Nie jest tajemnicą, że kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni. Nie tylko w Polsce.

Nie jest również tajemnicą, że coraz częściej nabieramy odwagi, by się tej sytuacji sprzeciwić i dążyć do zmiany.

Przypomnę tylko ‚aferę’, jaką zrobiła Jennifer Lawrence gdy okazało się, że stawka jej i Amy Adams za udział w filmie American Hustle to 7% dochodów, podczas gdy ich partnerów – Christiana Bale’a i Bradleya Coopera – po 9%. Za ten sam film i tę samą pracę.

Może pomyślisz sobie: no dobra, Jennifer Lawrence może sobie na to pozwolić, bo zarabia tyle, że nawet jakby ją wyrzucili, nic by jej się nie stało. W końcu kilkadziesiąt milionów w tę czy w tamtą nie zrobi jej różnicy. (JL uznawana jest za najlepiej opłacaną aktorkę w USA, jej dzienne zarobki to 126 tys. USD).  I może tak być, że laska.

Zarabia bardzo dużo, więc może sobie sobie brykać.

Ale….

Czy to nie jest przypadkiem przekonanie?

Czy naprawdę kilkadziesiąt milionów w jedną czy drugą nie robi różnicy? (Mi robi, więc w razie czego, chętnie przyjmę wszelkie pieniądze, których ktoś nie chce.)

Wszak możliwa jest też opcja, że JL jest najlepiej opłacaną aktorką w USA właśnie dlatego, że nie boi się robić  afery o to, że jest traktowana nierówno.

Niezależnie od tego jak bardzo świat Hollywood oderwany jest od rzeczywistości, pewne schematy i mechanizmy pozostają niezmienne. W przypadku większych pieniędzy one się po prostu wyolbrzymiają.

Fakt, że kobiety pracują realnie mniej niż mężczyźni jest tylko niewielką składową tego problemu.

Bo z jednej strony mamy wcześniejszy wiek emerytalny, urlopy macierzyńskie i wychowawcze, które tłumaczyłyby wolniejszą ścieżkę kariery. Ale dlaczego często już na starcie zarabiamy mniej?

Dlaczego za tę samą pracę dostajemy mniej?

Bo jesteśmy kobietami?

Tak. Płeć ma znaczenie. Głównie w tym, jakie znaczenie nadajemy kwestiom wokół nas.

Ale nie jest to przyczyna pierwotna. Bo gdyby tak było, jedyne, co mogłybyśmy zrobić, to zacisnąć grzecznie ząbki i przyjąć, że na to nie mamy wpływu. No, chyba, że chcemy zmienić płeć. (Ja się nie piszę, a Ty?)

Nie, bo dużo mamy na tę sytuację duży wpływ. Ale chętnie go oddajemy.

Bo to my na to pozwalamy na niższe stawki, czekając na pozwolenie od innych na upominanie się o swoje. Bo to my nie robimy afer. Milcząc pozwalamy innym, żeby za nas decydowali, według swojego widzimisię. To nam się wydaje, ze coś z nami nie tak, bo nie podoba nam się to, co jest.

Bo to nam się wydaje, że nie ma innej opcji.

Nie nie chcę, byś poczuła się winna. To, że mamy wpływ i z niego nie korzystamy nie jest kwestią winy.

Szarą eminencją i głównym kierowniczym są nasze automatyczne programy, które prowadzą nas z tylnego siedzenia.

To tone decydują w dużej mierze o naszych działaniach, decyzjach i naszej rzeczywistości.

Nasz udział w tej sytuacji jest taki, że pozwalamy im działać, mimo, że nie sprawdziłyśmy, jak są ustawione.

Na szczęście, mimo, że są one automatyczne, możemy je przestawić tak, żeby nam służyły. By nas prowadziły tam, gdzie jest nam dobrze, wygodnie i bezpiecznie. Albo ekscytująco i ryzykownie, jeśli akurat w takim miejscu chcemy być.

Jakie to są programy? poniżej 3 z nich:

Program nr 1:  Program braku i autosabotażu.

Szczególnie braku przekonania do tego, co robimy i jaką nasze działania mają wartość.

Przykład? Potrafimy być świetne w wyszukiwaniu powodów, dla których coś się nie uda, nie powinnyśmy tego robić, albo co złego może się zdarzyć wtedy, gdy to zrobimy! Dużo trudniej o 50 powodów, dla których coś warto, coś może wyjść albo co zyskamy robiąc to! Jeśli nie wierzysz, sprawdź – sytuacja jest win-win, bo albo potwierdzisz to co mówię, albo zyskasz 50 powodów dla których warto.

Znałam kiedyś kobietę, która odpowiadała za milionowe budżety klientów. Ale na pytanie, czym się zajmuje, odpowiadała, że przygotowuje prezentacje w PowerPoincie. Chciałabym wierzyć, że coś było z nią nie tak i że to był wyjątek. Że raczej z zasady oceniamy się adekwatnie do sytuacji, a nie pomniejszamy się.

Ale przecież nie wypada się przechwalać, prawda? Dobrze jest być skromnym. Ludzie nas wtedy bardziej lubią i jest nam lepiej.

Nasze słowa i myśli wpływają na nasze  działania.

A nasze działania kształtują nasze nawyki, które z kolei tworzą naszą rzeczywistość. Jeśli myślisz o sobie jak o twórcy prezentacji, to tworzenie prezentacji staje się Twoją rzeczywistością. I przestajesz widzieć, że jest coś więcej.

Program nr 2: Albo – albo.

Z przekonania, że nie można mieć wszystkiego rezygnujemy z tego, co mniej ważne, albo trudniejsze, wymagające. Albo na odwrót – z tego ważnego, łatwiejszego czy bezpieczniejszego.

Odpuszczamy pieniądze, żeby pielęgnować relacje. Rezygnujemy z komfortu, czasu dla siebie, odpoczynku, by ktoś inny mógł się rozwinąć.

I jest to wspaniałe, pod warunkiem, że ten wybór jest świadomy i wypływa z tego, że ‚CHCĘ’, A NIE Z ‚MUSZĘ’. bo co dostajemy w zamian w tej drugiej sytuacji? Przez chwilę satysfakcję, a potem długo: zmęczenie, frustrację i wypalenie.

Wychodząc z programu albo-albo dochodzimy do stanu, w którym nie mamy ani jednego ani drugiego.

Program nr 3: Program zapętlenia.

Przypisujemy pieniądzom wartości, których nie mają: Wierzymy, że jeśli będziemy mieć więcej pieniędzy będziemy czuć się bardziej bezpiecznie, bardziej komfortowo, będziemy szczęśliwsze, bardziej cenione i kochane.

Dlatego jesteśmy skłonne dużo poświęcić dla tego, by mieć więcej. Nie stawiamy granic. Albo dopiero, gdy nie ma się już gdzie cofnąć.

Odmawiamy, ale dopiero na wysokim wkurzeniu. Albo, gdy jesteśmy na progu wyczerpania.

Gonimy za pieniędzmi, poświęcamy się, wypalamy. A i tak ciągle czegoś nam brak.

Bo nawet, jeśli tych pieniędzy mamy więcej, sytuacja poprawia się tylko na chwilę. Przepaść między potrzebami a możliwościami pozostaje bowiem niezmieniona. Bo to, czego potrzebujemy nie pochodzi od pieniędzy.

To tylko 3 programy z tych, które nami prowadzą. Założę się, że znajdziesz u siebie jeszcze parę innych.

I z jednej strony to fajnie, że je mamy, bo dzięki nim pewne procesy dzieją się automatycznie i nie musimy o nich myśleć. Potrzebujemy ich, bo dzięki nim jest prościej.

Ale z drugiej strony, zawierzając im bez sprawdzenia pozostajemy cały czas w tym samym miejscu. Niezależnie od tego, jak bardzo się napracowałyśmy i ile wysiłku nas kosztowało zarobienie kolejnych pieniędzy.

problemu-einstein

Aby wprowadzić zmianę, musimy zrobić coś inaczej niż do tej pory. Przestać działać z automatu i przejąć stery. Ustawić autopilota na to, co jest dla nas ważne. Z pełną świadomością.

A czy wiesz, na czym opierają się te nasze automaty? Jak powstają zapętlone schematy?

Opowiemy o tym w następnym poście, pozostań więc z nami.

 

 

A już teraz zapraszamy Cię  do Finansowego SPA.

To okazja przyjrzenia się swoim automatom i przestawiania ich w tryb Spełnienia Pieniędzy i Akceptacji.

Jeśli chcesz zmienić swoje schematy myślowe i rozwiązać problemy, z którymi teraz się mierzysz, to jest to właściwe miejsce i czas.

Możesz mniej martwić się o pieniądze. Zobacz, jak.