Dlaczego krytyka boli i co z tym zrobić

Są ludzie, którzy lubią być krytykowani. I to nie dlatego, że odnajdują radość w tym, że się im dokucza. Krytyka dostarcza im inspiracji, stanowi punkt zaczepienia do dalszego rozwoju. Otoczenie, które tylko chwali, uważają za nudne i mało inspirujące, szukają zgrzytów, spięcia, bo wtedy czują, że żyją, rozwijają się, że ma to sens.

Ci sami ludzie jednak, w niektórych sytuacjach, reagują na krytykę tak, jak większość: złością, negowaniem, atakiem lub ucieczką. Biorą krytykę do siebie, analizują i zadręczają się nią.

Skąd taka dwoistość?

Bo krytyka jest fajna, jeśli sami się o nią prosimy. Wtedy jesteśmy pewni, że to, co przedstawiamy pod ocenę innych jest dobre i udane, a to czego potrzebujemy to uwagi i komentarze ulepszające i sprawdzające ewentualne słabe punkty.

Bo krytyka jest fajna, kiedy mamy pewność, że zrobiliśmy co mogliśmy, albo jesteśmy na najlepszej drodze do ideału. Albo, gdy niedoskonałość nie jest naszym słabym punktem.

Sprawa zaczyna się komplikować, gdy krytykę słyszymy, kiedy jej nie potrzebujemy, kiedy nie jesteśmy na nią gotowi, albo, gdy dotyka ona obszaru, który jest w nas kruchy i delikatny. To wtedy boli, to wtedy podejmujemy działania defensywne – w postaci tłumaczenia się – lub ofensywne – atakując osobę, od której krytykę usłyszeliśmy lub samego siebie.

Jednym słowem – gdy krytyki nie chcemy, traktujemy ją jak atak, na który nie zostajemy obojętni.

Dlaczego atak, dlaczego boli?

Zobaczmy na przykładach:

Jakie są możliwości reakcji na hasło: „Gadasz głupoty?”

Albo kontratak: „To Ty nic nie zrozumiałaś, sama jesteś głupia” , albo poddanie się, przyznanie do winy

 

krytyka atak jestem bogatakrytyka obwinianie jestem bogata

Mamy zatem krótką rozgrywkę, którą przetłumaczyć można i uogólnić na zagranie: „Jesteś zły” i reakcję: (1) „To Ty jesteś zły” albo (2) „No chyba jestem zły”

krytyka obwinianie 2 jestem bogatakrytyka atak 2 jestem bogata

„Za mało się postarałaś” też zostało usłyszane jako oskarżenie („Ty jesteś winny”) i budzi podobne reakcje: atak – „Sama się nie starasz to mi nie zarzucaj (w domyśle, Ty jesteś zła)” lub obrona „No jestem zła, nie nadaję się”.

Dlaczego zatem boli?

1 . Bo dotyka słabego i delikatnego obszaru w nas, który potrzebuje bardziej troski niż krytyki.

2. Bo wyczuwamy w krytykującym negatywne emocje: złość, żal, oskarżenie, obwinianie i przyjmujemy te emocje do siebie.

3. Rozpatrujemy sytuację, jak rozgrywkę, w której tylko jedna osoba może być zwycięzcą lub stroną niewinną. Zwycięzcą jest ten, kto mocniej uderzy. Remis, jeśli jest możliwy, to tylko przegrany (obie strony są podobnie poobijane).

criticism

A czy na pewno musimy brać udział w takich rozgrywkach?

Dobre pytanie….

Jak nie brać udziału, jeśli krytykujący czają się z każdej strony?

Traktowanie krytyki jako konfrontacji jest pewnego rodzaju grą.

Tak długo, jak jesteś przekonana, że co najmniej jedna ze stron musi przegrać, tak długo doświadczać będziesz niszczącej siły krytyki.

Jeśli tylko zdecydujesz, że chcesz, aby w tej grze wygrały obie strony, masz szansę tak pokierować rozmową zawierającą krytykę, by była budująca (i zwycięska), a krytyka stanie się wtedy źródłem mocy.

Jesteś przekonana, że nie da się zrobić tak, żeby wszyscy byli zadowoleni? W sporcie może nie, w wojnie może tez nie. Ale w komunikacji? Przy odrobinie dobrej woli i umiejętności? Jak najbardziej! I nie ma to NIC wspólnego z kompromisem.

Ani nawet z biblijnym nadstawianiem drugiego policzka.

To po prostu komunikacja na poziomie serca, która prowadzi do wygranej dla wszystkich.
Do zapewnienia zwycięstwa obu stronom potrzeba kilku rzeczy. A oto i one:

1. Oddziel działanie od osoby.

To pierwszy, krok do porozumienia. Bo przecież, jeśli nawet robisz, czy zrobiłaś coś niefajnego, to nie stanowi o tym, że Ty sama jesteś niefajna. Jeśli czasem ktoś robi rzeczy piękne i dobre, a za chwilę takie sobie, by przejść do brzydkich i następnie znowu do cudownych, to jaki jest?

Uświadomienie sobie faktu, że nie jesteśmy swoimi działaniami pozwala przyznać sobie  prawo do błędu i do niedoskonałości. Każdy czasem popełnia błędy, dlaczego Tobie miałoby się to nie zdarzyć? Czy świat się skończy, gdy przyznasz się, że coś zawaliłaś? (Swoją drogą, nawet, gdybyś zawaliła coś naprawdę wielkiego, to świat prędzej skończyłby się od tego, że zawaliłaś, a nie od tego, że się przyznałaś, czyż nie? A czy zwróciłaś uwagę, że nadal się kręci?)

Kiedy nie zakładasz swojej nieomylności, łatwiej Ci opanować emocje, które odczuwasz słysząc krytyczne słowa. Łatwiej wtedy zareagować w sposób spokojny i wyważony, taki, który zapewni zwycięstwo i Tobie, i rozmówcy.

2. Przyznaj krytykującemu prawo do racji

Świat nie musi wyglądać tak, że tylko jedna strona może mieć rację i tylko jedna strona może wygrać. Przyznanie racji komuś nie jest poddaniem się. Ty masz prawo do swojego zdania, on, czy ona mają prawo do swojego. Całkiem możliwe, że Wasze racje w jakiś sposób się łączą i można je pogodzić. Jeśli uznasz prawo krytykującego do własnego zdania, jeśli uznasz tę sytuację za niezagrażającą, masz szansę przejść od awantury o rację do gry, w której każdy wygrywa. Każdy czasem popełnia błędy i każdy czasem ma rację, a czasem się myli. Dlaczego zatem zakładać, że ten, kto krytykuje tej racji nie ma? Może warto zbadać racje każdej ze stron?

3. Spróbuj znaleźć prośbę, która kryje się pod krytyką.

To trzeci i ostatni krok transformacji krytyki w grę wygraną dla wszystkich uczestników. Jeśli przyznałaś sobie prawo do błędu, a krytykującemu prawo do racji, jesteś bardzo blisko tego, by z czystej ciekawości sprawdzić, o co tak naprawdę chodzi. Aby odejść od rozgrywki sportowej i rozpocząć komunikację na poziomie serca. Bo krytyka może być wołaniem o pomoc, próbą zwrócenia na siebie uwagi, wyrazem troski, albo tysiącem innych rzeczy, których sam krytykujący może sobie nie uświadamiać. Taka rozmowa może pomóc obu stronom w określeniu lub wyrażeniu tego, o co komu chodzi i czego potrzebuje. A to umożliwia znalezienie rozwiązań, które uwzględnią potrzeby obu stron. Przy okazji można dowiedzieć się wiele ciekawych rzeczy o sobie i o drugiej stronie…. Tego nie da się osiągnąć wymianą ciosów.

Czy wiesz, co kryje się pod częstymi komunikatami typu: Czy Twój mąż ciągle tyle pracuje? Mam wrażenie, że w ogóle nie zależy Ci na tym związku! I po co się tak spinasz? I tak nigdy nie będziesz bogata.?

Spisałam kilka takich komentarzy, odkryłam prośby i potrzeby pod nimi ukryte i  chętnie się tym opracowaniem podzielę, kliknij tutaj, by je pobrać.

A czy wiesz, jaka jest Twoja nawykowa reakcja na krytykę? Sprawdzisz to w quizie.

A jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o krytyce, sprawdź, jak z krytyki czerpać moc. (Klik).

Ciekawa jestem, jak się masz z tym, co właśnie przeczytałaś. Napiszesz w komentarzu?

Dziękuję.