O Conchicie, odwadze i pieniądzach

Chcę Wam się do czegoś przyznać:-) Bardzo lubię talk show 20m2 Łukasza Jakóbiaka. Nie tylko dlatego, że marzę, aby umieć tak montować nasze filmy (marzę) i w dodatku żeby miały taaaaką ilość klików (a co), ale głównie dlatego, że za każdym razem, kiedy oglądam któryś z odcinków, pada w rozmowie zdanie, które chodzi za mną przez długi czas. Zaciekawia i daje do myślenia. To sztuka umieć stworzyć taką przestrzeń, w której ludzie (w dodatku celebryci, którzy mają parę dobrych powodów, aby nie ufać mediom) dobrze się bawią, dzielą się swoimi przemyśleniami i zaczynają szukać odpowiedzi w sobie. Gdy zastanawiam się czasem, czy show biznes i rozwój mają jakiś obszar wspólny, szukałabym go właśnie w tym miejscu i podziwiam Łukasza Jakóbiaka za umiejętność poruszania się po nim. Ale to tak na marginesie. Bo przecież miało być o odwadze!

Nie wiem, czy znacie Conchitę Wurst, drag queen, zwyciężczynię tegorocznej Eurowizji. Ja od wysłuchania wywiadu stałam się jej fanką. Dlaczego? O tym za chwilę. Bo teraz o odwadze!

Przy okazji tego wywiadu zaczęłam się jej uważnie przyglądać (odwadze, nie Conchicie). Bo pomimo tego, że Łukasz i Conchita zainspirowali mnie na tyle, że przez kilka dni chodzili mi po głowie, zastanawiałam się, czy o tym napisać w poście. Bo trudno zachować wobec nich obojętność. Bo część hejtu, z którym się spotykają, może spaść również na mnie. Albo co gorsza na nasz projekt. Bo może ktoś uzna, że jestem obciachowa albo pretensjonalna, albo głupia.

Conchita i Łukasz uświadomili mi wyraźnie, że moja autentyczność nie jest wcale taka oczywista i że choć stoi bardzo wysoko w hierarchii moich wartości, wybieram czasem bezpieczniejsze opcje. I że to się bardzo ma do pieniędzy! Ile razy zdarzyło mi się udzielić komuś darmowej empatii nie tylko dlatego, że po prostu uwielbiam ten moment, kiedy po drugiej stronie ktoś odkrywa dla siebie coś ważnego i pozbywa się ciężkiego balastu, ale dlatego, bo nie miałam wcześniej odwagi porozmawiać o tym, na jakich warunkach odbędzie się ta sesja? Nie mam problemu, gdy na umówioną godzinę przychodzi klient. Ale gdy jest to koleżanka, która prosi o rozmowę, albo stała klientka dzwoni między sesjami? A ile razy siedziałam na jakimś spotkaniu, bo nie miałam odwagi powiedzieć, że teraz nie mam siły nikogo wspierać, ani dzielić się pomysłami? Ile razy nie odważyłam się powiedzieć komuś, kto coś dla mnie zrobił, że jednak chciałam inaczej? Ile razy nie mam odwagi powiedzieć moim bliskim, że nie chce mi się dzisiaj grać w planszówkę i to, o czym marzę, to święty spokój? Albo przynajmniej przyznać się do tego przed sobą?

Nie, nie chodzi mi o to, żeby nie robić tego, co dla innych ważne, ani nie pomagać. Ani za wszystko brać kasę. Ale chciałabym mieć wewnętrzny wybór, że kiedy chcę porozmawiać o warunkach (albo o pieniądzach), robię to ODWAŻNIE.

Przed wakacjami skończyłam Latającą Szkołę Agaty Dutkowskiej (dziękuję Agato i dziękuję wszystkim moim Wyjątkowym Koleżankom ze Szkoły). W szkole ćwiczyłyśmy mięśnie odwagi. Uwielbiam tę metaforę. Chcesz mieć płaski brzuch? Ćwiczysz go. Chcesz być odważna? Ćwiczysz odważne zachowania. I taki mam plan na wakacje. Codziennie jedna rzecz, wymagająca odwagi. Dzisiaj za mną trudny telefon, dotyczący zmiany warunków umowy. Spociłam się, ale dałam radę. Przyłączasz się do ćwiczeń?

Aha. Miałam jeszcze napisać o tym, co mnie zachwyciło u Conchity Wurst. Oto moje ulubione fragmenty z wywiadu:

„- A co byś powiedziała tym, którzy cię nie akceptują?

– Kiedyś będziecie musieli mnie zaakceptować. Bo ja akceptuję wszystko. Może inaczej: ja szanuję wszystko. Nie wszystko akceptuję. Szanuję każdą opinię, każdą wiarę. (…) Nie musicie mnie akceptować, musicie uszanować to, że tu jestem. Oczywiście chcę być akceptowana, bo ja swym zachowaniem nie krzywdzę nikogo i szanuję wszystkich (…). To moje dwie zasady. Jeśli ktoś by do mnie podszedł i powiedział: „to, co ona robi, jest okropne”, to pomyślałabym: nie skrzywdziłam cię i mam do ciebie szacunek, więc nie, to nie jest mój problem, to twój problem”.