Spotkałam się ostatnio z Agatą. Siedząc przy imbirowej herbacie, nagrywałyśmy podcast do jej audycji. Rozmawiałyśmy o mojej pierwszej książce (biznesowymi doświadczeniami, które zdobyłam przy okazji pisania, podzielę się tutaj już niedługo:-). A potem jakoś tak nam zeszło na kasę.
Bo zajmowanie się pieniędzmi służy. I to nie tylko pieniądzom! Przede wszystkim służy – i to bardzo – nam, kobietom.
Szukałam różnych strategii, jestem otwarta na wiele opcji, ale póki co, muszę to uczciwie przyznać, zajmowanie się pieniędzmi najbardziej służy mojemu poczuciu wpływu i sprawczości, a co za tym idzie – poczuciu wartości. Nie chodzi mi o poczucie wartości wynikające ze stanu posiadania. Nie uważam, że ten, kto ma więcej, jest więcej wart niż ten, kto ma mniej. Ilość nie jest dla mnie wyznacznikiem.
Pytanie, które sobie stawiam, brzmi: ile potrzebuję, żeby spełnić moje potrzeby, te, które są naprawdę dla mnie ważne? I co robię w tym kierunku, z poszanowaniem siebie, swoich możliwości i sytuacji? Brzmi abstrakcyjnie?Mam przykład: od 15 lat jeżdżę tym samym samochodem. Większość moich znajomych zdążyła już auta zmienić co najmniej raz. Ale mój samochód jeździ bez zarzutu, serwisujący pan z zadumą na każdym przeglądzie kiwa głową: „takich już nie robią”.
Roczne ubezpieczenie kosztuje mnie 4 razy mniej niż to, które zapłacę, gdy kupię nowy wóz. Rezygnując z przyjemności posiadania nowego samochodu (smutno mi trochę, ale mogę z tym żyć), umożliwiłam sobie zakup inwestycji – kawalerki na wynajem w Łodzi. Ta kawalerka daje mi poczucie bezpieczeństwa, że gdy przyjdzie mi kiedyś żyć z emerytury, będę miała jeszcze dodatkową opcję. Pewnie, że rynek najmu może się zmienić; pewnie, że może się nie udać, w końcu przede mną (oby!) jeszcze co najmniej dwadzieścia lat pracy. Ale mam poczucie, że ważąc moje potrzeby, wybrałam tę, która póki co jest dla mnie ważniejsza i że – dzięki mojemu wyborowi – dałam radę zrobić krok ku jej spełnieniu.
Takich wyborów dokonujemy codziennie – czasem są większe, czasem dotyczą większych spraw. Ale pozwalają mi przebywać w obszarze wpływu.
Moja zasada nr 1 w zajmowaniu się pieniędzmi – wydawanie:
Wydawaj na to, czego NAPRAWDĘ potrzebujesz. Na to, co jest połączone z Twoimi wartościami. W perspektywie długofalowej wydasz mniej, a zakupy, które robisz, przez długi czas będą Cię cieszyć i dawać Ci poczucie, że jesteś dla siebie ważna.
Nie będę ściemniać. W tej chwili mój mąż zarabia więcej niż ja, w dodatku ja pracuję na część etatu (w zasadzie nie etatu, ale umówiłam się ze sobą, że „na swoim” efektywnie zasuwam przez sześć godzin. W końcu po to zrezygnowałam z korporacji! Czasem te sześć godzin zamienia się w dwunastogodzinny dzień pracy, po którym jednak jak najszybciej staram się mieć dzień całkowicie wolny.)
Moja zasada nr 2 – kierowanie.
Znaj swoje miesięczne i roczne koszty życia. Wiedz, które wydatki są dla Ciebie niezbędne i nienegocjowalne, a z których możesz zrezygnować. Miej budżet na życiowe niespodzianki. I na marzenia! Dzięki temu to Ty będziesz rządzić pieniędzmi, a nie one Tobą.
Wiem, ile wynoszą roczne koszty stałe (opłaty, podatki, koszty wynikające z podpisanych umów), wiem, ile wynoszą nasze ruchome koszty miesięczne. Rozmawiam z mężem o jego i moich przychodach, jestem upoważniona do jego kont (podobnie jak on do moich). Nadzoruję umowy ubezpieczeniowe. Monitoruję wydatki – trzymam rękę na pulsie, aby zareagować, kiedy dzieje się coś nowego.
Moja zasada nr 3 – partnerstwo
Jest mi ogromnie przykro, kiedy słucham opowieści o tym, jak partner odszedł, choć przez dwadzieścia lat ona go wspierała i teraz nie zostało jej nic. Bo i firma była na niego, i dom, a samochód w leasingu na jego firmę. Dlatego ta zasada, choć ma numer 3 jest niezwykle istotna. I brzmi:
Nie odpuszczaj, pamiętaj, że jesteś tak samo ważna, jak druga strona w relacji. Doceniaj to, co wnosisz do związku, rodziny i finansów. Niezależnie od finansowej wartości tego wkładu.
Wiem, że również dzięki moim decyzjom jesteśmy w tym miejscu, gdzie jesteśmy. Jako rodzina. Jako para. A jest to bardzo dobre miejsce, również finansowo. Sprawy własności mamy prawnie uregulowane. Zadbaliśmy o testamenty.
Jest jeszcze codzienne zajmowanie się pieniędzmi – mamy ustalone kto za co odpowiada i nie boimy się podejmować decyzji. Rozmawiamy o nich. Czasem są to trudne rozmowy. Ale pamiętamy, że sukces to wynik wszystkich trudnych rozmów, jakie przeprowadziliśmy i jakie gotowi jesteśmy przeprowadzić.
Jeśli czujesz, że czas na wypracowanie swoich zasad w związku z pieniędzmi i potrzebujesz wsparcia, by tę zmianę wprowadzić szybciej i zgrabniej, zapraszamy Cię na bezpłatną sesję wprowadzającą do współpracy z nami. Umów się klikając tutaj lub w poniższy obrazek.




Ewo kochana, brak mi słów na to jak czytasz w moich myślach <3
Dziękuję za kolejny wpis, który trzyma mnie na bogatej drodze 😀
dziękuję kochana, z serca!
<3
Świetny post Ewa! Ja od dawna dużo się do Ciebie (Was) w tej kwestii uczę. Mam nadzieję, że ten nowy rok będzie dla nas bogaty na swoich zasadach!
Aga, życzę nam z całych sił!!!
bardzo dobry wpis, dziękuję 🙂
dzięki Gosiu, że napisałaś – trafiłam do Ciebie i zagoszczę na dłużej:-)
To czytamy się nawzajem ?
Super wpis. Mało ludzi mówi o pieniądzach, a tak na prawdę każdego ten temat interesuje. Fajnie, że poruszasz takie kwestie. A tytuł bloga…mega ;D
Dzięki!!!
Zasadę numer jeden staram się od jakiegoś czasu wdrażać w swoim życiu i pochwalę się, że od pół roku idzie mi całkiem dobrze. 🙂 Fajny tekst i w ogóle fajny blog, cieszę się, że tutaj trafiłam.
Dzięki:-) I mega gratuluję zasady nr 1!!! Dla mnie wiele zmieniła w życiu:-) I z radością odkryłam Twojego bloga – wow, powalający świat zmysłów!!!
Ja jeżdżę 12-latkiem 🙂 i mój pan mechanik też zawsze powtarza „Takich już nie robią” 😉 Coś w tym jest 🙂
Co do finansów – moje zasady są podobne. Może z tą różnicą, że to głównie ja zajmuję się finansami, ale przynajmniej raz w miesiącu omawiamy nasze finanse te na dziś i te na przyszłość.
Prawda?:-)
Dzieki!!
🙂
Poruszylas bardzo wazna kwestie, ktora u mnie niestety nie jest uregulowana a mianowicie partnerstwo jesli chodzi o finanse. W sumie nie mam nic przeciwko, zeby moj maz zarabial wiecej, ale niestety dotejpory konta mamy osobne. Kiedys mi to nie przeszkadzalo, ale coraz wiecej slysze historii kobiet ktore zostaly bez niczego i szczerzemowiac, zaczynam myslec, ze jednak lepiej jest miec razem.
Kamila, będziemy o tym pisać więcej, bo to mega ważny temat. Dam znać:-)
Podobne podejście do tematu pieniędzy i bogactwa pokazuje Robert Kyiosaki w książce „Bogaty ojciec, biedny ojciec”. Miarą zamożności jest dla niego czas, przez jaki człowiek jest w stanie zaspokajać swoje potrzeby, nie pracując zarobkowo. Książkę czytałam kilka lat temu, ale wciąż jestem pod dużym wrażeniem. Patrząc w ten sposób jest mi trochę mniej żal, bo też jeżdżę starym samochodem. 😉
🙂