Jak się masz w związku z pieniędzmi?

Relacje międzyludzkie mają swoją dynamikę. Przez całe życie nawiązujemy nowe znajomości, które przeradzają się w coś większego, pozostają na niezmienionym poziomie, albo się rozpadają. Na relacje z pieniędzmi jesteśmy zdane niezależnie od tego, czy nam się to podoba czy nie. Pieniądze zawsze gdzieś są na rzeczy – bo tak jest ten świat urządzony, że bez nich się nie da -nawet, jeśli ich nie chcesz, albo ich w Twoim życiu niewiele, i tak jesteś w jakiś sposób z nimi związana, lub od nich zależna. Zobacz, na jakim etapie relacji z pieniędzmi jesteś i zobacz, co możesz zrobić, by ją pogłębić.

 

Zapraszam Cię do przyjrzenia się etapom relacji i do zadania sobie pytania – gdzie jestem teraz w związku z pieniędzmi? Do którego etapu mi najbliżej?

Kto jest ok, a kto nie w relacji z pieniędzmi

Pierwszy etap relacji to poznawanie się i zainteresowanie. Niewykluczone, że niewiele jeszcze o sobie wiecie, ale macie ochotę poznać się bliżej, pojawia się zaciekawienie, które może się przerodzić w fascynację, oczarowanie czy zakochanie.

W kwestiach finansowych nie masz wtedy jakiegoś wielkiego doświadczenia ani oczekiwań. Z ciekawością podchodzisz do planowania budżetu – próbujesz, nie zrażasz się niepowodzeniami, szukasz informacji. Wydajesz ostrożnie, z uwagą, ciekawością przyglądasz się temu, co się dzieje, jak pieniądze zamieniają się w różne dobra. To, co przychodzi przyjmujesz z radością lekkością; bawisz się wycenianiem swojej pracy, eksperymentujesz i sprawdzasz, co na to inni, testujesz, czy to pasuje Tobie, co byłoby lepsze.

W pewnym momencie może się wydarzyć coś, co przyspieszy bieg zdarzeń i przesunie relację do etapu zakochania. To ten moment, kiedy  patrzysz na finanse przez różowe okulary. Widzisz, ile dzięki nim można osiągnąć, mieć, zachwyca Cię to i pociąga. Dużo o nich myślisz, planujesz, bo to takie przyjemne!

Może się zdarzyć, że zaniedbujesz inne relacje i obszary, bo chcesz z pieniędzmi spędzać jak najwięcej czasu. Najchętniej w ogóle byś się z nimi nie rozstawała. Poddajesz się emocjom (tym gorącym, komfortowym), daleka jesteś zmartwień, przymykasz oko na niedoskonałości czy migające lampki alarmowe (czyż nie mrugają uroczo?). Wydawanie jest takie przyjemne! Wszystko co dostajesz, utożsamiasz z pieniędzmi, że to dzięki nim, przez nie i za nie. Wysoko się cenisz, albo nisko, bo to przecież nie ma znaczenia, ważniejsze jest to, co czujesz i jak się czujesz. (A czujesz się super).

Po pewnym czasie euforia mija, oswajasz się z tym, że pieniądze są, z tym, że można je zarabiać – wkraczasz w etap codzienności. W tym etapie budujesz, gromadzisz, korzystasz. Pojawiają się powtarzalne sytuacje, rytuały. Emocje się uspokajają, zaczynasz z powrotem stąpać po ziemi.

 

Czujesz, że jest dobrze. Przewidywalnie, bezpiecznie, a że czasem nudno? Jest dobrze, nie chcesz nic zmieniać. Chyba, że zacznie się robić zbyt przewidywalnie? Albo zaskoczenie i zdziwienie pojawią się głównie przy okazji niespodziewanych wydatków. Po jakimś czasie na tyle się z codziennością oswajasz, że pojawia się potrzeba zmiany, nowości, silniejszego bodźca. Może chciałabyś jakoś zaszaleć? Zrealizować w końcu dziecięce marzenie (tylko co to takiego było?), pozwolić sobie na to, żeby poddać się flow i nie myśleć, planować, kalkulować? Albo zniknąć na dwa tygodnie i zaszyć się gdzieś daleko od świata?

Zobacz proste nawyki, jak nie martwić się o pieniądze

Z pogłębienia tego stanu przechodzimy do kolejnego etapu, jakim jest rozczarowanie. Pojawia się, gdy ta potrzeba nowości czy doświadczania dłużej nie zostaje zaspokojona, gdy wybieramy to, co znane i bezpiecznie. W związkach międzyludzkich etap ten bywa krokiem do rozpadu albo rewitalizacji. W przypadku relacji z pieniędzmi bywa tak, że ten stan oswajamy i pozostajemy w stałym niezadowoleniu i rozczarowaniu.

 

W związkach międzyludzkich etap ten bywa krokiem do rozpadu albo rewitalizacji. W przypadku relacji z pieniędzmi bywa tak, że ten stan oswajamy i pozostajemy w stałym niezadowoleniu i rozczarowaniu. Mimo podejmowanych prób, mimo obietnic i najlepszych chęci (którymi wiadomo co jest wybrukowane). Objawy tego etapu: masz blok na jakiekolwiek planowanie czy zajmowanie się pieniędzmi. Nudzi Cię to, złości, odbiera energię. Nie chcesz tego, nie widzisz w tym sensu. Pojawia się złość, ze tych pieniędzy ciągle mało, że nie dostajesz od nich tyle uwagi i uznania, ile byś chciała. Masz poczucie, że to Ty bardziej sie starasz, więcej do tej relacji wnosisz, niż z niej dostajesz. Nie pozwalasz sobie na wydawanie, odmawiasz sobie, ale to działa tak jak wstrzymywanie oddechu: po jakimś czasie zaczynasz wydawać kompulsywnie. A wtedy pojawiają się wyrzuty sumienia, więc na jakiś czas wprowadzasz dietę wydatkową, którą z kolei musisz sobie skompensować. Decyzje, jakie podejmujesz, są niedobre, niezależnie od tego, co byś nie wybrała. Zaczynasz się oskarżać i obwiniać, że coś z Tobą jest nie tak, że gdybyś tylko miała więcej pieniędzy…

To jest moment, w którym koniecznie trzeba coś zrobić. Podjąć się reanimacji relacji, aby w niej nie utknąć do końca świata albo i dłużej. Kiedy zaingerujesz, kiedy zmienisz kierunek energii, otwiera się przed Tobą szansa na wejście na wyższy poziom finansowej relacji – etap dojrzałego związku.

To taki moment, kiedy zdajesz sobie sprawę, że (1) masz wpływ na kształt relacji i, co ważniejsze (2) wiesz, jak ją kształtować, by Ci służyła. Wiesz, że jesteś w tej relacji  nie tylko DLA tego, że jesteś na nią zdana, nie tylko dlatego, że coś w pieniądzach doceniasz czy Ci się podoba, ale jesteś w tej relacji MIMO tego, że są rzeczy, których nie lubisz, z którymi Ci trudno. Podchodzisz do pieniędzy tak, z ciekawością, może nawet fascynacją, radością, ale też przestajesz je reformować, nawracać i zmieniać. Masz dla nich więcej otwartości i zrozumienia. Potrafisz trwać przy sobie i swoich potrzebach, ale też bierzesz pod uwagę ich potrzeby i właściwości. Masz do nich zaufanie tak samo jak do siebie, wiesz, o czym Ci mówi ich brak i nadmiar. Potrafisz być niezależna i samodzielna, a równocześnie związana. Zajmowanie się pieniędzmi przychodzi Ci z naturalnością, robisz to automatycznie (i z automatu dodajesz do tego działania pociągające smaczki), wydajesz na to, czego potrzebujesz, nie ograniczasz się w swoich pragnieniach, ale też nie ulegasz im, po prostu wybierasz to, co jest ważne. Znasz swoją wartość i cenisz się adekwatnie, z łatwością  przyjmujesz to, co do Ciebie przychodzi i korzystasz z tego tak,jak chcesz. Pamiętasz o tym, że od Ciebie zależy intensywność tego związku i potrafisz nią sterować. Nie boisz się porzucenia, samotności, MIMO, że wiesz, że mogą się zdarzyć. Nie boisz się, bo wiesz, że sobie z tym poradzisz.

Który z tych opisów najlepiej odzwierciedla Twój związek z pieniędzmi?

Niezależnie od tego, na którym etapie teraz jesteś, zawsze możesz dodać do niego chociaż szczyptę miłosnej energii - tak, by ta relacja rozkwitła i przynosiła Ci radość

Jak dodać miłosnej energii
do relacji z pieniędzmi

Pobierz bezpłatny zeszyt ćwiczeń

Mały romans na wielki rok

Mały romans na wielki rok

Czas podsumowań i planów na nowy rok skłania i nas do postawienia sobie i Tobie pytania o to, jak wyglądał ten rok w związku z pieniędzmi.

I nie chodzi mi o to, czy zrealizowałaś swoje plany, założenia. Nie chodzi mi o to, czy i co zmieniłaś finansowo.

Ciekawi mnie, jak byś określiła swoją rolę w relacji z pieniędzmi?

Wiele kobiet, z którymi o pieniądzach rozmawiam mówi, że to nie jest dobry związek. Mają poczucie, że dużo z siebie dają, mocno się angażują, a wzajemności jakoś nie widać. Mają poczucie nierównowagi. Chciałyby coś zmienić, ale jakoś nie wychodzi. mimo, że wiedzą, co POWINNY I co TRZEBA.

U progu nowego roku chciałyśmy Ci życzyć, by Twoje relacje z pieniędzmi stały się lżejsze, radośniejsze i kierowane fascynacją. Abyś pod koniec 2019 była w sytuacji, gdy śmiało i z radością patrzysz w przyszłość i z dumą (a może i niedowierzaniem) przyglądasz się temu, co w ciągu tego roku się wydarzyło i co się zmieniło.

O tym, dlaczego warto być bogatym piszemy tutaj

I w związku z tym chcemy Cię zaprosić do krótkiego ćwiczenia (jak zwykle, dla najlepszego efektu zalecamy zapisanie odpowiedzi).

Wyobraź sobie, że wdałaś się lub zainicjowałaś romans w związku z pieniędzmi.

Pojawiła się w tym związku radość, lekkość, fascynacja. Czujesz się tak dobrze, jak kiedyś, na początku Waszej znajomości. Albo tak dobrze, jak nigdy dotąd.

Jakie myśli pojawiają Ci się w tej sytuacji?

Co myślisz o sobie? O tym, co robisz? O decyzjach, których podejmujesz? Co myślisz o pieniądzach?

Spróbuj uchwycić te myśli i zapisz je sobie.

Co czujesz w związku z tą sytuacją?

Jakie emocje zauważasz? Co się z Tobą dzieje? Jak reaguje Twoje ciało? Która emocja jest najintensywniejsza?

Co robisz, kiedy jesteś w tym stanie i w tej sytuacji?

Czym się zajmujesz? Jak pracujesz? Jak spędzasz wolny czas? Czego nie robisz? O czym pamiętasz? O czym zapominasz?

Jak wygląda Twoje otoczenie?

Co zmieniło się w Twoim mieszkaniu/domu?

A w Twoim miejscu pracy?

Jacy ludzie Cię otaczają?

 

Poświęć chwilę na odpowiedzi na te pytania. One pozwolą Ci być może odkryć, co dla Ciebie jest ważne, czego potrzebujesz i co mogłoby tchnąć nowe siły w Twój związek z pieniędzmi.

Kiedy już się nasycisz tym, co się dzieje wtedy, gdy romans się zawiązał, przejdź do tego, gdzie jesteś dziś.

Co już masz w tym związku, co pozwala Ci ten romans rozwinąć lub zainicjować?

Zobacz wszystkie zasoby, dzięki którym w Twoich relacjach z pieniędzmi pojawia się lekkość, radość, ciekawość?

Czego chciałabyś mieć mniej?

Z czego warto by zrezygnować, co odpuścić, by pojawiła się ta lekkość, radość czy fascynacja?

Co możesz zrobić/przestać robić by tego, czego chcesz mieć mniej było mniej?

Czego byś chciała mieć więcej?

Co możesz zrobić, by tego było więcej?

Co możesz zrobić, by ten romans nawiązać lub pozwolić mu się rozwijać bez przeszkód?

Wypisz wszystkie sposoby, jakie przychodzą Ci do głowy.

Cudownego roku!

Czy zdążysz ze wszystkim?

Czy zdążysz ze wszystkim?

‚Strasznie się boję, że mam za mało czasu, żeby się wszystkiego z tej medycyny chińskiej nauczyć. I zazdroszczę moim młodszym koleżankom, że one tego czasu mają więcej!

Stwierdzenie ‚mam za mało’ zawsze budzą we mnie ciekawość i pragnienie usłyszenia więcej. Bo wchodzą w konflikt z moim przekonaniem, że świat jest pełen obfitości i wszystkiego wystarczy. A, że lubię weryfikować to, co mnie prowadzi, nie odpuściłam sobie, żeby nie skorzystać z okazji. Dlatego nie mogłam nie skorzystać z okazji i nie przyjrzeć się powyższemu stwierdzeniu.

Pewna piękna i mądra kobieta opowiadała niedawno, że ma świadomość, że po prostu nie zdąży się wszystkiego nauczyć, bo przy tej ilości wiedzy po prostu nie ma fizycznie szans. Ale jest też z tym pogodzona i akceptuje ten fakt. Czasem jej jednak żal, że tak późno na ten obszar trafiła, że tak późno się za niego zabrała. I że już nic z tym nie może zrobić.

To, jak to opowiadała, pokazywał coś bardzo ważnego: akceptację, o tym, na co mamy wpływ, o tym, co nas nakręca i prowadzi, czy o tym wiemy, czy nie. Ale i tak mi coś zgrzytało. Nie wiedziałam, czy to moje, czy jej i postanowiłam pogłębić.

Na poziomie faktów wszystko wyglądało w porządku. Nie da się przecież zaprzeczyć, że niezależnie od nakładów czasu i energii całej wiedzy z danego tematu nie wchłoniemy. Bo wiedza jest obszarem nieograniczonym i nieskończonym. Cały czas jej przybywa i zawsze można dotrzeć do kolejnego badania, artykułu czy polemiki z tym, co już znamy, a co będzie zawierało linki do kolejnych źródeł. To taka zabawa w ‚Zobacz, ile jeszcze nie wiesz’. Pamiętam ją dobrze ze szkoły.

(Ale może to tylko moje przekonanie, internet też jest nieograniczony, a Chuck Norris  podobno go przeczytał w całości. Słyszałam o tym wprawdzie kilka lat temu, sytuacja mogła się zmienić i w tym przypadku :-)).

W każdym razie, w porządku, nie da rady się nauczyć wszystkiego. Natomiast nie mogłam się zgodzić z drugą częścią stwierdzenia – z tym, że młodszym jest lepiej, bo mają więcej czasu.

Jeśli wiedzy przybywa, to młodszym jest gorzej, bo będą mieć jeszcze więcej do nauczenia się. I nie mając uruchomionego trybu „nie zdążę, nie wystarczy’ ci młodsi mogą swobodniej do kwestii czasu i nauki podchodzić i słabiej z tego czasu korzystać. Ci, którzy czują się nieśmiertelni (większość tak ma gdzieś do 30 :-)), o śmierci nie myślą, ale też w związku z tym podejmują bardziej ryzykowne decyzje. Ci, którzy mają dużo czasu też niekoniecznie wykorzystują go lepiej czy efektywniej.

Powiedzenie ‚mam za mało’ widzę jako przejaw trybu braku, przekonania o ograniczoności tego, co mamy. Dla mnie trudny do zniesienia, ale w tym przypadku wyglądał na całkiem pomocny. Jego dobrą stroną jest właśnie motywacja, by ograniczony zasób, czas, wykorzystać jak najlepiej.  Ta piękna i mądra kobieta naprawdę miała świadomość i chęć poszerzania wiedzy, zdobywania jej i wprowadzania w praktykę. Tym wręcz emanowała. To pomocne.

Ale jest też druga strona medalu.

Stare, nieuświadomione przekonania często generują stres i napięcie, którego wcale nie potrzebujemy do realizacji tego, co nam się marzy. Bo realizując cele możemy kierować się albo brakiem albo poszukiwaniem pełni. (Świat jest bogaty i ma zawsze wiele opcji :-)).

Kiedy jesteś w braku, albo coś jest trudno dostępne, łatwo zaktywizować tryb kompulsywnego, nerwowego korzystania z tego zasobu, w chwilach dostępności. Na zasadzie: spieszmy się, róbmy to szybciej, więcej. Nie zatrzymujmy się, nie sprawdzajmy, ile potrzebujemy, ile jest wystarczająco. Jest tyle drzew do wycięcia, że nie możemy sobie pozwolić na ostrzenie piły.

‚Więcej’ wcale nie jest tożsame z ‚lepiej’.

Możemy zneutralizować to, co niesłużące i zabezpieczyć się przed kompulsywnym korzystaniem z tego co mamy, jeśli powiemy stop kierowniczej i ukrytej roli przekonania, które nas prowadzi. Kiedy mu się przyjrzymy pod kątem wartości, z jaką nas ono łączy. Bo to ta wartość nas nakręca do działania, ale można ją zasilać na różne sposoby..

Jaką wartość pielęgnowała mądra i piękna kobieta poprzez poczucie braku czas?

Okazało się, że chodzi o chęć pomagania. O to, by z jednej strony być w stanie jak najlepiej pomagać wszystkim pacjentom, którzy do niej przychodzą i o to, by móc pomagać możliwie największej ich liczbie. A wiadomo, że coraz więcej ludzi teraz potrzebuje takiej pomocy…

Chodziło o to, by móc więcej.

I to był początek błyskawicznej zmiany.

Bo po pierwsze, zatrzymanie się nad przekonaniem pozwoliło zobaczyć jego źródło: dom rodzinny, w którym na każdym kroku podkreślane było, jak ważna jest wiedza i jaką wartością jest umiejętność uczenia się. To miało zmotywować kobietę, wtedy dziewczynkę do tego, by chciała się uczyć

A po drugie – okazało się, że od czasu małej dziewczynki dużo się zmieniło: piękna i mądra kobieta bardzo dużo wiedzy nabyła i nie miała żadnych wątpliwości, że wiedza jet ważna. Może nawet zbyt dużą wagę do tej wiedzy przykładała. Z pewnością nie potrzebowała już więcej motywacji do tego by się uczyć.

I wtedy właśnie pojawiła się nowa, świeża myśl, która połączyła mądrą piękną kobietę zarówno z tym, że wiedza jest ważna z tym, że ona chce pomagać i wyłączyło j ej tryb braku i niewystarczalności.

Przecież nie samą wiedzą człowiek pomaga!  – jest przecież jeszcze uwaga, intuicja i doświadczenie. One też są nieograniczonym zbiorem możliwości. Ale stosowane razem uzupełniają się wzajemnie i wzmacniają. Pamiętając o nich wszystkich i rozwijając je mogę pomagać większej liczbie ludzi i lepiej.  A przecież to jest da mnie teraz najważniejsze!

Ta konstatacja była prawdziwie uwalniająca!

Ojej, ja rzeczywiście nie muszę się tak spinać na tę wiedzę! Będę ją poszerzać, bo wiem, że jest ważna, ale przecież mam jeszcze tyle innych narzędzi i naprawdę mogę pomagać.

Taka kwintesencja filozofii mieć ciastko i zjeść ciastko w praktycznym zastosowaniu.

Obie zakończyłyśmy rozmowę  z poczuciem, że coś ważnego dostałyśmy.

Mądra i piękna kobieta zobaczyła, że może z całkiem słusznego, choć trochę zdezaktualizowanego przekonania wziąć to, co ważne i służące i dzięki temu mniej musieć, a więcej móc. A ja zobaczyłam nowe korzyści trybu braku.  Zluzowało mi to napięcie i obawę przez nim i umocniło w przekonaniu, że nieważne, czy czegoś jest dużo czy mało, warto sprawdzić, co dobrego z tego dla nas wynika. Bo świat nam sprzyja wtedy, gdy to zauważamy.

 

A w jakich obszarach Ty czujesz, że wystarczy dla wszystkich? W jakich uruchamiasz tryb braku?

Już za chwilę na jestembogata.pl ruszamy z akcją rozpoznawania co nam każdy z tych trybów uruchamia. Dołącz do naszego newslettera, by dowiedzieć się o tym jako pierwsza (klik).

A tymczasem, do zobaczenia!

 

Dołącz do newslettera i dowiedz się jako pierwsza o nowym wyzwaniu, które już wkrótce!

A jeśli Cię wywalą?

A jeśli Cię wywalą?

Bywają relacje, w których trwamy, mimo, że nam nie służą. Zdarza się, że nie tylko w nich trwamy, ale jeszcze dużo robimy, by je utrzymać i sprawić by trwały. Czasami w ogóle nie zadajemy sobie pytania, po co nam one i czy przypadkiem nie byłoby lepiej dla wszystkich, gdyby się skończyły.

Całkiem niedawno zaangażowałam się w organizację, której idea przewodnia mocno do mnie przemawiała. Współpraca, wspieranie się, wspólne działanie – tego mi było potrzeba. Na początku byłam zachwycona i zaangażowana, ale z czasem entuzjazm zaczął opadać, a z nim i zaangażowanie. Okazało się, że nie nadążam, nie jestem w stanie sprostać oczekiwaniom. albo, że nieadekwatnie alokowałam czas i uwagę i wyszło, że się nie angażuję. Stało się, że moja strusia natura doszła do głosu i przestałam się angażować.  Odpuściłam i stwierdziłam, że to jednak nie to, czego szukałam. Nie podjęłam też żadnego działania, by z organizacji się wymiksować, na zasadzie, niech się dzieje.

I wszystko było OK do momentu weryfikacji. Kiedy ogłoszone zostało, że nadchodzi czas weryfikacji członków, zrobiło mi się zimno. „Rety, zaraz mnie wywalą! Co ja zrobię?!” (Bardzo logiczne, prawda?). Zaczęłam szukać sposobów, żeby się nie dać wyrzucić. Może zrobię jeszcze to, może tamto…

Przestraszyła mnie myśl, że będę wyłączona ze społeczności w której być nie chcę, z której praktycznie sama się wyłączyłam. I było mi przykro i smutno. Chore?

Niekoniecznie.

Bo co będzie jak mnie wykluczą?

Chłód i strach minęły, gdy usłyszałam pytanie, które przewijało mi się w głowie: „Co będzie jak mnie wywalą”. Kiedy je uchwyciłam, okazało się, że nie będzie nic szczególnego. Mniej powiadomień z grupy na FB i mniej potencjalnych oferowanych możliwości. Z których i tak nie korzystałam. Bo ich de facto nie potrzebuję. I może jeszcze pytanie, dlaczego czekałam, żeby to oni mnie, a nie wyszłam sama, choć wiem że mogłam i mimo, że były osoby, które tak robiły.

Kiedy relacja się kończy, jest smutno i przykro. Nawet, jeśli to nie był dobry związek. Kiedy kończy się praca, bywa trudno. Nawet, jeśli było w niej ciężko. Kiedy odchodzi klient, kończy się jakaś grupa czy to towarzyska czy zawodowa, jest szkoda. Bo lubimy przynależeć. Lubimy trwać. Obawiamy się zmian, Bo to, co znane, nawet jeśli niedobre, jest bardziej komfortowe niż to, nowe, nieznane.

Potrzeba przynależności. Mamy ją żywą od urodzenia. To dzięki niej byliśmy w stanie przetrwać – bo samodzielności uczymy się przez długi czas. Jesteśmy zaprogramowani, by przynależeć, być w grupie. Lęk przed odrzuceniem jest bardzo silnym motorem naszego działania. Dużo jesteśmy w stanie zrobić, by dostać akceptację grupy, być jej częścią nawet jako dorośli, samodzielni i niezależni. Wiadomo, jedni bardziej, inni mniej. Ale to, co łączy nas wszystkich to to, że często nie sprawdzamy i nie zadajemy sobie pytania Po co mi to? Co zyskuję? Dlaczego to dla mnie takie ważne?

I nie chodzi o kalkulację i transakcyjne podejście do społeczności (czy mi się to opłaca). Ale o świadomość, co jest tym magnesem, o co tak naprawdę zabiegamy. Szczególnie, gdy jakaś relacja wiele nas kosztuje.

Maria – cudowna, mądra i utalentowana przedsiębiorczyni. Pełna pomysłów, entuzjastyczna i otwarta. Od nawiązania współpracy z pewnym klientem jej firma zaczęła dobrze prosperować. Klient ma tę przypadłość, że potrzebuje wszystkiego na już. Nauczona, że o klienta i relacje trzeba dbać, wszak stoją za nim pieniądze Maria dostarcza rozwiązań na już. Mimo, że wie, że cierpią na tym inne projekty, że wiąże się z tym praca do późnych godzin nocnych. W miarę, jak Maria dostarcza rozwiązań, wymagania klienta rosną. A w Marii rośnie myśl, że już tak dłużej nie chce…

Czasami przynależymy gdzieś z przyzwyczajenia. Nie zauważamy, że sytuacja się zmieniła, potrzeby, niegdyś palące, pozostają zaspokojone, co innego pojawia się na liście priorytetów, a my trwamy. Mimo niewygody, mimo narastającej frustracji. Bo nie zatrzymujemy się, żeby odpowiedzieć sobie na te ważne pytania, zmodyfikować działania, renegocjować umowy, odpuścić i pozwolić odejść sobie czy drugiej stronie. Zanim zrobi się kwaśno. Choć trudno w to uwierzyć, czasem zakończenie współpracy, mimo, że przykre, przynosi ulgę. Obu stronom.

Krótko po postawieniu sobie tych pytań Mara pożegnała się ze złotym klientem, solennie obiecując sobie, że już nigdy więcej się nie wda w taką relację biznesową. I niedługo potem zauważyła, że jej klienci to w 100% ludzie, z którymi cudownie jej się pracuje, a firma nigdy wcześniej nie miała się lepiej. Jedyne co ucierpiało, to czas, jaki Maria spędza w firmie – zaczęła wychodzić najpóźniej koło 18 zamiast po północy…

Zachęcam Cię dziś do spojrzenia na swoje relacje, organizacje i grupy do których należysz czy klientów, z którymi pracujesz. 

Co dobrego Ci dają? Jakie twoje ważne potrzeby zaspokajasz w ten sposób? Zapisz to sobie, powiedz głośno, doceń to, co masz. To bardzo ważne, by te rzeczy dostrzegać i o nich mówić.

Czy są relacje, które więcej Cię kosztują? Jakie ważne potrzeby w nich zaspokajasz? Jakie Twoje ważne potrzeby pozostają niezaspokojone? Co możesz zrobić, by mieć z nich więcej?

Bądźmy w kontakcie, szczególnie, jeśli potrzebujesz wsparcia.

P.S.  Kliknij tutaj, jeśli chcesz listę potrzeb i emocji – ułatwi Ci zadanie

Mamy dla Ciebie listę potrzeb, która ułatwi Ci zadanie. Prześlemy na maila, jeśli ją chcesz. 

Wakacje marzeń przy ciasnym budżecie (cz. 1)

Wakacje marzeń przy ciasnym budżecie (cz. 1)

Jakie są Twoje wakacje marzeń? Czy właśnie jesteś na nich, są za Tobą czy jeszcze na etapie planów i właśnie marzeń? Niezależnie od tego, co przeszkodą Twoich wakacji jest i czy sobie z niej zdajesz sprawę, możesz sobie takie wakacje zafundować. Już dziś. I tym budżecie, który masz i przy tych ograniczeniach czasowych, które masz. Zobacz jak.

Jestem pewna, że niezależnie od tego, co Ci się marzy (błogostan na plaży pod palmami i turkusowym morzem?, odkrywanie egzotycznych miejsc i smaków?, czy zanurzenie się w nicnierobieniu i nicniemuszeniu?), masz swój ważny powód, który sprawia, że te wymarzone wakacje nie są Twoim udziałem.

Brak pieniędzy? Czasu? Odpowiedniego towarzystwa? Konieczność dostosowania się do potrzeb innych? To na pewno ważne i prawdziwe powody. I równocześnie - tylko wymówki, które wcale nie stoją na przeszkodzie temu, by tegoroczne wakacje były wymarzone i takie, jak lubisz.

Plany czy marzenia mają to do siebie, że kiedy je odkładamy, albo o nich zapominamy, koncentrując się na tym, co bardziej realne czy dostępne, pozostawiają w nas jakiś smutek, czasem może złość, albo poczucie porażki czy braku.

Ile razy łapałaś się na myśli, że gdyby nie trzeba się było ograniczać, że gdyby nie pieniądze, czas (a w zasadzie ich brak), inni ludzie czy plamy na Słońcu, byłabyś gdzieś indziej? Szczęśliwsza, spokojniejsza, bardziej spełniona?

Zapraszam Cię do zabawy, która da Ci posmakować tego, co Ci w sercu gra, a być może też sprawi, że zrobisz krok czy kilka kroków w stronę spełnienia.


  1. Przede wszystkim, zacznij od określenia, czym te wakacje marzeń są. Co się podczas nich ma wydarzyć? Co Cię spotka? Jak będą przebiegać? Gdzie? Z kim?

Określ, czego chcesz

Nasze plany często, zbyt często określane są negatywnie, po przez to, czego nie chcemy.

"Nie chcę spędzać kolejnych wakacji na działce"

"Nie chcę znowu zmarznąć, nie chcę nudzić się jak mops i mieć wszystkiego dość."

"Nie chcę znowu oglądać każdej złotówki i odmawiać tego czy tamtego".

Czasami nie uświadamiamy sobie, jak bardzo ogólny jest nasz obraz tego, co chcemy. Albo, że wręcz w ogóle nie wiemy, czego chcemy, a swoje plany, cele i zamiary określamy przez to, czego NIE CHCEMY.

Przełączenie się w tryb 'czego chcę' pozwala odkryć to, co dla nas ważne i zbliżyć się do tego.

1. Określ, jakie to są wymarzone wakacje.

Zaplanuj i opisz to, co chcesz na idealnych, wymarzonych wakacjach robić, gdzie i jak chcesz być, co chcesz odczuwać, doświadczać.

Opisz to tak, jakby Ci się to właśnie przydarzało. Wykorzystaj do tego wszystkie zmysły. Zaobserwuj, co się wokół Ciebie dzieje: co widzisz, co słyszysz, jakie emocje odczuwasz, co Cię otacza, jakie zapachy czujesz, jakie myśli Ci towarzyszą.

Określ też, jak się chcesz czuć podczas tych wakacji - jakich emocji chcesz doświadczyć, z jakimi uczuciami się spotkać? To nam się przyda w dalszej części zabawy.

Kiedy wiesz, czego chcesz, łatwiej Ci po to sięgnąć i dostrzec, że się dzieje czy pojawiło. Łatwiej zrealizować to, co jest nazwane i opisane.

2. Dotknij tego, czego chcesz.

Wypuść ten pomysł na świat: zapisz to, co sobie wyobraziłaś, znajdź zdjęcia i obrazy, które chcesz zobaczyć (one na pewno już są w sieci - możesz przygotować z nich swoją mapę). Poszukaj filmów, dźwięków, zapachów, które traktują o tych miejscach, które chciałabyś odwiedzić. Znajdź osoby, które w tych miejscach były, robiły to, co ty byś chciała. Jeśli marzy Ci się, by powtórzyć to, co już doświadczyłaś, przywołaj wspomnienia czy doświadczenia, przejrzyj zdjęcia, zapiski. Skorzystaj z tylu dostępnych informacji, obrazów, z ilu chcesz lub możesz.  Pozwól się poprowadzić swojej wyobraźni i intuicji.

Podpowiedź: Spróbuj wyłączyć na chwilę swojego wewnętrznego krytyka i analizatora. Pozostaw ocene, zę to głupie, dziwne, niepotrzebne. Uruchom swoją dziecięcą część, tę która lubi się bawić, tworzyć i nie przejmuje się tym, czy to, co wymyśla jest rozsądne, racjonalne, ma sens.

Jeśli coś brzmi Ci dziwnie, zastanów się, co w tym jest dziwnego i niepasującego. Podejdź do tej myśli z ciekawością badacza. I sprawdź koniecznie, czy przypadkiem nie jesteś w trybie zero-jeden, wszystko, albo nic. (To ten tryb, któremu zawdzięczamy  stan braku.)

3. Oszacuj, ile by to kosztowało.

Często mamy ogólne wrażenie, że to, co się nam marzy wiąże się z ogromnymi kosztami. Tak wielkimi, że lepiej ich nie znać, żeby się nie zniechęcać. Tymczasem z kosztami jest jak ze strachem: póki są nieokreślone i nienazwane, przerażają i paraliżują. A nazwane, określone, czy w przypadku kosztów - policzone okazują się zarządzalnymi i ogarnialnymi.

Dlatego, zobacz, jak kosztowne są Twoje wymarzone wakacje. To kolejny krok, by je uczynić bardziej realnymi. 

Nawet, jeśli wyliczona kwota okaże się nie na Twoją kieszeń na najbliższy czas, masz możliwość zweryfikowania co dla Ciebie ważne i wypracowania innych opcji. Możesz zdecydować, co możesz odpuścić, z czego ewentualnie zrezygnować, a co jest nienegocjowalne i musi zostać.

Dzięki internetowi możesz dotrzeć do cennika dowolnego hotelu, linii lotniczej, kolejowej czy autobusowej czy menu w dowolnej restauracji. Możesz sprawdzić katalogi dowolnego biura podróży i wyliczyć koszty. Tworząc kosztorys wymarzonych wakacji pogłębiasz swoje zanurzenie w ich energii i energii miejsca, do którego chcesz wyjechać. Mając gotową kwotę jesteś o krok bliżej do tego, by w tym miejscu znaleźć się fizycznie, realnie, bez udawania.

3. Poczuj się tak, jak byś tam już była.

Choćby jedną nogą. Drugą nogą bądź tu, gdzie jesteś.

Sprawdzaj ze sobą, jak byś zareagowała, co byś zrobiła, co czuła, gdyby to, co Ci się zdarza tu, gdzie jesteś teraz, zdarzyło Ci się tam.

Wstań rano tak, jak byś wstawała na wymarzonych wakacjach - Jak byś rozpoczęła swój dzień? Jakie myśli, działania, emocje by Ci towarzyszyły? Skorzystaj z nich teraz.

Jak wyglądałaby poranna kawa? Zakupy?

Jak patrzyłabyś na ludzi, budynki, przyrodę którzy Cię otaczają?

Jak byś podróżowała gdybyś była tam? Co jadła? Jak spędzała czas?

Jak byś odpoczywała? Co wypełniałoby Twój dzień?

Wypróbuj taką zabawę przez jeden dzień będąc tu, gdzie jesteś. Zadawaj sobie pytanie, co byś zrobiła, jak reagowała. Jeśli nie dasz rady przez cały dzień, w porządku, spróbuj raz. A potem drugi.

Wybierz się na wakacyjny spacer i bądź podczas niego sobą z wymarzonych wakacji. Albo poświęć godzinę na wygrzewanie się w słońcu czy kontakt z natura, jeśli tego własnie chcesz. Uruchom swój wakacyjny tryb w tym, co robisz ico jest dla Ciebie dostępne teraz. 

I zobacz, co się będzie działo. Czasami to, czego najbardziej chcemy jest tuż obok, tylko o tym nie wiemy

Może się zdarzyć, że zwykły szary dzień nagle okaże się pełen emocji i doświadczeń, za którymi tęsknisz i które do tej pory były możliwe do zrealizowania tylko 'gdybyś tylko'.

Przy wyłączonym krytyku masz duże szanse na zaskoczenie, to sprawdzone!

W następnym wpisie opowiem o tym więcej - skąd, jak i dlaczego. I jak zorganizować sobie wakacje marzeń w rzeczywistości, bez udawania.

A tymczasem zapytam Cię, jakie są Twoje wymarzone wakacje?



Bądźmy w kontakcie!

Zostaw swój adres email by jako pierwsza dowiedzieć się o kolejnym wpisie.