odhaczaniu zrobionego – nie mogę się oprzeć uśmiechowi, gdy je widzę. A to jest forma świętowania. (O świętowaniu przeczytasz więcej tutaj – klik)

 2. To, co odkładasz nie jest już Twoje

 Masz to do zrobienia, bo się kiedyś zgodziłaś, zadeklarowałaś chęć, może nawet Ci się to podobało. 

Wtedy.

Ale coś się w międzyczasie zmieniło, pojawiły się nowe okoliczności, może czegoś niedoszacowałaś, może Twoja uwaga jest gdzie indziej. Może bardziej kręci Cię nowe, niż zakończenie starego. Pytanie, po co właściwie chcesz się tym zajmować? Co się wydarzy, jeśli to odpuścisz? Co jest lepsze (albo mniej złe): zamknięcie tego, czy pozostawienia takim, jakim jest?

Że komuś będzie przykro? Może najpierw trzeba zadbać o siebie?

 3. Boisz się.

 I nie ma znaczenia, czy chodzi o lęk przed porażką, czy sukcesem. Czy o to, że na Twojej to-do-liście jest za mało rzeczy i co Ty będziesz robić, jak skończysz? Istotą tutaj jest to, że odkładania jest sposobem na poradzenie sobie z lękiem. Odsunięcie go w czasie. 

Tak się niestety składa, że odsuwanie lęku w czasie nie jest służące, bo on nie dość, że z czasem rośnie, to jeszcze owija się wyrzutem sumienia. Albo wstydem. I wtedy drobna faktura urasta do rangi fundamentalnego problemu.

Jeśli zatem odkładasz ze strachu, to bój się i rób. Najlepiej już teraz, zanim się zorientujesz, że tego nie chcesz, albo że się boisz.

Pomartwisz i poboisz się później. Zdążysz. 

No, chyba że się okaże, że nie było się czego bać…

 

Kiedy złapiesz się na odkładaniu proponuję taki schemat działania:

  1. Uruchom w obie rozbawienie – jakbyś oglądała właśnie zabawny filmik z FB. To pomoże Ci  na złapanie dystansu do tego, co się dzieje i wymanewruje z potencjalnej złości i frustracji, że znowu i że ile można i kiedy się to skończy.
  2. I z tym ROZBAWIENIEM i CIEKAWOŚCIĄ uruchom procedurę COCOPOCO – zadaj sobie kilka prostych pytań prowadzących do fundamentalnej odpowiedzi. Pytania są następujące:
  • CO ja robię? 
  • CO ja PLANOWAŁAM zrobić?
  • PO CO ja to miałam zrobić?

Odpowiedź na pytanie 3, połączy Cię z potrzebą czy wartością, która miała być zaspokojona przez to odkładane działanie. Złapiesz to, co ważne. I będziesz mogła zdecydować, na ile to wciąż ważne i co w związku z tym. I zdecydujesz o dalszych krokach z miejsca ‘chcę – mogę-robię (lub nie) ’, a nie ‘muszę – powinnam’. 

 Wtedy możesz wybrać działanie MIMO lęku, MIMO, że coś się zmieniło i to, co masz zrobić nie jest już Twoje czy atrakcyjne. Bo stoi za nim coś ważnego dla Ciebie: może święty spokój, może przybliżenie do realizacji planu czy marzenia, a może po prostu wpływ, sprawczość? 

 Może się zdarzyć, że procedurę 3 pytań będziesz powtarzać. Nawet kilka razy.

 BO czasami prokrastynacja umiejscawia się już w nawyku, i trzeba czasu na jego zmianę. 

 Ja w takich sytuacjach staram się pamiętać o rozbawieniu i ciekawości. I tłumaczę sobie, że to wszechświat sprawdza, czy ja naprawdę tego chcę. Czy to, co ma się wydarzyć, w wyniku zamknięcia tego, co odkładam,  jest wystarczająco ważne, by podejmować wysiłek.

 I powiem Ci, że zazwyczaj działa i zaczynam działać ja. A czasami bez stresu wykreślam z to-do-listy.

 Bez wyrzutów sumienia. 

 Bo pozwalam sobie podążać za tym, co dla mnie ważne.

 

Serdeczności