Kiedy przyglądasz się przekonaniom, pewnie łatwo Ci o konkluzję, że to wszystko wina rodziców. Bo większość tego, co Cię blokuje, pochodzi od nich. Zachęcam Cię do tego, aby nie przywiązywać się do tej myśli, bo ona bardzo łatwo może przerodzić się w przekonanie. I to niekoniecznie służące.

Wszystkiemu winni rodzice?

Rzeczywiście ogromną część przekonań od przejęliśmy od rodziców, ale bez ich winy i świadomości. Są tego dwie przyczyny:

Po pierwsze: RODZICE. To co od nich dostaliśmy, niekoniecznie było tylko ich (jakkolwiek by to podejrzanie nie brzmiało :-)).

To, co otrzymaliśmy od rodziców niekoniecznie było ich.

To, co nam przekazali i zakodowali było wypadkową różnych rzeczy, które im się w życiu przydarzyły lub przydarzały i w związku z tym tego, co było dla nich ważne. Miał na to wpływ przekaz od ich własnych rodziców i otoczenia, które ich kształtowało w dzieciństwie, od świata, w którym żyli i wartości, jakie w tym świecie były promowane, poszukiwane i deprecjonowane. W odpowiedzi na to, co ich kształtowało, stworzyli sobie filtry, które pozwalały im budować swoją rzeczywistość i widzieć to, co do tej rzeczywistości przystawało. Jednym słowem, mieli wpływ na to, co od nich otrzymałaś, ale nie w pełni. Jeśli już musisz kogoś winić, to bądź sprawiedliwa i obwiń też ich rodziców (a może i dziadków….), świat, w którym jedni i drudzy żyli. I w zasadzie winić możesz wszystko, co Ci przyjdzie do głowy. Na dobrą sprawę również siebie, bo skoro masz coś, co Ci nie służy i nic z tym nie robisz, to czy nie ma w tym Twojej winy? Na mój gust najbardziej adekwatnym adresatem winy jest ŚWIAT sam w sobie. Bo jego główną winą jest to, że się zmienia.

Drugą kwestią jest WINA. I tutaj mamy wiele możliwości: możemy obwiniać innych, możemy obwiniać siebie, albo wszystkich dookoła, łącznie ze sobą. Wiele osób tak robi, ale nie jestem pewna czy to im służy. A raczej jestem pewna, że nie. Możemy też nie obwiniać nikogo. I raczej dążyć do zrozumienia i odczuwania niż obwiniania. To jest wyłącznie kwestia wyboru. I umiejętności, które można wyćwiczyć.

Nie musisz rozpatrywać świata w kategorii winny – niewinny.

Rozpatrywanie świata w kategorii winny – niewinny pozwala uciec od odczuwania. Tego, że mi źle, że jestem nieszczęśliwa, że nie wiem, co zrobić. I byłoby to służące, gdyby nie fakt, że znalezienie winnego, a nawet zemsta na nim nie sprawi, że będziesz szczęśliwsza, będzie Ci lepiej, czy znajdziesz rozwiązanie. Jeśli już, to i tak tylko na chwilę.

Zemsta, kara czy rewanż NIE pomagają poczuć się lepiej w dłuższym czasie.

Co więcej, zemsta na winnym czy ukaranie go sprawi, że teraz on(a) będzie czuł(a) się źle, i będzie starał(a) się zrewanżować pięknym za nadobne albo Ty wpadniesz w poczucie winy. Bo może było tak, że ta druga strona nie miała świadomości, że coś się dzieje nie tak, że jej działanie czy przekaz szkodzą Ci, albo wręcz była przekonana, że jej działania i przekaz są służące. Twoja zemsta czy obwinianie stanie się źródłem kolejnego żalu.

Drugi powód, dla którego szukanie winnego jest niesłużące jest taki, że pochłania ono wiele energii, którą mogłabyś wykorzystać na zmianę sytuacji, znalezienie rozwiązania lub podjęcie działań, które mogłyby ukoić Twój ból, albo podnieść poczucie szczęśliwości. Rozpatrując świat w kategorii winny-niewinny zamykasz się w pułapce osądzania, która oddziela Cię od rozumienia, współodczuwania i bliskości z drugą osobą.

Świat się zmienia, zatem niektóre tematy przestają być aktualne, inne tracą na wartości. Tak samo jest z przekonaniami. One są trochę jak prowiant na drogę: dostajemy je, żebyśmy mogli się posilić w drodze (wiedzieli, czym się kierować), ale czasem ten prowiant się psuje: chleb czerstwieje, kiełbasa jełczeje, a czekolada się rozpływa z gorąca. Przekonania też się dezaktualizują, albo okazuje się, że są inne sposoby na pielęgnowanie tego samego. Skoro nie mamy pretensji do nikogo za jedzenie, które dostaliśmy świeże, a się przeterminowało, to czemu obwiniamy rodziców za to, że otrzymane od nich przekonania nie są aktualne?

Co w związku z tym? Spróbuj przejść od obwiniania do znalezienia intencji. Do sprawdzenia dlaczego takie przekonanie od rodziców dostałam? Co się za min kryło? Czemu miało służyć? Jakiej wartości miało Cię nauczyć? Co się stało, że Cię już nie wspiera?

Może przekonanie, które dostałaś od rodziców miało służyć Twojemu rozwojowi? (Nie jesteś wystarczająco dobra), albo chronić Cię przed rozczarowaniem? (Nigdy nie będziesz bogata jak X), a może przed ryzykiem albo biedą? (Po co Ci te studia, lepiej idź do pracy).

Niedługo Dzień Ojca, zachęcam Cię szczególnie do spojrzenia, jakim wartościom miał służyć przekaz o pieniądzach, który dostałaś od swojego Taty? Czemu dobremu miało służyć to, co od niego słyszałaś? Zrób sobie prezent i na chwilę pomyśl w kategorii wdzięczności zamiast złości, obwiniania i żalu. Proszę.

Dzięki TATO.

P.S. O tym, co dobre od mamy pisałyśmy tutaj (klik).
Follow my blog with Bloglovin