Znasz takie stwierdzenie? To jedno tych, którymi nasiąkamy od dziecka.

Idź na medycynę/prawo/księgowość. Zawsze będziesz miała pracę…
Weterynarz? Będziesz przyjmować krowie porody…
Musisz być uległa, żeby tworzyć dobry związek…
Własna działalność gospodarcza? Rachunki płacisz co miesiąc, a przychody masz jak są…


Rodzice i bliscy nam dorośli głoszą takie zdania w chwili, gdy trzeba podjąć ważne decyzje, ale też w sytuacjach codziennych, kiedy konfrontują nas z naszymi marzeniami, planami, tęsknotami.

A my? Przyjmujemy te stwierdzenia za prawdę. Świadomie lub nie. Słuchamy ich i podążamy wytyczoną przez nie ścieżką.  Z poczuciem straty, żalem, złością. Albo buntujemy się, obwiniamy tych rodziców, obciążamy odpowiedzialnością. Czasem ich karzemy: zerwaniem relacji, demonstrowaniem tego, jak jesteśmy nieszczęśliwe, jak mało osiągnęłyśmy, może nawet wyrzucamy im jak zmarnowali nam życie.

I wszystkie te sposoby radzenia sobie z tym, co rodzice ‚nam zrobili’ są najzupełniej naturalne. Wiążą się z naszą potrzebą przynależności i bezpieczeństwa. Ten niewygodny dla nas przekaz mamy wdrukowany tak głęboko, że porzucenie go widzimy jako zdradę, sprzeniewierzenie się najbliższym i samym sobie. Nie można się od niego uwolnić, a odbiera nam on prawo do realizowania siebie, do życia tak, jak chcemy.

Słabo, co? Wyposażono nas w coś, czego nie chciałyśmy, o co nie prosiłyśmy, co nam nie służy, a nie możemy się tego pozbyć.

Na szczęście jednak czasami się udaje od niego wyswobodzić. Gdy świat Ci się rozpada i, aby go odbudować, przyglądasz się wszystkim cegiełkom, których do tej budowy używasz.

Odkrywasz wtedy, że przekaz, który w sobie nosimy, nie jest sednem tego, co nadawcy chcieli nam przekazać. Co więcej, często się okazuje, że przywiązujemy się tylko do tej mniej istotnej części wypowiedzi.

Czy istotą tego przekazu było, żebyś była tą księgową, lekarką, umęczoną, uległą, pracującą na etacie?

Sensem przekazu jest to, żebyś miała pracę, pieniądze na rachunki, dobry związek. Bo to w intencji miało Ci zagwarantować dobre, spokojne życie.

Ta księgowa, lekarka czy etat są tylko sposobem realizacji potrzeby bezpieczeństwa, utożsamianej z pieniędzmi. Są to pomysły, znane rodzicom z obserwacji, z doświadczenia. Albo z ich poglądów na świat. Miały Cię połączyć z tym, co było dla nich ważne i czego dobrego dla Ciebie chcieli.

No dobra, czasami było to bardziej coś dobrego dla nich niż dla Ciebie; żeby mogli spokojnie popatrzeć w lustro i powiedzieć: „Zrobiliśmy co umieliśmy, żeby to dziecko było szczęśliwe i miało w życiu dobrze. Jesteśmy dobrymi ludźmi/rodzicami”.

Może być też tak, że nie chodziło o Ciebie, ale na przykład o realizację jakiejś ich niespełnionej potrzeby, albo ich brak świadomości czy uważności.

Jak by nie było, to, co Ci przekazali to było najlepsze, co mogli zrobić biorąc pod uwagę ich ówczesne zasoby i możliwości. Gdyby mogli zrobić coś lepszego, z pewnością by to zrobili.

Jeśli masz poczucie, że żal czy złość na to, co Ci zrobili nie jest dla Ciebie służące i chciałabyś to zmienić, nie czekaj na wielki kryzys. Już dziś możesz przejrzeć cegiełki, z których zbudowany jest Twój świat.

Możesz zacząć na przykład od sprawdzenia, co jest w zakresie Twojego wpływu.

Czy możesz zmienić to, co się już wydarzyło? Czy możesz zmienić, jak to widzisz dziś?

Jeśli chcesz zmiany, zapraszam Cię do ćwiczenia:

Wybierz zdanie, o które masz żal.

1. Zapisz je i to, jak je zapamiętałaś. Co musiałaś a czego nie mogłaś w związku z tym zdaniem?
2. Sprawdź, o co w nim mogło chodzić. Czego nadawca dla Ciebie mógł był chcieć?Czemu miało to służyć?
3. Popatrz na obie wersje. Czy myślisz, że mogłabyś wybaczyć SOBIE, że tak to zrozumiałaś?
4. Czy myślisz, że mogłabyś wybaczyć NADAWCY, że nie umiał Ci przekazać swojej intencji bardziej zrozumiale?
5. A jeśli nie ma opcji wybaczenia, sprawdź, co dobrego daje Ci trwanie w żalu? Wjaki sposób Ci to służy? Czy mogłabyś wymyślić inne sposoby, by tę wartość wspierać?

Zapisz, jak się masz z tym, co odkryłaś. I daj nam znać. W komentarzu lub na iza@jestembogata.pl. Odpowiemy

Wszystkiego dobrego!