Temat wdzięczności to samograj dla każdego, kto zajmuje się rozwojem osobistym. Pisze się o niej dużo, wiele osób ją praktykuje, wielu osobom ta praktyka przynosi namacalnie i mierzalne korzyści.

Ale jest też wiele osób, które na hasło „Wdzięczność” zaczynają ziewać. Bo tyle razy słyszały, próbowały i efekty są dalekie od oczekiwanych. Bo to taka rozwojowa ściema. Bo nie mają być za co wdzięczne, w końcu same do wszystkiego doszły. Bo nie mogą być wdzięczne za to, co mają, bo to je spowolni w dążeniu do tego, co by chciały mieć. Bo jak się przyjrzeć tym wyrażającym wdzięczność, to widać, że to na siłę, fałszywe, infantylne.

Czy zgadzasz się ze stwierdzeniem, że:

Wdzięczność podnosi poziom szczęśliwości. Wdzięczność dodaje energii. Wdzięcznością buduje się poczucie obfitości.

Czy się zgadzasz, czy nie, w każdym przypadku masz rację.

Bo to wszystko prawda….

Ale nie zawsze.

Pamiętam, jak postanowiłam na poważnie zająć się wdzięcznością. Dołączyłam do grupy wdzięczności, gdzie można było codziennie dzielić się tym, za co jest się wdzięcznym. Od razu, dla inspiracji zaczęłam przeglądać wpisy w tej grupie i już po kilku poczułam ścisk w brzuchu i gul w gardle. I złapałam myśli buszujące po mojej głowie: „Co za infantylizm!, Jak coś takiego może być powodem do dziękowania? Wdzięczni jakby sami nic nie osiągnęli! Ale im dobrze, ja tak nie umiem! Ja tyle nie dostaję”.

Możesz się odnieść do takich myśli i odczuć? Kotłują się, wzajemnie sprzeczne, powodują napięcie i dezorientację.

Dla mnie to zdecydowanie nie był stan, w którym miałabym ochotę się znajdować, zakończyłam zatem współpracę z grupą i poszłam swoją drogą. Ale to zdarzenie pozostawiło we mnie sporą dawkę sceptyzmu do tego, czym wdzięczność jest, a czym nie.

Wierzę, że wdzięczność może i jest lekiem na całe zło, ale też zdaję sobie sprawę, że ten lek czasem działa, a czasem nie. (Tak na marginesie, wiem też, że z tą grupą wszystko było w porządku, i że to były moje potrzeby, które mnie od niej odrzuciły).

Bo wdzięczność działa, ale nie zawsze. Na szczęście mamy wpływ na to, kiedy działa, a kiedy nie.

1. Wdzięczność nie działa, jeśli sięgamy po nią z głowy

Wdzięczność jest emocją, podobnie jak złość, gniew czy znużenie.

Jeśli podchodzimy do wdzięczności z poziomu „głowy”, możemy szybko się przekonać, że stanie się ona kolejną rzeczą, którą MUSIMY ROBIĆ:

muszę/powinnam być wdzięczna za…

Powinnam kogoś docenić…

Trzeba podziękować…

Żeby zasłużyć, sprawdzić się, udowodnić. Albo sprostać oczekiwaniom.

Bo właśnie coś się kończy i wypada podziękować. Bo tak się robi. Bo tak trzeba.

W takich sytuacjach spinamy się, odcinamy od ciała i wygłaszamy formułkę z podziękowaniem. I gdzie tu ta magiczna moc wdzięczności?

A ta prawdziwa wdzięczność mieszka w sercu. MOŻEMY się nauczyć ją ODCZUWAĆ I POZWALAĆ SOBIE NA NIĄ.

(To trochę tak, jak z zaklęciami w Harrym Potterze: trzeba je poczuć, by się udały.)

To ta prawdziwa, serdeczna wdzięczność daje tę magię, o której piszą wszyscy rozwojowi.

Przy najbliższej okazji, gdy będzie mowa o wdzięczności sprawdź, czy ją odczuwasz, czy o niej myślisz. I zarejestruj różnicę między jednym a drugim.

2. Wdzięczność nie działa, jeśli traktujemy ją jak technikę maskującą to, co w nas żywe i prawdziwe.

Bardzo często mierzymy się z mieszanymi odczuciami. Radość w parze ze złością. Lęk z ciekawością. Smutek z wdzięcznością. I całe mnóstwo innych konfiguracji. Wszystkie te emocje możemy odczuwać równocześnie, w różnym natężeniu.Bo emocje są informacją o potrzebach, zaspokojonych lub nie zaspokojonych. A w jednej chwili możemy odczuwać bardzo dużo potrzeb.

Pozwalając na to, by wszystkie w nas zaistniały, przejmujemy je na własność i możemy nimi dysponować. Możemy świadomie zdecydować, której z nich poświęcimy uwagę. A kiedy jakiejś emocji odmawiamy prawa pobytu, ignorujemy ją, ignorujemy i wypieramy równocześnie ważną potrzebę, której ta emocja jest sygnałem.

Wyrażanie wdzięczności jest sposobem na świętowanie zaspokojonych potrzeb. Tak, jak wyrażanie złości jest szukaniem sposobu na zaspokojenie lub opłakanie potrzeb, które zaspokojone nie są.

Jaką potrzebę odrzucasz, kiedy decydujesz się nie odczuwać złości? A jaką, gdy decydujesz, że nie odczuwasz wdzięczności? Jakie potrzeby stoją za tym wyborem?

Następnym razem, kiedy poczujesz sensacje w ciele w związku z wyrażana przez Ciebie lub kogoś wdzięcznością, przyjrzyj się, co to za emocje i czego potrzebujesz w związku z nimi.

3. Wdzięczność nie działa, jeśli wyrażamy ją tylko na zewnątrz.

Często bronimy się przed odczuwaniem wdzięczności, podążając za potrzebą niezależności. Nie chcemy być wdzięczne innym, żeby nie wysyłać do świata sygnału, że jesteśmy od kogoś zależne. Żeby nie dawać komuś okazji do przyjęcia, że mamy u niej dług wdzięczności,  żeby komuś nie przypisywać siły, sprawczości czy władzy nad nami.

A przecież nie wszystkie nasze potrzeby są zaspokajane przez innych. Jest całe mnóstwo potrzeb, które zaspokajamy sobie same. A czy jesteśmy sobie wdzięczne za to, co dla siebie robimy?

Wiele osób, z którymi rozmawiam na temat wdzięczności jest zaskoczona pomysłem bycia wdzięcznym sobie. No bo jak to, mam sobie sama dziękować? Ale jak to?

A właśnie tak to. Nie możemy komuś czegoś dać, jeśli tego sami nie mamy. Nie będziemy wdzięczni komuś za to, co od niego otrzymujemy, jeśli nie będziemy wdzięczni sobie za to, że to przyjmujemy. Kiedy potrafimy docenić się same, kiedy potrafimy być sobie wdzięczne, nie będziemy traktować wdzięczności dla innych jako zagrożenia dla naszej niezależności.

Dlatego zachęcam Cię gorąco do poszukiwania i ZAPISYWANIA rzeczy, za które możesz sobie być wdzięczna.

Podsumowując:

Wdzięczność działa, jeśli:

  1. Sięgniesz po nią do serca
  2. Pozwolisz wszystkim emocjom znaleźć miejsce w Tobie
  3. Pamiętasz o wdzięczności i docenieniu dla siebie.

A teraz chciałabym usłyszeć, kiedy u Ciebie wdzięczność zadziałała? A kiedy nie? Napiszesz w komentarzu? Będę wdzięczna! Już jestem (sobie, że poprosiłam) :-)

 

I mam dla Ciebie jeszcze Inspiracje na temat wdzięczności. Bezpłatnie!

Pobierz bezpłatny ebook.