Nierówne dochody w związku – co z budżetem?

W czasach, kiedy mężczyzna polował, a kobieta zajmowała się przygotowywaniem pożywienia i wychowaniem dzieci, kwestie ról czy podziału budżetu (szeroko rozumianego) były jasne, z góry ustalone i prawdopodobnie nie dostarczały szczególnych emocji. Chociaż, kto to wie na pewno?   W sytuacji, kiedy kobiety zaczęły wnosić materialny wkład do związku, rodziny, czy gospodarstwa domowego, cały układ się zmienił, pojawiło się wiele nowych tematów i często wiele nowych założeń, emocji i problemów, które nie zawsze sobie uświadamiamy i bardzo często rezygnujemy (świadomie lub nieświadomie) z wpływania na nie. Jeśli chodzi o kwestie pieniędzy w związku czy rodzinie, często mamy do czynienia z dwoma rozwiązaniami:   1. Budżet wspólny Z założenia wszystkie przychody trafiają do wspólnej kasy, z której opłaca się wszystkie wydatki. Takie rozwiązanie opiera się na założeniu, że gramy do wspólnej bramki i dzielimy się tym, co wspólnie upolowaliśmy (pozostając przy nomenklaturze ludzi pierwotnych). Takie ustawienie finansowania wspierane jest również prawnie, choćby przez obowiązek wyrażania zgody przez drugiego małżonka przy zawieraniu umów kredytowych. W sytuacji związków nieformalnych takie ustalenia z automatu już nie działają. Zaletą tego rozwiązania jest potraktowanie budżetu domowego  jako elementu wspólnoty - mamy wspólne życie, więc i wspólne pieniądze, wydatki. I zaufanie, że obie strony w równym stopniu dbają o wspólny dobrobyt. Z takiej konstrukcji budżetu wynikają równe prawa i zgoda na to, by każda ze stron wnosiła to, co przychodzi jej z większą łatwością. I pozostawia miejsce na to, by docenić również niematerialny wkład, jak dbanie o sprawy domowe, opiekę nad dziećmi - to wszystko, co bezcenne, a za co nie płacimy, nie tylko kartą płatniczą 😉 Wadą takiego rozwiązania jest natomiast traktowanie wszystkiego jako "nasze".... read more

Minuty mocy czy godziny męki?

Mam taki czas, który chętnie planuję, o którym myślę i na który się cieszę. Czas, dzięki któremu doładowuję się i dostaję chęci do dalszych działań. To ten czas, kiedy zasiadam do komputera, wyłączam wszelkie źródła informacji i: odpalam arkusz z budżetem i wpisuję kwoty z paragonów (no, no); robię przelewy (również do ZUSu) (ach!), przeglądam wpływy na rachunek (juhuu!); patrzę, ile mam budżetu na przyjemności (mmm) To takie przyjemne patrzeć, skąd pieniądze przychodzą, dokąd idą i nadawać im kierunek. Ile z tego bierze się mocy do działania! Skąd ta moc? Bo czuję, że mam na pieniądze konkretny wpływ (i nie waham go używać :-)); Bo dzięki temu, że liczę i mierzę, mogę śledzić postępy. (I na ogół okazuje się że te postępy są :-)); Bo jestem szefową domowych pieniędzy. To ja nimi rządzę, a nie one mną. Nawet, jeśli ten zarząd jest wieloosobowy, to mam w nim swoją rolę. Kiedyś nie było tak prosto. (Oczywiście, nadal może być prościej). Miałam swoje godziny męki i zgrzytania zębami. Znowu tyle wydałam? Kolejna danina dla państwa?  O czym ja jeszcze nie pomyślałam? Czemu tylko tyle zarobiłam? Co ja zrobię na emeryturze?   Moja krytyczna i racjonalna część miała używanie. A ja - ból głowy. Żeby go uniknąć - nie zajmowałam się. Bo najwyraźniej nie umiem. Ktoś zrobi to lepiej. Albo samo się zrobi. Jakoś to będzie. Po co planować, skoro i tak zawsze coś wyskoczy? Po co patrzeć, ile wydałam? Nuda. Nie wystarczy, że zarabiam i staram się więcej?   Przecież nie pieniądze są najważniejsze. Sęk tylko w tym, że to pieniądze rządziły. W dodatku na swoich, nieznanych mi zasadach. Często bolesnych. I przez... read more

Zajmowanie się pieniędzmi służy. Nie tylko pieniądzom:-)

Spotkałam się ostatnio z Agatą. Siedząc przy imbirowej herbacie, nagrywałyśmy podcast do jej audycji. Rozmawiałyśmy o mojej pierwszej książce (biznesowymi doświadczeniami, które zdobyłam przy okazji pisania, podzielę się tutaj już niedługo:-). A potem jakoś tak nam zeszło na kasę. - Szukasz najemcy do mieszkania? Nie wiedziałam, że masz na wynajem - zdziwiła się w pewnym momencie Agata. Dlaczego? - tutaj ja się lekko zdziwiłam. - Jakoś tam myślałam, że nie macie z Izą kasy, tak ciągle mówicie o tych blokadach i rozkminach. I chociaż płynnie zmieniłyśmy temat, słowa Agaty jakoś zapadły we mnie na dłużej. Może rzeczywiście za dużo u nas na blogu rozkminów, a za mało dzielimy się działaniem? Mocno motywujemy do myślenia o pieniądzach, ale może warto pocisnąć jeszcze codzienne zajmowanie się pieniędzmi? Bo zajmowanie się pieniędzmi służy. I to nie tylko im! Moim zdaniem służy - i to bardzo -nam, kobietom. Szukałam różnych strategii, jestem otwarta na wiele opcji, ale póki co, muszę to uczciwie przyznać, zajmowanie się pieniędzmi najbardziej służy mojemu poczuciu wpływu i sprawczości, a co za tym idzie - poczuciu wartości. Nie chodzi mi o poczucie wartości wynikające ze stanu posiadania. Nie uważam, że ten, kto ma więcej, jest więcej wart niż ten, kto ma mniej. Ilość nie jest dla mnie wyznacznikiem. Pytanie, które sobie stawiam, brzmi: ile potrzebuję, żeby spełnić moje potrzeby, te, które są naprawdę dla mnie ważne? I co robię w tym kierunku, z poszanowaniem siebie, swoich możliwości i sytuacji? Brzmi abstrakcyjnie?Mam przykład: od 15 lat jeżdżę tym samym samochodem. Większość moich znajomych zdążyła już auta zmienić co najmniej raz. Ale mój samochód jeździ bez zarzutu, serwisujący pan z zadumą... read more

Budżet na żonę

Przez dwa tygodnie miałam żonę. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, moje ranki stały się całkiem przyjemne. Bez problemu udawało mi się wygospodarować piętnaście minut na poranne rozciąganie. Ba, mogłam nawet odpowiedzieć na poranne pilne mejle. Zerknąć na konto. Wystawić bez pośpiechu faktury. Kiedy szykowałam się do wyjścia, spokojnie malując usta, słuchałam śmiechu mojej córeczki, bawiącej się w znajdź-mój-bucik-żeby-go-ubrać. W torbie z materiałami na warsztaty znajdowałam kanapki z żytniego chleba z avokado (dokładnie takie uwielbiam) i termos z imbirową herbatą z miodem, żeby rozgrzewać gardło. Wracałam do domu, w którym nawet pół naczynia nie wystawało ze zlewu, a na piecu czekał świeży, zdrowy obiad. W lodówce przestałam się natykać na resztki starego jedzenia, a na stole stały kwiaty. Telefon z przedszkola, że dziecko kaszle nie rujnował mi dnia. Kiedy potrzebowałam wysłać mejla po tak zwanych godzinach, nie musiałam ratować się bają w telewizorze, bo mała grała w bierki. A moje dziecko widząc mnie wracającą z pracy, po prostu się do mnie przytulało i opowiadało, jak minął dzień. Zero kaprysów. Zero marudzenia... No cóż, wcześniej moje życie wyglądało tak:  A teraz zaczęło wyglądać tak: (źródło: cudowny profil FB Kasia Niewiadomska). Te dwa tygodnie, pomimo to, że pracowałam bardzo dużo, naprawdę były przyjemne i minęły mi stosunkowo bez napięcia. Mogłam wziąć więcej zleceń i moje konto na koniec miesiąca także miało się dobrze. Jak to możliwe?! - zapytałam w końcu mojego osobistego męża - Jak to możliwe, że mężowie nie wracają co wieczór z kwiatami (albo przynajmniej słowami wdzięczności) dla swoich żon?! Jak to możliwe, że wykłócają się w sądach, że niewiele się tym żonom należy, bo przecież "siedziały w domu"?! - No... read more

5 rzeczy, które warto przestać robić, jeśli chcesz dogadywać się z kasą

Ha, pamiętam jakim uwalniającym odkryciem była dla mnie STOP DOING LIST, którą poznałam w Latającej Szkole Agaty Dutkowskiej. Za chwilę Zlot Latającej Szkoły i pewnie dlatego temat mi się uruchomił:-) Wtedy lista ta uratowała mnie przez zarobieniem się na śmierć, co nie jest wcale takie niemożliwe, kiedy stawiasz na nogi nowy biznes. Potem z powodzeniem stosowałam ją w stosunku do samej siebie, prowadząc z autonegocjacje na temat poczucia wartości czy uwalniania się od relacji, które mi nie służą. Dzisiaj pomyślałam, że jeśli chodzi o pieniądze, jest kilka rzeczy, których sobie robić nie warto. Bo Cię osłabiają i oddalają od dobrych relacji z kasą. Twoją kasą! 1. Przemilczać sprawy finansowe w związku. Zwłaszcza na początku, gdy ilość zamiast krwi w Twoich żyłach krążą prawie same endorfiny, kasa nie wydaje się tematem sexy. Jeśli to słodkie początki i nie wiesz, co z tego będzie, ok. Ale jeśli zaczynasz planować z tym facetem związek na dłużej, nie uciekaj od ustalenia zasad dotyczących Waszego życia finansowego. Kto za co płaci? Co kto wkłada do wspólnego życia (nie tylko pod postacią pieniędzy!) i jakie jest każdego z Was zdanie na ten temat? Co to są Twoje pieniądze, a co jego i co uznajecie za wspólne? Zaręczam Ci, że jest to znakomity test dla relacji. Czasem bolesny, to fakt. Ale zbyt wiele słyszałam historii kobiet, które po kilku wspólnych latach dowiadywały się, że ich wkład jest nic nie warty, więc nic im się nie należy (a przy okazji dzieciom też), albo zostawały z ręką w przysłowiowym nocniku, bo jakimś trafem i mieszkanie formalnie było na partnera. I samochód. I telefon. A że ona sfinansowała remont?... read more

2 niezbędne działania przedsiębiorcy.

Znajoma ostatnio obruszyła się wielce, gdy powiedziałam znajomej, która właśnie założyła działalność gospodarczą, że właśnie została przedsiębiorcą. „No co ty! Ja!? Przedsiębiorcą? Przecież ja dopiero co zaczynam, jeszcze nie zarobiłam nawet złotówki” Obruszenie znajomej było wszakże uzasadnione, bo aby być przedsiębiorcą trzeba czegoś więcej. I nie chodzi o zarabianie pieniędzy. Ani bycie rozpoznawalną marką czy posiadanie jej. To przychodzi później. Nie chodzi dowiedzenie czy sprawdzenie, że się umie, potrafi, zasługuje być przedsiębiorcą. Że trzeba zdać jakiś egzamin, żeby dostać zewnętrzny papier. A przynajmniej to nie jest istota kwestii. Pomyślisz sobie: „Ale przecież to świadectwa i zewnętrzne glejty świadczą o tym, kim jesteś.  Przecież takie jest życie: musisz się uczyć, zaliczać kolejne stopnie, żeby zaliczyć kolejny poziom – dostać wykształcenie podstawowe, średnie, potem wyższe i dalej." Prawda? Prawda. Ale też nieprawda. Jako fanatyczna wyznawczyni teorii względności z całego serca i z pełnym przekonaniem mówię, że czasem prawda, czasem nieprawda. Zewnętrzne papiery i glejty poświadczają kim jesteś: jakie masz wykształcenie, kompetencje, rolę czy stanowisko. Ale nie one są istotą tego, kim jesteś. Mając maturę masz średnie wykształcenia, broniąc pracę magisterską - wyższe, a działalność gospodarczej - przedsiębiorcą. W zasadzie. Ale by się stać magistrem, przedsiębiorcą czy kimkolwiek innym - dorosłym, biegaczem czy bogaczem musisz wcześniej podjąć decyzję. Bo to Twoja decyzja nadaje Ci kierunek. Prowadzi Cię do celu. Decydując się na studia, zakładanie firmy wstępujesz na drogę, która doprowadzi Cię do nabycia wyższego wykształcenia czy przedsiębiorstwa. Nie odpis aktu ślubu stanowi o tym, że stajesz się żoną. Stajesz się nią dzięki publicznej deklaracji, że bierzesz daną osobę za męża i ślubujesz podjąć określone kroki (na przykład czynienie wszystkiego, by Twoje małżeństwo był zgodne, szczęśliwe i... read more

Ile kosztuje cisza w biznesie?

Ten piątek miał wyglądać zupełnie inaczej. Wszystko zaplanowane i pod kontrolą. Zgodne z wizją i celem. Tym bliższym i tym dalszym. Mierzalnym. Określonym czasowo... Właśnie prowadziłam kolejną telefoniczną konsultację, gdy do pokoju wpadła moja starsza córka. - Mamo, tata krzyczy, żebyś zadzwoniła po pogotowie. Coś złego dzieje się z Alą! - zawołała. Dzisiaj mogę o tym pisać spokojnie. Już wiemy, że to był tylko wredny wirus, z powodu którego gorączka poszybowała w niebo i dziecko dostało drgawek. Wiemy, że to może się zdarzać na tym etapie rozwoju i wiemy, co robić, gdyby znów, błagam nie, się powtórzyło. Ale kiedy w karetce trzymałam małą, gorącą rączkę i kiedy sekundy oczekiwania na pierwsze wyniki badań wlokły się jak żółwie słoniowe na wyspach Galapagos, w środku czułam tylko duszący strach. Potem rzeczywistość złagodniała. Już wiedzieliśmy, że będzie dobrze. I trzeba było tylko czekać. Warszawa szykowała się do sylwestrowej zabawy. Ludzie odliczali minuty do końca starego roku, gotowi, by powitać nowy. W powietrzu zrobiło się gęsto od marzeń i planów. Nie zrobiłam żadnego. Bujałam się gdzieś pomiędzy czasem i przestrzenią, w miejscu, w którym plan układa życie, a ja mam wybór - mogę za nim podążyć, albo mogę się wściekać i ratować resztki oczekiwań, które być może da się jeszcze uratować (co zwykle w sytuacjach kryzysowych robiłam z automatu). Nie tym razem, pomyślałam. Wyciągnęłam komputer tylko raz - żeby napisać mejle do osób, z którymi byłam umówiona. Poprosiłam Izę o wsparcie i przejęcie najpilniejszych spraw. Odpuściłam mój fanpage na Facebooku. Przestałam śledzić statystyki wejść i kliknięć. Nie serfowałam po necie w poszukiwaniu ciekawych i wnoszących treści. Nie ratowałam oglądalności motywującymi cytatami. Co najwyżej od czasu do czasu, czuwając nad śpiącą Alą, zostawiłam u kogoś prywatny komentarz, gdy coś mnie wciągnęło - i... read more

10 skuch w temacie kasy (które powodują, że mamy mniej pieniędzy niż byśmy mogły mieć)

Rok 2016 powoli odchodzi. Czy będę za nim tęsknić? Z jednej strony przyniósł wiele trudnych i ważnych dla nas wszystkich doświadczeń, które zmieniają świat w miejsce, którego uczę się na nowo i które nie pozwala mi chować głowy w piasek, bo to nie moja sprawa. Przeraża mnie tragedia w Aleppo, bolą zachowania plemienne, dzielące ludzi na naszych i obcych, którym trzeba wlać, smuci reforma oświaty, żal mi Trójki, smutno mi się robi od tego wyliczania. Z drugiej - mam nadzieję, że uda nam się usiąść przy wigilijnym stole w składzie takim, jak w zeszłym roku - bezcenny prezent od losu. Spełniłam marzenie, które miało ponad 25 lat - wydałam książkę, poradnik dla tych, którzy mają w życiu kogoś, z kim bardzo chcą się dogadać, a czasem im nie wychodzi. W dodatku dałam sobie rok na sprzedaż pierwszego nakładu, a nie minęły trzy miesiące i w magazynie zostało 35 sztuk. Jeszcze w grudniu robię dodruk:-) Po raz pierwszy jako lokalny organizator przygotowywałam (myślę, że mogę się pochwalić, że z sukcesem) warszawską edycję rozwojowego festiwalu dla kobiet PROGRESSteron i zorganizowałam przy tej okazji pierwszą konferencję o pieniądzach KOBIETY DO KASY. Moja pasja, wspólna z misją Izy - pomagać kobietom dogadywać się z pieniędzmi i mieć ich do dyspozycji więcej, przerodziła się w tym roku w dwie edycje odświeżonego kursu SPA dla pieniędzy, warsztaty i spotkania na żywo, godziny spędzone na wspieraniu klientek oraz fajne dotarcie do mediów, dzięki którym mogłyśmy rozmawiać o kobietach i pieniądzach między innymi w Wysokich Obcasach. Przyglądając się mijającemu rokowi na Twoich oczach, zastanawiałam się, co mogłoby stać się podsumowaniem, które będzie lekcją nie tylko dla mnie,... read more

Męskie i kobiece podejście do sprawy. Komu łatwiej?

Kobiety i mężczyźni mają różne podejście do biznesu, pieniędzy i sprzedaży. To rzecz wiadoma. Prawdopodobnie też stereotypowa i uproszczona. Bo w końcu różne są kobiety i różni mężczyźni. Czasami spotykam się z przekonaniem, że mężczyznom jest łatwiej zarabiać pieniądze, bo są nastawieni na cele i rezultaty w odróżnieniu od kobiet, które koncentrują się (za) bardzo na relacjach. Samej zresztą zdarza mi się to przekonanie u siebie uchwycić. Słuszności stereotypu o różnicach w męskim i kobiecym podejściu do biznesu doświadczyłam całkiem niedawno w dalekim kraju. Dalekim geograficznie, mentalnie i kulturowo, a mimo wszystko podobnym. Hotel nr 1 w małej miejscowości składającej się z 5 domów, 2 hoteli i 4 restauracji. Jest wolny pokój, ale bez pościeli (to tamtejszy standard, hotel jest z kategorii 'love hotel', ale właścicielom nie przeszkadza, że chcemy spędzić tam całą noc). Obsługa mówi tylko po swojemu, więc na migi pokazujemy, że chcemy drugie prześcieradło. Takie, które się zmienia po każdym gościu. Właścicielka nie rozumie, więc mówi do nas. W końcu udaje nam się pokazać narysować i odegrać o co chodzi. Zadziwiona właścicielka prowadzi na do szafy z bielizną hotelową, i sugeruje na migi, byśmy wzięli, co uważamy. Ale ponieważ są tam tylko wielorazowe kołdry, poddajemy się i decydujemy zostać i zaimprowizować spanie, które nas nie zobrzydzi. Miejscowość nr 2: na oko mniejsza od poprzedniej. Podjeżdzamy do hotelu, który reklamował się na ścieżce jako hotel rowerowy i wygląda na jedyny w okolicy. Wychodzi do nas właściciel, na migi pokazuje, żebyśmy poszli za nim, zdjęli sakwy z rowerów i wprowadzili je do specjalnego boksu. Po czym prowadzi do hotelu, wręcza klucz i skutecznie ignoruje nasze próby przekazania kwestii „dodatkowe prześcieradło”. Mimo... read more

3 powody, dla których zarabiasz mniej

Nie jest tajemnicą, że kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni. Nie tylko w Polsce. Nie jest również tajemnicą, że coraz częściej nabieramy odwagi, by się tej sytuacji sprzeciwić i dążyć do zmiany. Przypomnę tylko 'aferę', jaką zrobiła Jennifer Lawrence gdy okazało się, że stawka jej i Amy Adams za udział w filmie American Hustle to 7% dochodów, podczas gdy ich partnerów - Christiana Bale'a i Bradleya Coopera - po 9%. Za ten sam film i tę samą pracę. Może pomyślisz sobie: no dobra, Jennifer Lawrence może sobie na to pozwolić, bo zarabia tyle, że nawet jakby ją wyrzucili, nic by jej się nie stało. W końcu kilkadziesiąt milionów w tę czy w tamtą nie zrobi jej różnicy. (JL uznawana jest za najlepiej opłacaną aktorkę w USA, jej dzienne zarobki to 126 tys. USD).  I może tak być, że laska. Zarabia bardzo dużo, więc może sobie sobie brykać. Ale.... Czy to nie jest przypadkiem przekonanie? Czy naprawdę kilkadziesiąt milionów w jedną czy drugą nie robi różnicy? (Mi robi, więc w razie czego, chętnie przyjmę wszelkie pieniądze, których ktoś nie chce.) Wszak możliwa jest też opcja, że JL jest najlepiej opłacaną aktorką w USA właśnie dlatego, że nie boi się robić  afery o to, że jest traktowana nierówno. Niezależnie od tego jak bardzo świat Hollywood oderwany jest od rzeczywistości, pewne schematy i mechanizmy pozostają niezmienne. W przypadku większych pieniędzy one się po prostu wyolbrzymiają. Fakt, że kobiety pracują realnie mniej niż mężczyźni jest tylko niewielką składową tego problemu. Bo z jednej strony mamy wcześniejszy wiek emerytalny, urlopy macierzyńskie i wychowawcze, które tłumaczyłyby wolniejszą ścieżkę kariery. Ale dlaczego często już na starcie zarabiamy mniej? Dlaczego za tę samą pracę... read more

Więcej inspiracji o zdrowych relacjach z pieniędzmi znajdziesz w newsletterze

Kliknij, by sięgnąć po Bilet do Szczęścia:-)

Więcej dobrych wpisów - bezpłatnie?

Kliknij, by zamówić Bilet do Szczęścia.