Co powinna wiedzieć miła kobieta, która chce mieć pieniądze? - Jestem bogata | Iza Kaźmierczak & Ewa Tyralik

Kiedy się zmieniamy (na lepsze:-)), przez pewien czas nasze otoczenie może postrzegać, że jest to zmiana na gorsze. Pamiętam moje pierwsze kroki w komunikowaniu się zgodnie z zasadami NVC (Nonviolent Communication). „Nie mów do mnie tym językiem amerykańskich sprzedawców”, zżymał się mój mąż (a dzisiaj sam, nie zdając sobie z tego sprawy, pyta innych: „Czego teraz potrzebujesz?”;-). Jeszcze trudniej było, gdy pracowałam nad bardzo dla mnie ważnym tematem – granicami i uczyłam się nie zgadzać się na wszystko i wszystkim. Obcy jakoś dawali radę, ale najbliższe otoczenie nie było specjalnie zachwycone: „Kiedyś łatwiej było się z tobą dogadać”. Podobnie, gdy otwarłam firmę. „Nie możesz pracować na etacie?”, „W tym kraju?!”. W pracy zrobiło się zdecydowanie mniej miło, gdy zmieniałam moje nawyki finansowe i zaczęłam decydować, co zrobię za darmo, a co nie.

Być może Ty też zauważyłaś, że kiedy zmieniasz coś w swoim zachowaniu, na początku pojawia się pewne napięcie. Nawet osoby, które dobrze nam życzą i chcą dla nas jak najlepiej, reagują trochę nerwowo. Sama dobrze pamiętam sytuację, kiedy z jednej strony sekundowałam mojej przyjaciółce, aby zaczęła bardziej słuchać swoich potrzeb, a nie wsłuchiwać się w to, czego pragną inni i jednocześnie miałam z tym pewien problem. Bo, w konsekwencji, stała się wobec moich potrzeb bardziej asertywna. Pojawiły się u mnie i złość, i żal, i nuta rozczarowania, choć świadomie z całego serca chciałam, aby przestała zabiegać o akceptację z zewnątrz i zajęła się tym, co dla niej ważne.

Jacqui Marson, terapeutka specjalizująca się w „przekleństwie bycia miłym”, w życiu prywatnym sama się z nim zmagająca, przyznaje w wywiadzie dla Wysokich Obcasów, że zmiana schematu postępowania to nie bułka z masłem. Nasi bliscy też się do niego przyzwyczajają, więc tym trudniej jest taki schemat przełamać. Psycholożka Marson Harriet Lerner ostrzega, że nie można zmieniać zbyt dużo i zbyt szybko. Ludzie nie lubią zmian – karają nas za nie, deprecjonują, wykluczają. Dlatego, gdy chcemy w życiu dokonać jakiejś większej zmiany, ogromnie ważne jest zapewnienie sobie życzliwego wsparcia – zaplecza.

Daniel Siegel, profesor psychiatrii, pionier neurobiologii interpersonalnej, tłumaczy jak relacje z innymi (zwłaszcza ważnymi dla nas osobami) wpływają na nasze zachowania i emocje. Badania psychologiczne i biologiczne pokazują, że relacje zmieniają architekturę naszego mózgu i w konsekwencji powodują, że działamy według zaprogramowanych schematów. Jeśli kiedyś, w dzieciństwie, zachowywaliśmy się inaczej niż oczekiwało tego nasze otoczenie i doświadczaliśmy w związku z tym obojętności, złości lub odrzucenia (a nie ma chyba osoby, która ich nie doświadczyła), takie reakcje teraz ponownie nas traumatyzują. Neuronaukowcy twierdzą, że jest to tak samo przykry ból, jak ból fizyczny. Dlatego łatwo nam wycofać się i wrócić do starych nawyków.

Dobra wiadomość jest taka, że możemy zmieniać nasz mózg zarówno na poziomie funkcjonowania, jak i na poziomie samej jego struktury, i to do końca życia, bo nasz mózg ciągle na nowo tworzy połączenia na podstawie tego, czego doświadczamy. To tak jakby nasz wewnętrzny komputer nieustannie aktualizował programy na nim zainstalowane.

Jeśli więc w trakcie dokonywania zmiany zadbamy o obecność w naszym życiu wspierających, pełnych życzliwości i zrozumienia relacji, nasza reakcja na stres będzie łagodniejsza i wyjdziemy z zaklętego kręgu automatyzmu. A to z kolei wpłynie na nasze otoczenie, które też wybije się ze swoich schematów działania.

Bardzo często słyszę jak moje Klientki mówią, że chciałyby, aby ich partnerzy doceniali zachodzące w nich (Klientkach) zmiany. Byłoby cudownie i pewnie większość partnerów w końcu je doceni, ale na początku nie ma co liczyć, że będzie miło i słodko. No bo niby dlaczego ma Jemu być fajnie, kiedy Ona mówi: „Nie zrobię dzisiaj zakupów dla Twojej mamy, mam pracę do skończenia, proszę, pojedź sam”…

Kiedy ćwiczyłam się w asertywności, nie liczyłam, że mój mąż będzie szczególnie zadowolony. Jakoś czułam, że to moje oczekiwanie daleko nas nie zaprowadzi. Poprosiłam więc o regularne sesje empatii moje dwie koleżanki ze Szkoły Trenerów. I zanim przeprowadziłam trudną rozmowę, ćwiczyłam ją z moimi empatycznymi rozmówczyniami. A mój mózg uczył się, że można powiedzieć nie i dostać zrozumienie, a nie bęcki. Kiedy potem mówiłam to NIE już naprawdę, nie było w nim napięcia, więc sprawy szły gładko.

Jeśli więc planujesz dokonać zmiany i włączyć finanse w obszar Twojego wpływu, zadbaj o życzliwe wsparcie. Niekoniecznie osób, które w związku z Twoimi nowymi zachowaniami będą musiały oswoić się z nową sytuacją. Pomyśl o dobrej koleżance, która umie słuchać, przyjaciółce.