Za co pracujesz, gdy nie zarabiasz?

Za co pracujesz, gdy nie zarabiasz?

Chociaż może Ci się to wydać zaskakujące, nie zawsze pracujemy tylko za pieniądze. Pamiętam czasy, kiedy zasuwałam jak mały parowóz, a na koncie odzwierciedlenia wcale nie było widać. I w dodatku byłam z siebie całkiem zadowolona. Jak to możliwe? Cóż, w końcu zrozumiałam, że pieniądze nie są jedyną walutą, za którą jesteśmy chętni pracować…

 

Jak to nie?! Ha, nawet mądrość ludowa wie coś o pracowaniu za dobre słowo i uśmiech. Kiedy przyjrzałam się tematowi głębiej odkryłam dwa źródła walut, za które pracujemy nawet wtedy, gdy nie otrzymujemy pieniędzy.

 

Pierwszym z nich jest brak. Jakiś deficyt, sięgający zwykle dawnych czasów. W moim przypadku tym brakiem była kwestia braku poczucia akceptacji. Jak się okazało – głównie samoakceptacji.

Kiedy wykonując moją pracę, dostawałam masę pochwał i zadowolenia ze strony moich zleceniodawców, „smakowało” mi to równie mocno jak pieniądze. A może nawet bardziej? Z ochotą brałam na siebie dodatkowe zadania, nie zastanawiając się nad tym, że wykraczają poza zakres ustaleń, na które się umówiliśmy i są po prostu dodatkową pracą. Akceptacja i dowartościowywanie mnie przez zleceniodawców okazywało się ważniejsze niż dostawanie wypłaty. Wymagałam od siebie coraz więcej i więcej, robiłam też coraz więcej, ale nie negocjowałam dodatkowych pieniędzy. Uścisk dłoni prezesa i słowa, że jestem niezastąpiona wystarczał w zupełności.

 

Innym przykładem takiego źródła jest lęk. Lęk, często wynikający z braków i poczucia bezradności w dzieciństwie, kiedy to nauczyliśmy się, że nie można komuś istotnemu odmówić, bo się obrazi i sobie pójdzie. Znam historię niejednej harującej jak wół kobiety, która padając na twarz odbierała w nocy telefon klienta, bo do głowy jej nie przyszło, że może odmówić. Albo wystawić fakturę z podwójną stawką.

 

Drugie źródło waluty, za którą pracujemy bez pieniędzy to realizacja wartości, które są dla nas bardzo ważne. Moje wartości, które stawiam w życiu na bardzo wysokim miejscu to wzbogacanie życia innych, odwaga, opowiadanie się po stronie dobra i rozwój. To wartości, którym trudno jest mi się oprzeć i w związku z tym bardzo chętnie angażuję się charytatywnie we wszelkie projekty, które dają mi możliwość ich realizowania. Problem w tym, że to prosta droga ku wypaleniu i konieczności wycofania się z biznesu, ponieważ gdy biznes nie zarabia, przestaje być sposobem na zarabianie na życie. I wylewa się dziecko z kąpielą…

 

Uświadomienie sobie, że wartości są ważną walutą w pracy pomogło mi znaleźć na siebie sposób. Są nim negocjacje z samą sobą. Teraz, gdy pojawia się projekt, w który mam od razu ochotę wejść, nawet, jeśli nie przyniesie mi żadnych pieniędzy, zapraszam siebie do stołu negocjacyjnego. Część mnie, bardziej racjonalna, przygotowuje argumenty – sprawdza stan konta, ustala kwoty, który są mi potrzebne i czas, którym dysponuję bez szkody dla rodziny. Druga część, ta bardziej emocjonalna przypomina mi o wartościach, jakie stoją za moją chęcią. I zaczynają się dyskusje – jak to pogodzić? Jak pogodzić wartość z potrzebą równowagi i bezpieczeństwa? Zwykle, kiedy oba głosy są usłyszane, pojawiają się rozwiązania. Na przykład decyduję się dzielić wiedzą za darmo podczas krótkich live’ów i sprzedawać coaching grupowy, aby był bardziej dostępny cenowo. Wilk syty i owca cała, a ja cieszę się z łączenia ważnej dla mnie waluty z pieniędzmi.

 

A jak to jest u Ciebie? Jaka waluta Tobą rządzi, gdy pracujesz bez pieniędzy?

Mnie nie oszukasz!

Mnie nie oszukasz!

Czy zdarza Ci się siedzieć cicho na spotkaniach  i nie zgłaszać swoich pomysłów, bo uważasz je za banalne? Mając z tyłu głowy, że gdyby Twoje rozwiązanie było dobre, ktoś inny by na to już dawno wpadł? Zaniżać swoją stawkę? Niechętnie rozmawiać o Twoich zaletach, bo uważasz, że zbyt wielu ich nie masz? Z jednej strony odkładać rzeczy na później, a z drugiej przepracować się, bo chcesz zrobić więcej?

Jeśli odnajdujesz w tych przykładach siebie, być może nieobcy jest Ci jest syndrom oszusta?

Syndrom oszusta znany jest psychologom od lat siedemdziesiątych. Towarzyszy mu poczucie, że zdobyło się swoją pozycję (najczęściej zawodową) ze względu na łut szczęścia albo przypadek, a nie w wyniku własnej pracy, posiadanych umiejętności czy talentów. Pomimo zewnętrznych dowodów potwierdzających kompetencje, osoba cierpiąca na syndrom oszusta sądzi, że jest przeceniana i że w końcu smutna prawda na jej temat wyjdzie na wierzch. Jest na tyle „oswojona” ze swoją wiedzą, umiejętnościami i talentami, że traktuje je jako normę, bazę, nic specjalnego.

 

Zaskakujące jest to, że aż 70 % ludzi boryka się z tym syndromem . Czy uwierzysz, że wśród nich byli również: Albert Einstein, Kate Winslet i Meryl Streep?  Cierpią z jego powodu i kobiety, i mężczyźni. Główna różnica polega na tym, że zwykle mężczyźni rzadziej o nim mówią głośno i mniej chętnie się do niego przyznają.

 

Prawdopodobieństwo borykania się z tym syndromem jest większe, gdy zajmuje się wysoką pozycję zawodową – dzieje się tak dlatego, ponieważ szefowie czy menedżerowie przebywają częściej niż podlegli im pracownicy w strefie ryzyka i mierzą się z w związku z tym z częstszym dyskomfortem i niepewnością.

 

Jak sobie radzić z syndromem oszusta?

 

  1. Kreuj swą moc językiem

 

Istnieją pewne nawyki językowe, które ułatwiają nam wpadniecie w sidła tego syndromu. Warto zwrócić uwagę, jak reagujesz na komplementy i słowa uznania. Jeśli mówisz: „też się zdziwiłam”, „nie wiem, jak do tego doszło”, „poszczęściło mi się”, mentalnie zmniejszasz swoje poczucie wpływu na sukces.

 

A co by było, gdybyś poeksperymentowała z następującymi formami:

 

  • Zamiast „udało mi się” → zrobiłam to
  • Zamiast „nie wiem, jak do tego doszło” → ucieszyłam się, ucieszyło mnie to
  • Zamiast „miałam szczęście” → jestem szczęśliwa, bo osiągnęłam X czy Y

 

  1. Sprawdź, co wnosisz

 

Bardzo pomocne w odczarowywaniu syndromu oszusta jest weryfikowanie naszego wkładu do świata z rzeczywistością.

 

Jak to zrobić?  Na przykład zbierając informacje zwrotne od naszego otoczenia.

Przy pytaniu o informację zwrotną, warto zwrócić uwagę na formę pytań. Aby nie pytać o czyjąś ocenę, ale o konkret, o to, co wnosimy do życia innych ludzi.

(„Co zyskałaś dzięki naszej współpracy?” Co było dla Ciebie szczególnie cenne w naszej współpracy?, „Co, z Twojej perspektywy, wniosłam w ten projekt?”)

 

Często boimy się zapytać o informację zwrotną np. naszego klienta, Czasem jest nam głupio „wymuszać” na nim komplement, kiedy indziej obawiamy się, że nie będzie miał nam co powiedzieć. Tymczasem zwykle jest inaczej – skoro ktoś korzysta z naszych usług, ma z tego jakąś ważną dla siebie korzyść. Dowiedzenie się o niej naprawdę pomaga nam jeszcze bardziej rozszerzyć skrzydła.

 

  1. Odpuść sobie porównywanie się z inymi.

 

Porównywanie się to nie pierwszy stopień, a szybka autostrada do piekła. W dobie mediów społecznościowych jeszcze szybsza. Jeśli dzięki niemu podnosi się Twoja motywacja, to pół biedy. Ale ile tracisz energii i radości? Co by było, gdybyś po prostu odpuściła sobie porównywanie się z kimś innym i mierzyła swoje postępu swoją własną miarą? Taką przykładaną do siebie i własnej drogi? Gdybyś spojrzała na siebie sprzed 10 lat, ile się nauczyłaś? Co więcej wiesz o życiu? Ile doświadczeń zgromadziłaś? Imponująco dużo, prawda?

 

 

  1. Ucz swój mózg skupiania się na pozytywach, a nie negatywach.

 

Wykorzystaj stan flow, który pojawia się, gdy pracujesz albo właśnie cieszysz się ze swojego sukcesu. Skup się na nim, nasiąknij nim, posmakuj go i spróbuj wrócić do tego wspomnienia, gdy Twój wewnętrzny krytyk znów będzie próbował ściągnąć Cię w dół.

 

  1. Doceniaj!

 

Widziałaś ostatnio reklamę jednego z banków – doceniaj, nie oceniaj? Uwielbiam ją. Za przekaz, który warto sobie wielki literami napisać na lustrze, aby co rano sobie o nim przypominać. Naucz się doceniać to, co robisz, to, co dajesz, to, czym się dzielisz. Pomyśl, że świat byłby jednak uboższy, gdyby tego od Ciebie nie dostał. Poświęciłaś czemuś swój czas, energię, uwagę, czasem kreatywność, a czasem wytrwałość. Doceń to.

 

 

 

Z całego serca wierzymy, że każda z nas jest unikatowa.  Mieszanka wiedzy, talentu i doświadczeń u każdej z nas też jest inna – i dlatego też jedyna w swoim rodzaju. Każda wnosi coś ważnego do świata i naszym marzeniem jest, aby jak najwięcej z nas to coś doceniało. Bo to pierwszy krok do wyceniania!!!

 

 

 

7 filarów lekkości w zarabianiu

7 filarów lekkości w zarabianiu

Przez kilka lat prowadziłam razem z moją przyjaciółką i wspólniczką agencję PR. Pewnego wieczoru złapałyśmy się na rozmowie telefonicznej, która wyglądała jakoś tak:

– Wiesz, ja to w ogóle nie spałam dziś w nocy.

– A ja nie zdążyłam na czas odebrać dziecka z przedszkola…

 

I zaczęłyśmy przekonywać siebie nawzajem, która z nas miała więcej do zrobienia i bardziej się poświęciła. W końcu zaczęłyśmy się śmiać, bo wyszło na to, że zaczęłyśmy się licytować, która z nas umęczyła się bardziej.

 

Temat wrócił do mnie ponownie, gdy razem z Izą pracowałyśmy nad pierwszą edycją kursu Jestem Bogata. Odkryłyśmy wtedy, że o lekkość w zarabianiu wcale nie jest tak łatwo, a „lekkie pieniądze” są dla części z nas trochę podejrzane. Jakby niemoralne, nie do końca wartościowe…

 

Dopiero te pieniądze, które są ciężko zarobione, na które się naharowałyśmy, mają swoją wartość. Gdy za lekko przyszły, równie lekko je wydajemy. W dodatku „lekko zarobione” wykluczają nas z grona osób, które ciężko pracują na swoje utrzymanie, a więc często czujemy się obco w gronie ważnych dla nas osób, naszych rodziców i bliskich.

 

Owszem, fajnie jest mieć poczucie, że uczciwie zapracowało się na swoje pieniądze. Ale czy uczciwie to znaczy ciężko? Przecież w biznesie nie o to chodzi, żeby się umęczyć, tylko żeby wypracować zysk!

 

Dlatego postanowiłyśmy z Izą sprawdzić, czy istnieje algorytm lekkości w zarabianiu.

 

Dzisiaj nie mamy wątpliwości, że taki algorytm istnieje i że sprawdził się zarówno u nas, jak i u wielu naszych klientek.

 

Odkryłyśmy 7 filarów lekkości w zarabianiu pieniędzy i chcemy się z Tobą nimi podzielić:

 

Pierwszy filar lekkości w zarabianiu to POCZUCIE KOMPETENCJI, czyli uświadomienie sobie, w czym naprawdę jesteś dobra i budowanie swoich działań na tych właśnie podstawach. Według nas ważne jest wychodzenie do tego, co już masz i przychodzi Ci z lekkością oraz spokojne poszerzanie obszaru o nowe umiejętności, które dokładasz, praktykujesz i stajesz się w nich coraz lepsza.

 

Drugim filarem, naprawdę ważnym, który potrzebujemy, aby zarabiać z lekkością, są GRANICE. Te, które stawiamy innym i te, które potrzebujemy postawić sobie.

 

Mam ostatnio bardzo dużo pracy i naprawdę nie wiem, w co ręce włożyć. A jednak mimo nawału spraw, poszłam obciąć włosy.

 

Mój mąż, kiedy zobaczył moją nową fryzurę stwierdził, że nie jest u mnie tak źle, skoro znalazłam czas na fryzjera. – Wprost przeciwnie – odparłam. Poszłam właśnie dlatego, że mam tak dużo pracy. Sama sobie postawiłam granicę. Stanęłam za sobą i zadbałam o to, żeby złapać oddech, zmienić myślenie, odpuścić na chwilę. Chociaż kiedyś raczej gratulowałabym sobie, że jestem tak obowiązkowa, że chodzę z odrostami, bo przecież nie mogę teraz wyjść.

 

Kiedy będziesz umiała sobie postawić granice, będziesz je też łatwiej  stawiać na zewnątrz. I to też jest bardzo ważne. Te granice, które stawiamy na zewnątrz, związane są z tym, jak rozmawiamy o pieniądzach, jak negocjujemy, jak umiemy odmówić pracy za darmo czy po znajomości, kiedy nie jesteśmy na nią gotowe.

 

Trzeci filar lekkości w zarabianiu to świadomość, skąd mam dochód, SKĄD PRZYCHODZĄ DO MNIE PIENIĄDZE. Tak łatwo jest w biznesie spędzić większość czasu, na czynnościach, z których nie zobaczymy ani złotówki… Od czasu, gdy wprowadziłyśmy w życie złotą zasadę Pareto i 80 procent czasu spędzamy na tym, co przynosi dochód, poziom lekkości znacząco u nas wzrósł.

Filar czwarty to PLANOWANIE. Kiedy dokładnie planuję, co się będzie działo, zostawiam sobie rezerwy na nieprzewidziane wypadki losowe. Nie tonę także w dopracowywaniu szczegółów do bólu, bo widzę, że czas zająć się kolejną rzeczą. Lepiej panuję nad moim czasem i co za tym idzie – widzę naprawdę, ile go mam zajętego i kiedy potrzebuję zaplanować w kalendarzu odpoczynek. To naprawdę dodaje lekkości, choć niełatwe bywa na początku zmaganie się z wewnętrznymi wyrzutami, że pozwoliłam sobie wybrać siebie, nie pracę.

DBAŁOŚĆ O ODPOCZYNEK I ŚWIĘTOWANIE to piąty filar, który mocno wiąże się z poprzednim. Za ignorowanie potrzeby odpoczynku i resetu, nie dawanie sobie chwili na poświętowanie osiągnięć i pędzenie dalej i dalej bez wytchnienia, zapłaciłam kiedyś wysoką cenę, ale jest to temat na osobny post. Dziś po prostu wiem, że choćby nie wiem ile było pracy, potrzebujemy odpocząć, jak ziemia po wydaniu plonu.

Filar szósty to SIĘGANIE PO WSPARCIE. To jest coś, czego trzeba się nauczyć. I znowu – niby oczywiste, a jednak w praktyce tak bardzo nie lubimy przyznawać się, że do realizacji naszych planów potrzebujemy kogoś innego. Gdzieś z tyłu głowy kołaczą się myśli, że nie dajemy sami rady, że nawaliliśmy. Tymczasem posiadanie wsparcia daje poczucie zaufania i kontaktu, co naprawdę przekłada się na poczucie lekkości.

 

Ostatni filar to OTRZYMYWANIE PIENIĘDZY ZA TO, CO ROBIMY. Cudownie jest prowadzić charytatywne projekty, ale jeśli będziemy tak działać dłużej, droga do wypalenia jest prosta i dosyć szybka. Kłopoty finansowe nas dopadną, a warto pamiętać, że są jednym z większych pożeraczy spokoju w naszym życiu. Dlatego wycenianie naszej pracy oraz umówienie się z sobą, ile czasu możemy pracować za darmo, a ile na pewno nie, bardzo pomaga w dbaniu o lekkość w finansach.

Jeśli masz przemyślenia i uwagi po przeczytaniu tego tekstu, serdecznie zapraszam do podzielenia się nimi.

Jeśli temat lekkości w zarabianiu jest dla Ciebie ważny, mamy dla Ciebie zaproszenie na BEZPŁATNE WYZWANIE

5 sposobów na więcej radości w związku z pieniędzmi

5 sposobów na więcej radości w związku z pieniędzmi

Niezależnie od tego, na jakim etapie relacji z pieniędzmi jesteś, zawsze możesz do niej dodać trochę więcej radości i satysfakcji. Te emocje wszak są milej widziane niż niechęć czy opór, które często się z kwestiami finansowymi wiążą. Poniżej znajdziesz kilka pomysłów na działania, które tę radość i satysfakcję wprowadzają. Czytaj, sięgaj i wprowadzaj w życie!

1. Zadbaj o portfel.

Pomyśl teraz szybko – jak Twój portfel wygląda? Jest nowy czy zużyty? Zadbany czy raczej zaśmiecony? Sięgasz do niego z przyjemnością, czy raczej z niechęcią? A może poczuciem winy? Jak się Twoje odpowiedzi mają do tego, jak wyglądają Twoje relacje z pieniędzmi? Jest coś podobnego? Jakieś różnice?

Jak to zrobić?

    • przejrzyj, czy wciąż jest cały, świeży i ładny. Czy wyjmując go czujesz się bogata i w mocy, czy raczej schowałabyś go tak, by nikt nie widział, w jakim jest stanie? Może czas na nowy?
    • wyrzuć z niego stare rachunki, potwierdzenia z karty, drobne w innych walutach, pozostałe z wakacji, śrubki i guziki i wszystko, co nie jest pieniądzem czy kartą.  Niech wszystko, co w portfelu mieszka będzie związane z wartością i pieniędzmi. Może i będzie cieńszy, ale będziesz w nim mieć tylko to, co jest ważne i warte uwagi w związku z pieniędzmi – żadnych ‚trzecich’ czy ‚innych’.
    • wyprostuj i ułóż banknoty według nominałów, tą samą stroną.
    • jeśli lubisz magiczne triki i sposoby, wyposaż go w coś, co sprzyja przyciąganiu pieniędzy lub powodzeniu w kwestiach finansowych: koniczynka czterolistna, symbol obfitości, przynoszący szczęście banknot czy monetę czy cokolwiek Ci w duszy gra.

Mój trik na to, by zadbać o komfort i poczucie bezpieczeństwa:

Zawsze mam w tajnej, najmniej oczywistej kieszonce tajny magnes na pieniądze – banknot 100- lub 200-złotowy, który traktuję jako stałego mieszkańca portfela. Sięgam po niego w najostatniejszej ostateczności i, jeśli owa ostateczność nastąpiła,  jak najszybciej, w pierwszej kolejności uzupełniam. Wzmacnia to we mnie przekonanie, że pieniędzy jest dostatek i nigdy ich nie brakuje i że taki tajemny banknot przyciąga kolejne, choćby dla towarzystwa :-0. Poza magicznym podejściem, które lubię (choć nie jest mi niezbędne), banknot ten bardzo zwiększa uważność podczas zakupów, bo zwykle zanim go użyję, zawaham się na chwilę, żeby sprawdzić czy okoliczność jest naprawdę wartą puszczenia go w świat, czy też dostępne są inne rozwiązania.

2. Zaplanuj jakościowy czas sam na sam z pieniędzmi => Twoją randkę z pieniędzmi.

To szczególnie ważne, jeśli zajmować się pieniędzmi nie lubisz, nie czujesz się w tych kwestiach kompetentna i działasz w związku z tym reaktywnie, wtedy, kiedy TRZEBA zapłacić rachunki, kiedy MUSISZ przedstawić ofertę, czy skalkulować cenę.

Zaplanowanie czasu w kalendarz pomoże Ci nałożyć pewne ramy na tę relację, działać w sposób bardziej ustrukturyzowany i pozwoli Ci tworzyć sprzyjające okoliczności, a nie tylko reagować na nie. I pomoże Ci zapobiegać niechcianym sytuacjom (jak przeoczone faktury, wygaśnięte zlecenia stałe czy brak przygotowania lub wiedzy na określone okoliczności).

Ważne, byś potraktowała ten czas jako rzecz świętą. Czas, wokół którego owijasz swój dzień i planujesz inne wydarzenia. Jak wizytę u lekarza. Albo spotkanie biznesowe. Wiadomo, życie lubi nas zaskakiwać, czasem plany się zmieniają, ale ważnych rzeczy nie odwołujemy, tylko je przekładamy. Tak samo niech będzie z Twoją randką z pieniędzmi. Nie odwołuj, jeśli nie możesz być – przełóż. Po efektach przekonasz się, że to słuszna droga.

Mój trik – zawsze, gdy wprowadzam nowe działanie czy nawyk, podpinam je pod coś, co robię już automatycznie i nawykowo – i robię to przed lub po tej czynności. Poranne ćwiczenia powiązałam z prysznicem (ćwiczę przed prysznicem ;-)), planowanie płatności i poszerzanie wiedzy o finansach – z zasiadaniem do komputera – jako pierwsza rzecz do zrobienia.

To kiedy będzie najlepszy czas na randkę z pieniędzmi dla Ciebie i z jakim nawykowym działaniem możesz ją powiązać? Zaplanuj to teraz!

3. Doceniaj to, co już masz

W trakcie procesu socjalizacji często jesteśmy konfrontowani z tym, co jeszcze jest do zrobienia, co nam nie wychodzi , co POWINNIŚMY poprawić, udoskonalić, na co zwrócić uwagę. Ma to swoje dobre strony, ale też wiąże się z ryzykiem, że zapominamy o tym, co już osiągnęłyśmy, co nam wychodzi bardzo dobrze, albo perfekcyjnie, co opanowałyśmy i co nam właśnie weszło w nawyk. nawyk zauważania i doceniania pozytywów i zasobów bardzo łatwo wprowadza nas w tryb obfitości. W ten tryb, w którym czujemy się sprawcze, mocne, wystarczające. Ten nawyk wyostrza nam wzrok na zasoby i pomaga z nich czerpać.

Więcej o roli doceniania przeczytasz tutaj.

Przykłady sposobów na docenianie: na mnie działają krótkie zdania, kiedy zaobserwuję coś, co jest fajne: wyciągam uporządkowany portfel i rejestruję ‚O, ale mam zadbany portfel”, szybko uporałam się z przelewami, neocjacjami czy innymi kwestiami finansowymi – ‚Sprawnie mi to poszło, dobra robota, kobieto’. (Jeśli nie poszło za dobrze, wyłuskuję to, co się udało mimo wszystko „Dobrze, że zadałam o X i Y” – to, co nie wyszło i tak zostanie przeze mnie zauważone, więc z potrzeby równowagi przyglądam siępozytywom.

A teraz szybkie pytanie do Ciebie: Jakie swoje umiejętności, nawyki i działania związane z pieniędzmi sobie cenisz najbardziej?

4. Pozbądź się tego, czego nie potrzebujesz

Moje pierwsze skojarzenie z trybem obfitości było kiedyś takie, że ma się wtedy dużo wszystkiego. Również rzeczy niepotrzebnych, śmieci i tego, co niewygodne i komfortowe. Oczywiście nie jest to przekonanie zawsze prawdziwe, ale mając je na uwadze staram się regularnie czyścić przestrzeń, również tę w relacji z pieniędzmi z  rzeczy, które mam, a których już nie potrzebuję – subskrypcji, z których nie korzystam, faktur i rachunków sprzed lat, zobowiązań i płatności itp. Regularność pozwala na małe kroki. Nie robię rewolucji, ale cały czas mam poczucie, że ROBIĘ MIEJSCE NA NOWE. Ważne i wartościowe. Aktualne. takie, jakie chcę, jak mi pasuje.

Nie muszę pewnie mówić, że jest to źródłem radości i innych dobrych emocji, bo lubię zmiany.

Propozycja na Twoją randkę z pieniędzmi: przejrzyj swoje niedawne wydatki i sprawdź, które z nich powodują w Tobie ścisk, napięcie czy złość. Których z nich możesz nie powtarzać, z których możesz zrezygnować? Zapisz je sobie, by się zawahać, gdyby miały się pojawić – będziesz mieć więcej wpływu. I sprawczości! A z nich prosta droga do radości…

5. Zobacz, ile dobrego możesz zrobić dla świata i siebie, gdy będziesz mieć pieniądze.

Częstą blokadą do tego, by pieniądze mieć i się nimi zajmować jest przekonanie, że ludzie, którzy pieniądze mają są źli i chciwi. I, że pieniądze psują i niszczą. I pewnie w tych przekonaniach (jak w każdym) jest trochę prawdy, ale nie są one wyłącznie prawdziwe. Bo warunkiem posiadania pieniędzy nie jest bycie chciwym czy złym. Jest raczej  tak, że ci ‚chciwi’ czy ‚źli’ nie wahają się po pieniądze sięgać i z nich korzystać.

Inaczej niż Ci ‚dobrzy’, ‚ideowi’.

Ale czy tak być musi? Może czas na zmianę?

Pytanie do Ciebie: jak zmieniłby się świat, gdybyś Ty, ze swoimi talentami, wartościami i ideami była w czołówce najbogatszych ludzi swoim mieście? W Polsce? Na świecie? Co by wtedy było możłiwe dla Ciebie? Dla Twojego otoczenia? Dla świata?

Jeśli chcesz więcej inspiracji na dobre relacje z pieniędzmi, zapraszamy na szybką randkę z pieniędzmi

Najbliższa #szybkarandkaz pieniędzmi za:

00
Days
00
Hours
00
Minutes
00
Seconds
Czy już je masz?

Czy już je masz?

Był czwartek. Siedziałyśmy na wiklinowej kanapie, za oknem roztańczone płatki śniegu miękko spadały na ziemię, a wielka, czarno-podpalana sunia kładła nam swój łeb na kolanach, żeby ją trochę poczochrać. Przygotowywałyśmy opisy warsztatów i szukałyśmy dobrej nazwy. I wtedy Lucyna powiedziała: – Cud konsekwencji. Właśnie tak je nazwę. Warsztaty wcale nie dotyczyły pieniędzy. Lucyna jest szefową Szkoły Trenerów Empatii i warsztaty będą bardziej w tym klimacie.

 

Ale od czwartku CUD KONSEKWENCJI nie chce mi wyjść z głowy. Kiedy myślę o osobach, które za coś podziwiam, które zrobiły w życiu coś, co wydaje mi się wielkie i niezwykłe, rozkładając ich działania na czynniki pierwsze, jakby nie patrzeć, wychodzi mi cud konsekwencji. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – cud konsekwencji. Znani i nieznani autorzy powieści – cud konsekwencji. Michał Szafrański, mój wielki wzór w temacie dbania o relacje z pieniędzmi (który podsumowując rok 2018 ogłosił, że zdobył już wolność finansową, pracować chce, a nie musi, bo jego inwestycje pracują na potrzeby jego i jego rodziny) – cud konsekwencji. Przypuszczam, że każdym udanym projektem każdej z nas – jeśli się przyjrzymy, też pewnie stoi cud konsekwencji.

 

Cud konsekwencji jest również tym, co może zdziałać cuda:-) w naszych relacjach z pieniędzmi. Zasady, które pomagają nam budować karmiący, zdrowy układ z kasą, są naprawdę proste – wydajemy mniej niż zarabiamy, resztę odkładamy. Aby kasa nie stała się celem samym w sobie i nie przesłoniła nam nas samych oraz tego, co czyni nas szczęśliwymi, część z niej przeznaczamy na dbanie o siebie, rozwój, z części szyjemy poduszkę bezpieczeństwa, a część przeznaczamy na wspieranie innych. I tyle. Działając konsekwentnie w ten sposób, jesteśmy skazane na sukces.

 

Jeśli chcesz się tym zasadom przyjrzeć trochę bliżej, pobierz nasze ćwiczenie. Przyjrzymy się w nim umiejętnościom potrzebnym do budowania zdrowych relacji z pieniądzem pod kątem ważności danej umiejętności dla Ciebie oraz tego, czy ją już posiadasz, czy może jeszcze nie.

 

Listę umiejętności stworzyłyśmy w oparciu o książkę T. Harva Ekera, kanadyjskiego przedsiębiorcy i mówcy motywacyjnego „Bogaty albo biedny – po prostu różni mentalnie” oraz w oparciu o nasze programy Jestem Bogata.

 

I choć te umiejętności wydają się banalnie oczywiste i proste, łatwe do stosowania tak na co dzień, w życiu wcale nie są. Rozmawiałyśmy o nich z ponad setką kobiet. ŻADNA nie wykorzystywała wszystkich, nieliczne korzystało z kilku umiejętności. Nam samym wdrożenie ich w życie zajęło sporo czasu.

 

Jak w każdej dziedzinie, umiejętności to zestaw wiedzy oraz nawyków, które budowałyśmy latami. Ani tej wiedzy, ani nawyków budowania zdrowych relacji z pieniędzmi naprawdę nie miał nas kto nauczyć. W szkole nasze dzieci zaczęły uczyć się podstaw przedsiębiorczości, ale to i tak nie to samo, co nauka codziennego zajmowania się pieniędzmi.

 

Jak się tego wszyscy uczymy? Jako dzieci podpatrywaliśmy naszych bliskich, słuchaliśmy tego, co o pieniądzach i zarabianiu mówią. Czy ktoś u Ciebie w domu mówił o inwestowaniu? O radości z zarabiania? O dobru, jakie można wnosić w świat, kiedy się ma pieniądze?

 

Biologia też nam nie pomaga. Nie rodzimy się bowiem z „czystym dyskiem”. Uczeni z brytyjskiego University of Bristol dowiedli, że pamięć przykrych doświadczeń może być przekazywana z pokolenia na pokolenie. Od dawna wiemy, że po przodkach dziedziczy się wygląd, podatność na choroby, a nawet talenty czy zdolności. Ale także, jak się okazuje, rodzice przekazują dzieciom również wspomnienia o traumatycznych przeżyciach. Historia naszego kraju nie ułatwia nam zadania.  Dotarłam ostatnio do wyników badań, które mówiły o tym, że trauma przestaje nas dotykać w czwartym pokoleniu. Jak dotychczas nie było w Polsce takiej sytuacji, aby cztery pokolenia mogły żyć bez wojen, strat, ludzkich i materialnych…

 

Ale jest też dobra wiadomość – traumy mogą mieć też korzystne aspekty, które określane są jako wzrost post-traumatyczny. Profesor Jośko-Ochojska, ekspertka zajmująca się epigenetyką,  pisze o nich tak: „To są lepsze umiejętności radzenia sobie ze stresem i traumą, człowiek widzi nowe możliwości, wytycza nowe cele, zaczyna być bardziej dojrzały emocjonalnie, staje się lepszym człowiekiem”.

 

Jestem absolutnie przekonana, że właśnie teraz dysponujemy możliwościami i narzędziami, do których nasi rodzice nie mieli dostępu i że właśnie teraz możemy na nowo budować nawyki bezpiecznych relacji z pieniędzmi. To marzenie pisania naszych osobistych historii z pieniędzmi na nowo, tak, aby nam służyły, towarzyszyło nam, gdy tworzyłyśmy Jestem Bogata. I towarzyszy nam, gdy pracujemy nad każdym nowym projektem.

Jak się masz w związku z pieniędzmi?

Relacje międzyludzkie mają swoją dynamikę. Przez całe życie nawiązujemy nowe znajomości, które przeradzają się w coś większego, pozostają na niezmienionym poziomie, albo się rozpadają. Na relacje z pieniędzmi jesteśmy zdane niezależnie od tego, czy nam się to podoba czy nie. Pieniądze zawsze gdzieś są na rzeczy – bo tak jest ten świat urządzony, że bez nich się nie da -nawet, jeśli ich nie chcesz, albo ich w Twoim życiu niewiele, i tak jesteś w jakiś sposób z nimi związana, lub od nich zależna. Zobacz, na jakim etapie relacji z pieniędzmi jesteś i zobacz, co możesz zrobić, by ją pogłębić.

 

Zapraszam Cię do przyjrzenia się etapom relacji i do zadania sobie pytania – gdzie jestem teraz w związku z pieniędzmi? Do którego etapu mi najbliżej?

Kto jest ok, a kto nie w relacji z pieniędzmi

Pierwszy etap relacji to poznawanie się i zainteresowanie. Niewykluczone, że niewiele jeszcze o sobie wiecie, ale macie ochotę poznać się bliżej, pojawia się zaciekawienie, które może się przerodzić w fascynację, oczarowanie czy zakochanie.

W kwestiach finansowych nie masz wtedy jakiegoś wielkiego doświadczenia ani oczekiwań. Z ciekawością podchodzisz do planowania budżetu – próbujesz, nie zrażasz się niepowodzeniami, szukasz informacji. Wydajesz ostrożnie, z uwagą, ciekawością przyglądasz się temu, co się dzieje, jak pieniądze zamieniają się w różne dobra. To, co przychodzi przyjmujesz z radością lekkością; bawisz się wycenianiem swojej pracy, eksperymentujesz i sprawdzasz, co na to inni, testujesz, czy to pasuje Tobie, co byłoby lepsze.

W pewnym momencie może się wydarzyć coś, co przyspieszy bieg zdarzeń i przesunie relację do etapu zakochania. To ten moment, kiedy  patrzysz na finanse przez różowe okulary. Widzisz, ile dzięki nim można osiągnąć, mieć, zachwyca Cię to i pociąga. Dużo o nich myślisz, planujesz, bo to takie przyjemne!

Może się zdarzyć, że zaniedbujesz inne relacje i obszary, bo chcesz z pieniędzmi spędzać jak najwięcej czasu. Najchętniej w ogóle byś się z nimi nie rozstawała. Poddajesz się emocjom (tym gorącym, komfortowym), daleka jesteś zmartwień, przymykasz oko na niedoskonałości czy migające lampki alarmowe (czyż nie mrugają uroczo?). Wydawanie jest takie przyjemne! Wszystko co dostajesz, utożsamiasz z pieniędzmi, że to dzięki nim, przez nie i za nie. Wysoko się cenisz, albo nisko, bo to przecież nie ma znaczenia, ważniejsze jest to, co czujesz i jak się czujesz. (A czujesz się super).

Po pewnym czasie euforia mija, oswajasz się z tym, że pieniądze są, z tym, że można je zarabiać – wkraczasz w etap codzienności. W tym etapie budujesz, gromadzisz, korzystasz. Pojawiają się powtarzalne sytuacje, rytuały. Emocje się uspokajają, zaczynasz z powrotem stąpać po ziemi.

 

Czujesz, że jest dobrze. Przewidywalnie, bezpiecznie, a że czasem nudno? Jest dobrze, nie chcesz nic zmieniać. Chyba, że zacznie się robić zbyt przewidywalnie? Albo zaskoczenie i zdziwienie pojawią się głównie przy okazji niespodziewanych wydatków. Po jakimś czasie na tyle się z codziennością oswajasz, że pojawia się potrzeba zmiany, nowości, silniejszego bodźca. Może chciałabyś jakoś zaszaleć? Zrealizować w końcu dziecięce marzenie (tylko co to takiego było?), pozwolić sobie na to, żeby poddać się flow i nie myśleć, planować, kalkulować? Albo zniknąć na dwa tygodnie i zaszyć się gdzieś daleko od świata?

Zobacz proste nawyki, jak nie martwić się o pieniądze

Z pogłębienia tego stanu przechodzimy do kolejnego etapu, jakim jest rozczarowanie. Pojawia się, gdy ta potrzeba nowości czy doświadczania dłużej nie zostaje zaspokojona, gdy wybieramy to, co znane i bezpiecznie. W związkach międzyludzkich etap ten bywa krokiem do rozpadu albo rewitalizacji. W przypadku relacji z pieniędzmi bywa tak, że ten stan oswajamy i pozostajemy w stałym niezadowoleniu i rozczarowaniu.

 

W związkach międzyludzkich etap ten bywa krokiem do rozpadu albo rewitalizacji. W przypadku relacji z pieniędzmi bywa tak, że ten stan oswajamy i pozostajemy w stałym niezadowoleniu i rozczarowaniu. Mimo podejmowanych prób, mimo obietnic i najlepszych chęci (którymi wiadomo co jest wybrukowane). Objawy tego etapu: masz blok na jakiekolwiek planowanie czy zajmowanie się pieniędzmi. Nudzi Cię to, złości, odbiera energię. Nie chcesz tego, nie widzisz w tym sensu. Pojawia się złość, ze tych pieniędzy ciągle mało, że nie dostajesz od nich tyle uwagi i uznania, ile byś chciała. Masz poczucie, że to Ty bardziej sie starasz, więcej do tej relacji wnosisz, niż z niej dostajesz. Nie pozwalasz sobie na wydawanie, odmawiasz sobie, ale to działa tak jak wstrzymywanie oddechu: po jakimś czasie zaczynasz wydawać kompulsywnie. A wtedy pojawiają się wyrzuty sumienia, więc na jakiś czas wprowadzasz dietę wydatkową, którą z kolei musisz sobie skompensować. Decyzje, jakie podejmujesz, są niedobre, niezależnie od tego, co byś nie wybrała. Zaczynasz się oskarżać i obwiniać, że coś z Tobą jest nie tak, że gdybyś tylko miała więcej pieniędzy…

To jest moment, w którym koniecznie trzeba coś zrobić. Podjąć się reanimacji relacji, aby w niej nie utknąć do końca świata albo i dłużej. Kiedy zaingerujesz, kiedy zmienisz kierunek energii, otwiera się przed Tobą szansa na wejście na wyższy poziom finansowej relacji – etap dojrzałego związku.

To taki moment, kiedy zdajesz sobie sprawę, że (1) masz wpływ na kształt relacji i, co ważniejsze (2) wiesz, jak ją kształtować, by Ci służyła. Wiesz, że jesteś w tej relacji  nie tylko DLA tego, że jesteś na nią zdana, nie tylko dlatego, że coś w pieniądzach doceniasz czy Ci się podoba, ale jesteś w tej relacji MIMO tego, że są rzeczy, których nie lubisz, z którymi Ci trudno. Podchodzisz do pieniędzy tak, z ciekawością, może nawet fascynacją, radością, ale też przestajesz je reformować, nawracać i zmieniać. Masz dla nich więcej otwartości i zrozumienia. Potrafisz trwać przy sobie i swoich potrzebach, ale też bierzesz pod uwagę ich potrzeby i właściwości. Masz do nich zaufanie tak samo jak do siebie, wiesz, o czym Ci mówi ich brak i nadmiar. Potrafisz być niezależna i samodzielna, a równocześnie związana. Zajmowanie się pieniędzmi przychodzi Ci z naturalnością, robisz to automatycznie (i z automatu dodajesz do tego działania pociągające smaczki), wydajesz na to, czego potrzebujesz, nie ograniczasz się w swoich pragnieniach, ale też nie ulegasz im, po prostu wybierasz to, co jest ważne. Znasz swoją wartość i cenisz się adekwatnie, z łatwością  przyjmujesz to, co do Ciebie przychodzi i korzystasz z tego tak,jak chcesz. Pamiętasz o tym, że od Ciebie zależy intensywność tego związku i potrafisz nią sterować. Nie boisz się porzucenia, samotności, MIMO, że wiesz, że mogą się zdarzyć. Nie boisz się, bo wiesz, że sobie z tym poradzisz.

Który z tych opisów najlepiej odzwierciedla Twój związek z pieniędzmi?

Niezależnie od tego, na którym etapie teraz jesteś, zawsze możesz dodać do niego chociaż szczyptę miłosnej energii - tak, by ta relacja rozkwitła i przynosiła Ci radość

Jak dodać miłosnej energii
do relacji z pieniędzmi

Pobierz bezpłatny zeszyt ćwiczeń