Nie rób tego dziewczynkom!

Nie rób tego dziewczynkom!

Ważna dla mnie osoba opowiedziała mi ostatnio historię. O dziewczynie, którą w szkole otoczyło kilku chłopaków i zaczęło zarzucać krzyżowym ogniem bardzo bezpośrednich pytań. Czy powinno się zabronić sprzedaży mięsa? Jesteś socjalistką? Ile jest płci?... Niby nic takiego, można nawet pokusić się o interpretację, że może oni byli po prostu ciekawi, ale jednak ta dziewczyna odebrała to jako atak. Znam tę małą, jest wrażliwa, delikatna i bardzo uważna, żeby komuś nie zrobić krzywdy. I zachciało mi się płakać, bo znam, i to bardzo dobrze, podobną małą. Mieszka we mnie.

Przypomniały mi się te wszystkie razy, kiedy niby nic się nie działo, ktoś przekraczał moją przestrzeń w białych rękawiczkach, a ja czułam tylko, że energia ze mnie ucieka. I że jestem jakaś "niestosowna". Tylko nie bardzo wiedziałam, co zrobić. Ocieranie się o mój biust w autobusie. No przecież autobus jest zatłoczony! Czy kobiety, które mają dzieci, powinny zarabiać tyle samo, co te, które ich nie mają? No przecież ja tylko pytam. Ciekawe dlaczego baby przez lata zgadzały się na to, gdzie ich miejsce - w kuchni, a teraz to nie chcą? Ale o co chodzi, tak tylko filozoficznie sobie dyskutujemy!  Chyba oszalałaś! W głowie ci się poprzewracało! No może jednak on ma rację, wie lepiej, że tego się nie da? Dziewczynka, a tak się złości! Oj, zawstydziłam się. Nie wściekaj się, masz okres czy co? ... Rzuca się, że to jej się nie podoba, i tamto, i siamto, dawno widać faceta nie miała... Te dziewczynki zachowują się, jakby mamy nie miały... (to znaczyło biegają i krzyczą). No fajnie, że wygrałaś konkurs matematyczny, a chłopaka już masz? Mam nadzieję, że się cieszysz, że masz tę pracę, za drzwiami jest tłum, który by ją wziął z pocałowaniem ręki, a pamiętaj, że masz dzieci...

Niby nic takiego. Czasem nawet można pod spodem niektórych komunikatów zobaczyć troskę. A jednak przeraża mnie siła przekazu, który od dziecka słyszą dziewczynki i który wybija je z poczucia bycia kompletną, ok i po prostu silną.

Sama przyłożyłam do tego rękę. Mam dwie córki - 15-latkę i 4-latkę. I widzę wyraźnie, jak bardzo mój sposób tłumaczenia im świata (a przede wszystkim moje postępowanie w życiu) wpłynął na ich zachowania.

Kiedy starsza była mała i opowiadała, że kolega uderzył ją w przedszkolu, tłumaczyłam, że na pewno nie chciał źle. Że chłopcy tak mają. Żeby nie brała do siebie. Żeby była mądrzejsza. Kiedy młodsza opowiada taką samą historię pytam, jak się z tym miała. Byłam zła! Nie lubię go. No tak, córeczko, kiedy ktoś przekroczy Twoją granicę, to normalne, że czujesz złość.

Kiedy starsza była mała i odbierałam ją z przedszkola, pytałam: byłaś grzeczna? Kiedy odbieram młodszą, pytam: Jak ci minął dzień? Na pytanie o to, co wniosła, też jest czas. Później.

Kiedy jakaś pani mówiła "dziewczynko, nie wolno tak robić", mówiłam przepraszam i odciągałam dziecko. Kiedy jakaś pani mówi "nie wolno tak robić", pytam "a co konkretnie budzi pani sprzeciw?".

Kiedy ktoś wchodził przede mną do kolejki, udawałam, że nie widzę albo mówiłam starszej, że pewnie tu stał wcześniej.

Kiedy ktoś wchodzi przede mną do kolejki, pytam: "stoję i nie widziałam tu pana wcześniej. Dlaczego staje pan przede mną?".

Kiedy ktoś nie wprost krytykował mnie albo moje dziecko, spinałam się i traciłam język za zębami.

Kiedy teraz ktoś tak robi, biorę kilka głębszych oddechów i mówię, że czuję się nieswojo, bo nie rozumiem, o co dokładnie chodzi.

Kiedy mój mąż mówił: "chyba oszalałaś?!" (chodziło o pomysł, który wydawał się nierealny), mówiłam: "może masz rację". Kiedy teraz tak mówi, odpowiadam: "porozmawiajmy o tym, czuję w tym potencjał, ale chętnie usłyszę, dlaczego ty sądzisz, ze to absolutnie niemożliwe".

Kiedy starsza była młodsza, mówiłam: nie płacz/nie krzycz/nie wściekaj się - denerwujesz tatę.dziadzię/babcię.Teraz mówię: widzę, że jesteś bardzo zła. Co się dzieje?

Kiedy starsza była mała, mówiłam komuś: "dobrze, zrobię to". A potem ciskałam się  po pokoju, złoszcząc o byle co, bo byłam zmęczona i potrzebowałam wolności. Teraz mówię: "mogę to zrobić po weekendzie" i idę poczytać książkę albo posadzić kwiatki (czasami moja starsza córka mawia, że moja terapeutka powinna zapłacić odszkodowanie tym, dla których teraz jestem niemiła. Mówi to z szelmowskim uśmiechem i coraz łatwiej przychodzi jej dyskutowanie ze mną na temat rozładowywania zmywarki.

Kiedy starsza bardzo czegoś ode mnie chciała, zgadzałam się dla świętego spokoju. A potem byłam wewnętrznie wściekła, a ona czuła to siódmym zmysłem i pewnie miała niezły konflikt wewnętrzny. Teraz ważę, czy się zgodzę, czy nie. I jeśli nie mam siły/nie chcę teraz, mówię nie. Wścieka się i tupie. Trudno, to normalne, kiedy trzeba zmierzyć się ze swoją niespełnioną potrzebą.

Kiedy starsza była mała, prowadziłam dużych klientów w mojej agencji PR. Spałam po 4 godziny i stawałam na głowie, aby nikt nie miał gorzej, w związku z tym, że ja mam firmę. Czas odpoczynku mojego męża był święty, ja przecież kiedyś się wyśpię, dzieci muszą być co tydzień w zoo, albo na pływalni, przecież jestem super mamą, nawet zakład kosmetyczny wybrałam taki, gdzie można robić paznokcie i włosy jednocześnie. Teraz uważam, że radzenie sobie z frustracją jest zdrowe - i dla związku (zawsze możemy poszukać kolejnych rozwiązań, które są fajne dla nas obojga, a to daje nam poczucie bliskości i równowagi, które przekłada się na więcej zrozumienia i szacunku), i dla dzieci.

Kiedy ktoś robił mi coś niefajnego, traciłam grunt pod nogami, usprawiedliwiałam go i szukałam winy w sobie. Teraz czasem też wchodzę w ten automat, ale udaje mi się zatrzymać (albo sięgnąć po empatię, która pomaga mi się zatrzymać) i najpierw pytam siebie: jak się czuję? O co tu chodzi? Czego potrzebuję, żeby energia ze mnie nie spływała?

Że to przekłada się na kasę, wiadomo, nie?:-)

468 ad
  • Bezcenny tekst! Zawsze się zastanawiałam o co powiedzieć, kiedy ulizany mężczyzna wpycha się przede mnie w kolejce sklepowej, twierdząc uroczo „Ja to tylko o coś zapytam”. Trafia mnie wtedy szlag. No bo jest miły czyż nie? Jego sprawa zajmie tylko jeden moment. A jednak ciśnienie się podnosi i mam ochotę wywalić mu w twarz, ale nie wiem co by było na tyle sensowne, żeby go zatrzymać przed łamaniem moich granic, bez upuszczania namiętnej wściekłości. Dziękuję za podpowiedzi, jak mogę się zachować w trudnych sytuacjach z szacunkiem dla swoich granic i dla innych ludzi.

    • Ewa

      Pozdrawiam!!!!

    • Joanna Pindelska

      Czasem wystarczy krótkie „zapyta Pan – po mnie”. I w domyśle tych wszystkich przemiłych osobach po mnie, jeśli się zgodzą.
      Ostatnio byłam u lekarza. Przede mna i za mną w kolejce same starsze schorowane panie.
      Kolejna która przyszła ‚tylko o coś zapytać’, szansy na wejście przede mną nie otrzymała, powiedziałam wprost aby zapytała pozostałe czy zgodzą się ją wpuścić przed. Nikt się nie zgodził.

      • Dziękuję Joanno za to co napisałaś („zapyta Pan -po mnie), będę tego używać przy najbliższej okazji kolejkowej. Co za ulga 😀

  • Dzięki za ten tekst 🙂 Przyda się nie tylko kobietom. Ale dzięki niemu widzę ile „przekonań” zostało nam tak po prostu wtłoczonych do głów, a które czasem ciężko zmienić. Wciąż się łapię, że nie zawsze potrafię się odezwać kiedy powinnam, ale przynajmniej nad tym pracuje.

    • Ewa

      Tak. Czasem nie migę uwierzyć, że te przekonania są w tylu przekazach kierowanych do dziewczynek. Na każdym kroku. Pozdrawiam

  • Piękny tekst, ja również walczę czasem w rodzinie o żenujące stereotypowe teksty, kiedyś mama powiedziała mojej córce (nie w złej mierze, z czułością na twarzy), że ładne dziewczynki nie płaczą. A ja mówię, mamo, właśnie powiedziałaś jej, że jest brzydka. Mamie kopara opadła, ale przyznała mi rację.

    • Ewa

      Fajnie, że to w domu widzicie, bo się dalej nie poniesie. Pozdrawiam!!!

  • Agresja czy manipulacja w białych rękawiczkach. Nazywam to tchórzliwą agresją. Bo wprost niby nic nie robi. I wielu osobom trudno się przeciwstawić, bo ktoś jest ‚miły’. Reaguję za każdym razem. Głośno nazywam stereotypy. Nauczyłam się bronić siebie, a jest też szansa, że ktoś zrozumie.
    Świetny artykuł, Ewo!

    • Ewa

      Dzięki Ingo! Pozdrawiam bardzo

  • Eremka Kaniovvska

    Lubię to! Bardzo pożyteczny tekst
    I przeszkadza mi tylko jeden maluteczki tyci-tyci drobiazg. Że ta mądrość przyszła sama do autorki, że spłynęła nań jako magiczny dar z kosmosu. Hmm a może tak było w istocie…? Tymczasem z tzw autopsji wiem że taka przemiana bywa powolna i nierzadko bolesna. Ale warto! Może to temat na nowy artykuł….?

    • Ewa

      Eremko serdecznie dziękuję za Twój głos. Jest dokładnie tak jak piszesz. Ta przemiana była długa. Tak to dla mnie było oczywiste, że aż nie przyszło mi do głowy o tym wspomnieć. A przecież nic nie jestvoczywiste. I na pewno cała ta droga to materiał na post. Dziękuję!

  • Magdalena

    oj bliski mi ten tekst… ta mała dziewczynka w środku też znajoma – odzywa się co jakiś czas, czasem musi tupnąć nogą… pracuję nad tym, chyba wiekiem przyszło:) i córkę też tak wychowuje – uczę pewności siebie i dobrej asertywności.

    • Ewa

      Cieszę się i moja mała pozdrawia Pani Małą😀

  • Ewelina Terazinaczej

    podoba mi sie 🙂 zasadniczo stram sie dzialac wg tego co piszesz o mlodszej corce, wiadmo nie zawsze sie uda. Natomiast to wymaga wsparci partnera. Bo jeśli moje świateczne wyluzownia skomentuje maż że ‚Baby w domu nie ma’ – ze niby tej wielkoanocnej, ale tez i tak wogole hłe hłe to ‚rynce opadajom’.

    • Ewa

      Oj tak. Panowie też mają nawkładane do głowy masę przekonań:-(

      • Joanna Pindelska

        A nasza reakcja na nie – nawet przy braku współpracy – mówi dzieciom jeszcze więcej.
        Bo w świecie wokół nie mają przecież pomocy od innych, są atakowane tymi właśnie wyuczonymi stereotypami.

  • Jestem mamą małej dziewczynki i czasem łapię się na tym, że odpowiadam jej tak, jak opisujesz tutaj swoje odpowiedzi do Starszej Córki. Myślę, że trochę czasu minie, zanim wyeliminuję to, co mi się nie podoba 🙂

    • Ewa

      Pozdrawiam Was obie bardzo:-)

  • a jak radzi sobie starsza po wysłuchiwanych naukach z dzieciństwa? Nie dziwi się, że teraz słyszy co innego i co innego mówisz młodszej? A swoją drogą teraz jesteś asertywna mama asertywnych córek 🙂

    • Ewa

      Cześć Magdo, otwarcie ze starszą rozmawiam o tym, jak się zmieniam i jaka byłam wcześniej. Pamięta niektóre teksty, czasem potrafi mi wypomnieć, że teraz z czymś sobie nie radzi, bo przeze mnie jest za mało przebojowa i rozmawiamy o tym, jak ją wesprzeć w innych zachowaniach. Ktoś mi kiedyś na jednym z warsztatów komunikacji powiedział, że wiek nastoletni to taki prezent dla rodzica – może jeszcze naprawić to, co schrzanił w dzieciństwie i trzymam się tej myśli:-)

  • Adela Jakielaszek

    Bardzo ciekawy i wartościowy tekst. Zastanawiam się ile podobnych przekonań nieświadomie przekazuję swojej córce.

    • Ewa

      Dziękuję!

  • Andzia Aneta

    Jak Wy to robicie dziewczyny (I Ewa i Iza), że piszecie zawsze o mnie? 😉 Nie mam dzieci, ale powoli staję się dla siebie dobrą, asertywną „mamą”. Dzięki Tobie Ewo coraz rzadziej brakuje mi języka w „gębie”, gdy ktoś przekracza moje granice, jesteś jedną z pierwszych osób, które mi powiedziały, że tak się dzieje i to normalne, że się złoszczę, a nie kazały się uspokoić i zamieść pod przysłowiowy dywan. Od spotkania z Tobą i przeczytania Twojej książki (dochodzi do tego jeszcze terapia i ogrom pracy, ale położyłaś podstawy) jest we mnie coraz mniej tego gniewu,już tyle nie wybucham, bo sama sobie nie zabraniam się złościć, teraz przytulając się do męża jestem wstanie spokojnym głosem powiedzieć „ale wiesz, że nadal jestem na Ciebie na maxa wkurzona?”, kiedyś jak się wkurzałam, to już przez chwilę mogłam nie kochać i nawrzucać ile wlezie, teraz nawet nasze kłótnie się uspokoiły 🙂 a wszystko to, dzięki akceptacji swoich uczuć, o której czytałam setki razy, ale dopiero teraz wiem,co to znaczy w praktyce 🙂

    • Ewa

      Aneto, dziękuję tak bardzo!!!

  • niezłe spostrzeżenia. Też jestem mamą 2 dziewczynek – i z tym obrywaniem przez chłopców – kiepskie rady moim laseczkom daję. Po lekturze Twojego artykułu widzę to wyraźnie. Dzięki na zwrócenie uwagi na takie niby błahe sprawy

    • Ewa

      Dzięki Ula! I kobiecej mocy w domu:-)