Świętujmy, ale jak?

Świętujmy, ale jak?

Kiedy poruszam temat świętowania, jedną z podstawowych reakcji jest pytanie:

„No dobra, ale chcesz, żebym cały czas robiła imprezę? Przecież to chore!”

I o ile nie ma nić złego w robieniu imprezy dla uczczenia różnych ważnych sytuacji, o tyle impreza absolutnie nie jest jedynym sposobem na świętowanie.

W ogóle świętowanie nie musi być związane ani z wysiłkiem, ani z wydawaniem pieniędzy, że o naruszania zdrowia nie wspomnę.

Cała rzecz ze świętowaniem rozjaśnia się, kiedy powiemy jasno, że jego istotą jest zauważanie i akcentowanie tego dobrego, co nam się przydarza.

„Istotą świętowania jest zauważanie i akcentowanie dobrych rzeczy, które nam się przydarzają”.

To, jak bardzo i jak mocno to dobre akcentujemy to wyłącznie nasza decyzja. I kwestia nawyku, jak przyjmujemy to, co się nam zdarza.

Częstym nawykiem jest traktowane tego, co dobre, jako normy i nie poświęcanie jej większej uwagi, na zasadzie: „Co z tego, że zrobiłam a i b, jak mi jeszcze pozostało e, f, g i h. Ucieszę, się, jak dojdę do h. Tymczasem trwałe koncentrowanie się na tym, czego jeszcze nie mam, utrzymuje nas w trybie braku.

Więcej o korzyściach świętowania przeczytasz tutaj.

Jeśli odważysz się na dostrzeganie małych sukcesów, małych pozytywów, kiedy zaczniesz je dostrzegać i się nimi cieszyć, świętować je, w pewnym momencie przełączysz się automatycznie w tryb pełni, obfitości i lekkości. Na zasadzie ziarnka do ziarnka ze starego powiedzenia.

Co więcej, dostrzegając małe radości ćwiczysz swój mięsień świętowania. I zwiększasz szansę na to, że się naprawdę ucieszysz, że jesteś w punkcie h, zamiast patrzeć, że od h do z jeszcze taka daleka droga…

Świętowanie może wydawać się dziwne i nienaturalne, szczególnie, jeśli Twoje doświadczenia ze świętami nie są szczególnie pozytywne.

Bo w święta, przy okazji spotkań rodzinnych wychodziły rodzinne żale i złości, bo poddawałaś się rytuałom, których (1) nie rozumiałaś, (2) nie potrzebowałaś, które (3) nie pasowały do tego, co naprawdę czujesz.

I może tak być. Kwestią Twojej woli i Twojej decyzji jest, czy będziesz pielęgnować to, co trudne i smutne, czy pozwolisz sobie na kropelkę tego, co radosne i lekkie.

Świętowanie nie jest tożsame ze świętem.

Święto to tylko część święto-wania. I niekoniecznie musi wyglądać jak święto. Możesz stworzyć swoje własne święta, mini- czy mikro-święta. I obchodzić je tak, jak chcesz. Tak, jak to jest na ten moment DLA CIEBIE adekwatnie, pod względem siły i intensywności.

Pamiętasz może, jak świętowały Sylwestra dzieci z Bullerbyn? Takie proste dziecięce świętowanie. Elastyczne w ramach tego, co im wolno, co trzeba i czego chcą.

Wystarczyła tylko informacja, że jest ostatni dzień roku, zgoda od rodziców na niespanie aż do po północy. A świętowanie zaczęło się od przygotowania miejsca – Lisa wytrzepała dywaniki w swoim pokoju, postawiła na stole świecznik z 5 świecami oraz lemoniadę, jabłka i orzechy. No i ołów sprezentowany przez dziadziusia, wszak prawdziwy Sylwester nie może obejść się bez topienia ołowiu i wróżenia z niego. Wszystko, co się potem wydarzyło pojawiało sie naturalnie.

I tak samo do świętowania możesz podejść i TY. W zależności od tego, jak Ci w duszy gra.

Świętuj sama lub z innymi.

Zrób imprezę, albo spotkaj się 1:1 się z kimś, kto miał udział w tym dobrym, które się wydarzyło, albo z kimś, kto jest dla Ciebie ważny.

Przez imprezę rozumiem również spacer, wyjście do kina, kawiarni, czy na rower. Przez spotkanie rozumiem również telefon czy Skype’a.

Spotkaj się ze sobą w lustrze i puść sobie oko.

Wydając pieniądze lub nie.

Możesz wydać pieniądze na siebie, z puli prezentów albo przyjemności, albo na innych, oferując im coś, co ucieszy ich, albo Ciebie.

Królowa angielska świętując swoje urodziny daje dzień wolny od pracy. Jako królowa swojego świata nie musisz się ograniczać do tego co robią inni.

Ja całkiem niedawno w ramach świętowania wyczyściłam sobie biurko. (Porządek w papierach natomiast – pływaniem po sieci bez sensu i celu. Oraz wyrzutów sumienia)

Świętuj intensywnie (albo mniej).

W zależności od sytuacji możesz tylko zaobserwować, co się dzieje mówiąc do siebie: „O , zrobiłam to/udało mi się!”, „Brawa dla mnie”.

To samo możesz wysłać do świata, przyjaciółki czy mamy. Albo wszystkich na raz.

Możesz się docenić wystawiając twarz do słońca, biorąc kilka świadomych, głębokich oddechów, odtańczając taniec radości czy gratulując tej Tobie po drugiej stronie lustra. Albo decydując się na ten wyjazd, który ciągle odkładasz, czy na ten zakup, który Ci chodzi po głowie.

Dla mnie to świętowanie jest jak zbieranie koralików na nitkę i tkanie z nich naszyjnika, który sprawia, że wyglądam pięknie, czuję się mocniej i jestem bogatsza.

Nieśmiało zauważę na koniec, że jest to bogactwo, którego nikt Ci nie zabierze.

I możesz je sobie sama zaprojektować. Niezależnie od tego, co Cię do tej pory spotkało.

Ale co, jeśli akurat to, co dzieje się źle jest takie duże, że nie ma miejsca na świętowanie?

O tym opowiem w kolejnym wpisie. A tymczasem czekam na wieści od Ciebie – jak świętujesz dzisiaj?

Daj znać w komentarzu poniżej!

468 ad