Pamiętasz wiersze Jana Brzechwy? Dla mnie to ważna część mojego dzieciństwa. Na tych wierszach i bajkach się wychowywałam, one kształtowały i, podejrzewam, że nadal kształtują mnie, moje przekonania i wartości. Uwielbiałam słuchać tych wierszy, znałam je na pamięć, czytałam i powtarzałam w kółko.

A ostatnio wróciła do mnie Samochwała. Przypomniałam sobie, jak w dzieciństwie mocno reagowałam na frazę „w kącie stała”. Bo ten kąt był dla mnie tożsamy z karą, upokorzeniem i wstydem. W mojej przedszkolnej hierarchii należał do kategorii „nigdy przenigdy i za żadną cenę”, na równi ze śmierdzącym ścierką mlekiem i byciem odebranym jako ostatnia z przedszkola. A wiążąc stanie w kącie z chwaleniem się, zdecydowałam, że wolę się umniejszać niż chwalić, bo umniejszanie do kąta nie prowadzi.

W tej mojej decyzji utwierdzały mnie przekonania typu:

  1. Lepiej się nie chwalić, bo Cię inni nie będą lubili. I będą Ci wysyłać złą energię
  2. Większe znaczenie ma ocena zewnętrzna. Jak ktoś Cię doceni spontanicznie, bez proszenia i nie w odpowiedzi na Twoje przechwałki, to będzie to miało większą wartość.
  3. Jak się będziesz chwalić, to nic nie dostaniesz, bo przecież jest tyle ludzi, którzy nic mają.

Wiele razy powyższe zdania słyszałam i przyjmowałam na wiarę, bez sprawdzania i kwestionowania. Dzisiaj, bogatsza w odkrycia wynikające z pracy z przekonaniami i przyglądaniu się schematom, czytam ten wiersz inaczej. Polubiłam go i doceniłam na nowo. Bo pokazuje mi on, że chwalenie się może służyć. I dlatego, że wiem, co wartościowego kryje się za tymi przekonaniami i czemu miały one służyć – wrócę do tego za chwilę.

Zanim uzasadnię stwierdzenie, że chwalenie się jest fajne, chcę się podzielić z Tobą spostrzeżeniami na temat Samochwały. Może odnajdziesz w nich coś ważnego dla siebie – zaproszą Cię do refleksji, albo dyskusji, innego spojrzenia na coś, co też znasz od lat tak dobrze, że nie zastanawiasz się nad jego sensem. 

  1. Określenie ‚Samochwała’: Jest rodzaju żeńskiego i ma wydźwięk raczej negatywny. I mam wrażenie, że ma pewien wpływ na niechęć czy opór kobiet do doceniania się i chwalenia tym, co umieją, jakim zasobem dysponują i jaki wkład wnoszą do świata. Ciekawe, co by było, gdybyśmy mieli w języku słowo „Samochwał”? Żałuję, że nie możemy zobaczyć równoległego świata, w którym mamy obie formy i porównać go z naszym. Czy mielibyśmy wtedy takie same prawo do chwalenia się? Czy chłopakom i facetom trudniej by przychodziło przechwalanie się? A może nam łatwiej? Ciekawe…
  2. Samochwała w kącie stała i tak wciąż opowiadała. Zastanawiam się, czy ta/ten Samochwała nie traktował(a) chwalenia się jako afirmacji, mantry pozwalającej na zaspokojenie potrzeby szacunku i dobrej opinii o sobie w tym wstydliwym i upokarzającym kącie. Snuje się w nim opowieść o zasobach. Dużo tam wprawdzie oceny, ale pozytywnej (niesłychanie, zgrabna, słodka), za to niewiele porównywania (tylko: najpiękniejsze mam ubranie; w szkole mam najlepsze stopnie). W interpretacji Jolanty Wolters słyszę nawet odrobinę dumy, a na pewno radości w wersie: „A ja jestem Samochwała”. (Nie ukrywam, że radość i akceptację słyszę również w Moja mama taka tęga, ale to temat na inny wpis).

Chwalenie się jest fajne.

Jest to przekonanie, mam tego świadomość. I jest to przekonanie, które nie musi wykluczać przekonania przeciwnego, że chwalenie się nie pomaga w życiu.

Zobaczmy, jaka wartość kryje się pod przytaczanymi wcześniej przekonaniami i czemu miały służyć:

Przekonanie

Czemu służy?

Wartość/ Potrzeba

  1. Lepiej się nie chwalić, bo Cię inni nie będą lubili. I będą Ci wysyłać zła energię
Akceptacja? Harmonia? Uznanie? Sprawczość? Kontakt z innymi?
  1. Większe znaczenie ma ocena zewnętrzna. Jak ktoś Cię doceni spontanicznie, bez proszenia i nie w odpowiedzi na Twoje przechwałki, to ma to większą wartość.
Uznanie? Przepływ? Akceptacja? Dobra opinia o sobie?
  1. Jak się będziesz chwalić, to nic nie dostaniesz, bo przecież jest tyle ludzi, którzy nic mają.
Równowaga? Wymiana?

Powyższe przekonania miały na celu zapewnić nam zaspokojenie wielu potrzeb. Może znajdziesz pod nimi zupełnie inne? Zachęcam do przyjrzenia się im, pomoże Ci w tym lista potrzeb, którą znajdziesz pod tym linkiem.

Unikanie chwalenia się jest zatem SPOSOBEM NA ZASPOKOJENIE pewnych WAŻNYCH POTRZEB.

A jaki jest koszt rezygnacji z chwalenia się? Albo, inaczej mówiąc, co dobrego chwalenie się mogłoby dać?

Generalizując powiedziałabym, że rezygnując z chwalenia się odbieramy sobie prawo do:

  1. autentyczności, otwartości i wyrażania siebie. Bo skoro coś mnie cieszy, a nie mogę się tym podzielić, to powstaje napięcie
  2. szacunku dla siebie
  3. poczucia wpływu na swoje życie i efektywności
  4. świętowania spełnionych marzeń; harmonii
  5. wybierania własnych planów, celów i wartości
  6. dzielenia się.

Co można podsumować tak, że rezygnując z chwalenia się, niedowartościowujemy się, przez co inni nas nie doceniają. A to przekłada się bezpośrednio i pośrednio na poziom dochodów i poczucie obfitości.

Chwalić się zatem czy nie?

Na szczęście, nie jesteśmy bohaterami tragicznymi i nie musimy rezygnować z zaspokajania jednych potrzeb na rzecz innych. Bo konflikt rozgrywa się wyłącznie na poziomie sposobu, nie potrzeb. Co prawda nie można równocześnie chwalić się i się nie chwalić (to są sposoby), ale można równocześnie zaspokajać wiele różnych potrzeb. Jednym słowem:

Możesz mieć ciastko i je zjeść. (Pisałam o tym tutaj)

Sposobem na ciastko jest przejście od pytania „Chwalić się czy nie” do pytania:

Co mogę zrobić, by nie tracić korzyści z niechwalenia się i zyskać wartości, które chwalenie się daje.

I tutaj wiele możesz. Na przykład:

  • chwalić się do innych, ale nie przeciwko komuś, ale DLA SIEBIE
  • mówić o faktach, o tym, co Ci się udało, BEZ porównywania się do innych
  • otaczać się ludźmi którzy nie potraktują twojego chwalenia się jako ataku na siebie
  • nie oczekiwać niczego w zamian i przyglądać się reakcjom z ciekawością.

Przykładem, jak się nie chwalić jest Boguś z „Jak zostałam wiedźmą” Doroty Masłowskiej, który na każdą informację, że ktoś coś ma, odpowiadał, że on ma lub może mieć lepsze, elektroniczne, bo tata mu przywiózł lub przywiezie z kosmosu. Mamy tu porównywanie się (moje lepsze), przeciwko komuś i oczekiwanie uznania (bo chwalenie się było jego sposobem na zdobycie akceptacji). Alternatywnie chwali się tam Dziewczynka: Mam w domu latawiec. I lubię się nim bawić.

Propozycja praktyki:

Rzuć w świat: „Zrobiłam…” Odnosząc tylko do siebie, bez porównań, nie oczekując niczego w zamian.

Wiem, że to daje moc. Z tą mocą przychodzi chęć docenienia innych. Pochwalenia kogoś. A z tego rodzi się MEGAMOC.

A tak brzmi Samochwała w interpretacji Jolanty Wolters:

 


Tak to widzę. Ciekawa jestem, jakie jest Twoje zdanie. Pochwalisz się? Napisz w komentaru.

Linki proponowane w tym wpisie:

LISTA POTRZEB I EMOCJI

JAK MIEĆ CIASTKO I ZJEŚĆ CIASTKO

P.S. Pochwalę Ci się, że zainicjowałam, opracowałam i wprowadziłam w życie wspólną akcję kilkunastu świetnych lasek. Kliknij tutaj i poczuj tę MEGAMOC. Zapraszam!