Dzisiaj na blogu bardzo osobiście. Nie przypadkiem – wczorajszy Dzień Dziecka jak zwykle wprawił mnie w nastrój nieco nostalgiczny. Bo choć powszechnie uważamy, że super jest być dzieckiem i tęsknimy za beztroskimi latami, mam jednak poczucie, że dzieci nie mają wcale tak łatwo. Im więcej rozmawiam z kobietami o pieniądzach, tym bardziej jestem o tym przekonana. Wiadomo, czym skorupka za młodu nasiąknie, tym…

No właśnie. Trafiają do mnie kobiety z tak zwanych normalnych domów. Nie mają za sobą dramatycznych historii z dzieciństwa, walki o przetrwanie, o życie. A jednak potrzeby: bezpieczeństwa, szacunku, zaufania do siebie, zasługiwania czy bycia braną pod uwagę tak bardzo wołają o uwagę. Co takiego dzieje się w tym cudownym dzieciństwie, że jako dorosłe nie dajemy sobie prawa do bycia tak samo ważnymi jak inni? Że przestajemy wierzyć w siebie? Że boimy się negocjować swoje stawki? Że zgadzamy się pracować za mniej? Że nie doceniamy swojego wkładu w dom, choć poświęcamy na niego tak dużo czasu? (Wiesz, że nadal w przeciętnym polskim domu kobieta pracuje na jego rzecz dwa razy dłużej niż mężczyzna? Wartość rynkowa miesięcznej pracy w domu wg przeciętnych cen krajowych została wyliczona przez Puls Biznesu na 2500-3000 zł.) Że powszechnie uważamy, iż to, co robimy, to nic takiego. Że kiedy rozmawiam o wystąpieniu na scenie z kobietą, która jest dla mnie inspiracją w temacie sukcesu (ma dobrą pracę, ciepły dom, biega i dba o rozwój osobisty), słyszę, że nie ma za wiele do powiedzenia? Że uciekamy od zajmowania się tematem, który ma naprawdę ogromny wpływ na nasze życie (kasa) i uważamy, że to nie nasza sprawa albo nic nie da się zrobić? Że stawiamy siebie na końcu łańcucha. Każdego.

Najbardziej smuci mnie fakt, że to, co słyszymy w naszych domach w dzieciństwie, zwykle ma na celu zrobienie z nas dobrych ludzi. A co wychodzi w praktyce?

Nie jest to post o blokadach w komunikacji, które są moim konikiem od ponad dekady. Na ten temat raczej książka;-) Ale chcę się podzielić z Tobą w telegraficznym skrócie moim głównym wnioskiem po kilkuset godzinach empatycznych sesji. Słuchając tego, co w nas, dorosłych, mam pewność, że sposób, w jaki rozmawiamy z dziećmi, również ma wpływ na to, jak poukładają sobie w przyszłości relacje z pracą, kasą (i oczywiście, a raczej przede wszystkim – samymi sobą oraz innymi). Pewnie, że nie jest to wpływ jedyny. Pewnie, że jesteśmy tylko ludźmi. Pewnie, że sami sobie musimy poukładać pewne sprawy. Ale gdybym miała Cię namówić na jedną rzecz, do zrobienia od dzisiaj, od teraz, od już, zachęcam Cię, abyś, jeśli masz dzieci, albo rozmawiasz z jakimś dzieckiem w swoim otoczeniu, pamiętała o złotej (sic!) zasadzie, która pomoże mu w przyszłości mieć dobre relacje z pieniędzmi.

Zasada brzmi: NIE ZAWSTYDZAJ!

„Taka miła dziewczynka i grymasi!”; „Taki duży i płacze!”, „Wstydź się, tak robią tylko głuptasy”. „Tyle rozpaczy o nic?! Nie wygłupiaj się!”. Spędzam sporo czasu z moją niespełna trzyletnią córką na placach zabaw. I ciągle słyszę tam podobne zdania. Zawstydzanie dzieci jest, uwierz mi, wszechobecne. Zresztą, nie tylko dzieci. „I myślisz, że tobie się uda”?, „Ktoś to będzie chciał kupić?”, „Powinnaś bardziej zadbać o siebie”, „Jak można było tak głupio się zachować”. Od lat zapisuję komunikaty, jakimi ludzie zawstydzają innych. Choć zawstydzające słowa na pierwszy rzut oka wydają się być nie aż tak groźnie, naprawdę słyszę, ile bólu zostawiają w człowieku. Zawstydzony człowiek czuje się nie na miejscu, gorszy, ma poczucie winy, cierpi jego pewność siebie. Serio.

Wstyd i pieniądze to silne połączenie. Wstydzimy się mieć mniej niż inni. Wstydzimy się mieć więcej. Wstydzimy się tego, czego nie mamy i tego, co mamy. Wstydzimy się biedy. Wstydzimy się bogactwa. Wstydzimy się rozmawiać o pieniądzach i wstydzimy się chcieć więcej. Wstydzimy się, gdy chcemy poprzestać na małym. Wstydzimy się naszych marzeń. Wstydzimy się, że nie marzymy. Wstydzimy się porażek, ale czasem także sukcesów. Wstyd zabiera nam morze energii. Karmi niepewność i poczucie winy. Przeklęty wstyd!

Tymczasem wstyd jest uczuciem, które pojawia się w naturalny sposób około drugiego roku życia i pozwala nam odróżniać zachowania akceptowane i nieakceptowane w środowisku, w którym żyjemy. Przy okazji warto pamiętać, że to, co jest wstydem, a co nie, jest bardzo subiektywne, zależy od rodziny i społeczności, w jakiej się wychowujemy. W niektórych społecznościach wstyd coś ukraść. W innych – wprost przeciwnie! Wstyd to jeden z pierwszych rodzajów refleksji człowieka na temat własnych zachowań i jednoczesna nauka, że frustrację da się przeżyć. Często jednak, zamiast być po prostu źródłem informacji zwrotnej, staje się zmorą naszego, także dorosłego życia.

Jak więc zawstydzać, żeby nie zawstydzać;-)? Moja propozycja (sprawdzona na dwóch żywych, najbardziej ukochanych przeze mnie Istotach): NIE ZAWSTYDZAĆ. Zamiast tego mówić, co widzimy i słyszymy (fakty), jakie w nas to wzbudza emocje (uczucia) i na czym nam zależy. Na początku trwa dłużej, to fakt. Mniej spina pośladki (motywuje) niż wstyd, który działa jak ostroga wbita w bok konia. Ale na dłuższą metę – daję słowo, działa.

 

Jeśli nie zawstydzać, to co? Do poczytania polecam pigułkę wiedzy o wstydzie i NVC w dojrzewalnianym e-magazynie endorfina:

Empatyczna komunikacja z innymi

Sztuka komplementowania by Beata Kosiacka

W świcie porozumienia bez przemocy

Poznaj język żyrafy

P.S. Proponowana złota zasada działa także wobec naszego wewnętrznego dziecka. NIE ZAWSTYDZAJ:-)