Pobiegłam ostatnio do pani manicurzystki „zrobić paznokcie”. Zwykle jest tam miło, jednak tym razem było jakoś szczególnie. Pani Tereska miała w oczach coś takiego, że nie mogłam przestać się w nią wpatrywać. Od słowa do słowa dowiedziałam się, że właśnie obroniła dyplom na studiach i ten blask w jej oczach to światło spełnionego marzenia. Dlaczego tak bardzo mnie to poruszyło?

Pani Tereska kilka lat temu skończyła pięćdziesiąt lat i studiowała w tym samym czasie, co jej córka. Jednocześnie jak zwykle prowadziła dom i chodziła do pracy. Kiedy nie było klientów, wyciągała książki i się uczyła. Także w domu wieczorem. Albo nad ranem, przed startem w zwykłe życie i przed pracą. Zamiast łapać oddech w weekend, kilkanaście godzin spędzała na uczelni. Studia były dla niej tak ważne, że zrobiła wszystko, aby skończyć je z wyróżnieniem. I skończyła. „Nigdy nie jest za późno na naukę, miłość i marzenia!” – powiedziała. Banalne powiedzonko w wydaniu Pani Teresy nabrało życia i mocy. Pomyślałam wtedy o moich kilku marzeniach, które odłożyłam na półkę. O rozpamiętywaniu zmarnowanych szans i tych wszystkich myślach, że gdybym coś kiedyś zrobiła, to teraz byłoby zupełnie inaczej (w domyśle – lepiej).

Jednym z przekonań, które różni bogatych i biednych (Uwaga – mam tu na myśli stan umysłu, a nie ilość zer na koncie. Bo zdarza się, że osoby majętne także myślą brakiem i niedostatkiem i odwrotnie), jest przekonanie na temat czasu. Jedni myślą – kiedyś było lepiej. Drudzy – wszystko przede mną. Napisałam na moim lustrze Nigdy nie jest za późno na naukę, miłość i marzenia! I zabieram się za ściąganie moich marzeń z półki.

Ciekawa jestem, czy Ty też odłożyłaś je na później, albo w ogóle zrezygnowałaś? Napisz nam o tym, może to będzie Twój pierwszy krok ku zmianie? Nigdy nie jest na nią za późno!