Za co pracujesz, gdy nie zarabiasz?

Za co pracujesz, gdy nie zarabiasz?

Chociaż może Ci się to wydać zaskakujące, nie zawsze pracujemy tylko za pieniądze. Pamiętam czasy, kiedy zasuwałam jak mały parowóz, a na koncie odzwierciedlenia wcale nie było widać. I w dodatku byłam z siebie całkiem zadowolona. Jak to możliwe? Cóż, w końcu zrozumiałam, że pieniądze nie są jedyną walutą, za którą jesteśmy chętni pracować…

 

Jak to nie?! Ha, nawet mądrość ludowa wie coś o pracowaniu za dobre słowo i uśmiech. Kiedy przyjrzałam się tematowi głębiej odkryłam dwa źródła walut, za które pracujemy nawet wtedy, gdy nie otrzymujemy pieniędzy.

 

Pierwszym z nich jest brak. Jakiś deficyt, sięgający zwykle dawnych czasów. W moim przypadku tym brakiem była kwestia braku poczucia akceptacji. Jak się okazało – głównie samoakceptacji.

Kiedy wykonując moją pracę, dostawałam masę pochwał i zadowolenia ze strony moich zleceniodawców, „smakowało” mi to równie mocno jak pieniądze. A może nawet bardziej? Z ochotą brałam na siebie dodatkowe zadania, nie zastanawiając się nad tym, że wykraczają poza zakres ustaleń, na które się umówiliśmy i są po prostu dodatkową pracą. Akceptacja i dowartościowywanie mnie przez zleceniodawców okazywało się ważniejsze niż dostawanie wypłaty. Wymagałam od siebie coraz więcej i więcej, robiłam też coraz więcej, ale nie negocjowałam dodatkowych pieniędzy. Uścisk dłoni prezesa i słowa, że jestem niezastąpiona wystarczał w zupełności.

 

Innym przykładem takiego źródła jest lęk. Lęk, często wynikający z braków i poczucia bezradności w dzieciństwie, kiedy to nauczyliśmy się, że nie można komuś istotnemu odmówić, bo się obrazi i sobie pójdzie. Znam historię niejednej harującej jak wół kobiety, która padając na twarz odbierała w nocy telefon klienta, bo do głowy jej nie przyszło, że może odmówić. Albo wystawić fakturę z podwójną stawką.

 

Drugie źródło waluty, za którą pracujemy bez pieniędzy to realizacja wartości, które są dla nas bardzo ważne. Moje wartości, które stawiam w życiu na bardzo wysokim miejscu to wzbogacanie życia innych, odwaga, opowiadanie się po stronie dobra i rozwój. To wartości, którym trudno jest mi się oprzeć i w związku z tym bardzo chętnie angażuję się charytatywnie we wszelkie projekty, które dają mi możliwość ich realizowania. Problem w tym, że to prosta droga ku wypaleniu i konieczności wycofania się z biznesu, ponieważ gdy biznes nie zarabia, przestaje być sposobem na zarabianie na życie. I wylewa się dziecko z kąpielą…

 

Uświadomienie sobie, że wartości są ważną walutą w pracy pomogło mi znaleźć na siebie sposób. Są nim negocjacje z samą sobą. Teraz, gdy pojawia się projekt, w który mam od razu ochotę wejść, nawet, jeśli nie przyniesie mi żadnych pieniędzy, zapraszam siebie do stołu negocjacyjnego. Część mnie, bardziej racjonalna, przygotowuje argumenty – sprawdza stan konta, ustala kwoty, który są mi potrzebne i czas, którym dysponuję bez szkody dla rodziny. Druga część, ta bardziej emocjonalna przypomina mi o wartościach, jakie stoją za moją chęcią. I zaczynają się dyskusje – jak to pogodzić? Jak pogodzić wartość z potrzebą równowagi i bezpieczeństwa? Zwykle, kiedy oba głosy są usłyszane, pojawiają się rozwiązania. Na przykład decyduję się dzielić wiedzą za darmo podczas krótkich live’ów i sprzedawać coaching grupowy, aby był bardziej dostępny cenowo. Wilk syty i owca cała, a ja cieszę się z łączenia ważnej dla mnie waluty z pieniędzmi.

 

A jak to jest u Ciebie? Jaka waluta Tobą rządzi, gdy pracujesz bez pieniędzy?

Mnie nie oszukasz!

Mnie nie oszukasz!

Czy zdarza Ci się siedzieć cicho na spotkaniach  i nie zgłaszać swoich pomysłów, bo uważasz je za banalne? Mając z tyłu głowy, że gdyby Twoje rozwiązanie było dobre, ktoś inny by na to już dawno wpadł? Zaniżać swoją stawkę? Niechętnie rozmawiać o Twoich zaletach, bo uważasz, że zbyt wielu ich nie masz? Z jednej strony odkładać rzeczy na później, a z drugiej przepracować się, bo chcesz zrobić więcej?

Jeśli odnajdujesz w tych przykładach siebie, być może nieobcy jest Ci jest syndrom oszusta?

Syndrom oszusta znany jest psychologom od lat siedemdziesiątych. Towarzyszy mu poczucie, że zdobyło się swoją pozycję (najczęściej zawodową) ze względu na łut szczęścia albo przypadek, a nie w wyniku własnej pracy, posiadanych umiejętności czy talentów. Pomimo zewnętrznych dowodów potwierdzających kompetencje, osoba cierpiąca na syndrom oszusta sądzi, że jest przeceniana i że w końcu smutna prawda na jej temat wyjdzie na wierzch. Jest na tyle „oswojona” ze swoją wiedzą, umiejętnościami i talentami, że traktuje je jako normę, bazę, nic specjalnego.

 

Zaskakujące jest to, że aż 70 % ludzi boryka się z tym syndromem . Czy uwierzysz, że wśród nich byli również: Albert Einstein, Kate Winslet i Meryl Streep?  Cierpią z jego powodu i kobiety, i mężczyźni. Główna różnica polega na tym, że zwykle mężczyźni rzadziej o nim mówią głośno i mniej chętnie się do niego przyznają.

 

Prawdopodobieństwo borykania się z tym syndromem jest większe, gdy zajmuje się wysoką pozycję zawodową – dzieje się tak dlatego, ponieważ szefowie czy menedżerowie przebywają częściej niż podlegli im pracownicy w strefie ryzyka i mierzą się z w związku z tym z częstszym dyskomfortem i niepewnością.

 

Jak sobie radzić z syndromem oszusta?

 

  1. Kreuj swą moc językiem

 

Istnieją pewne nawyki językowe, które ułatwiają nam wpadniecie w sidła tego syndromu. Warto zwrócić uwagę, jak reagujesz na komplementy i słowa uznania. Jeśli mówisz: „też się zdziwiłam”, „nie wiem, jak do tego doszło”, „poszczęściło mi się”, mentalnie zmniejszasz swoje poczucie wpływu na sukces.

 

A co by było, gdybyś poeksperymentowała z następującymi formami:

 

  • Zamiast „udało mi się” → zrobiłam to
  • Zamiast „nie wiem, jak do tego doszło” → ucieszyłam się, ucieszyło mnie to
  • Zamiast „miałam szczęście” → jestem szczęśliwa, bo osiągnęłam X czy Y

 

  1. Sprawdź, co wnosisz

 

Bardzo pomocne w odczarowywaniu syndromu oszusta jest weryfikowanie naszego wkładu do świata z rzeczywistością.

 

Jak to zrobić?  Na przykład zbierając informacje zwrotne od naszego otoczenia.

Przy pytaniu o informację zwrotną, warto zwrócić uwagę na formę pytań. Aby nie pytać o czyjąś ocenę, ale o konkret, o to, co wnosimy do życia innych ludzi.

(„Co zyskałaś dzięki naszej współpracy?” Co było dla Ciebie szczególnie cenne w naszej współpracy?, „Co, z Twojej perspektywy, wniosłam w ten projekt?”)

 

Często boimy się zapytać o informację zwrotną np. naszego klienta, Czasem jest nam głupio „wymuszać” na nim komplement, kiedy indziej obawiamy się, że nie będzie miał nam co powiedzieć. Tymczasem zwykle jest inaczej – skoro ktoś korzysta z naszych usług, ma z tego jakąś ważną dla siebie korzyść. Dowiedzenie się o niej naprawdę pomaga nam jeszcze bardziej rozszerzyć skrzydła.

 

  1. Odpuść sobie porównywanie się z inymi.

 

Porównywanie się to nie pierwszy stopień, a szybka autostrada do piekła. W dobie mediów społecznościowych jeszcze szybsza. Jeśli dzięki niemu podnosi się Twoja motywacja, to pół biedy. Ale ile tracisz energii i radości? Co by było, gdybyś po prostu odpuściła sobie porównywanie się z kimś innym i mierzyła swoje postępu swoją własną miarą? Taką przykładaną do siebie i własnej drogi? Gdybyś spojrzała na siebie sprzed 10 lat, ile się nauczyłaś? Co więcej wiesz o życiu? Ile doświadczeń zgromadziłaś? Imponująco dużo, prawda?

 

 

  1. Ucz swój mózg skupiania się na pozytywach, a nie negatywach.

 

Wykorzystaj stan flow, który pojawia się, gdy pracujesz albo właśnie cieszysz się ze swojego sukcesu. Skup się na nim, nasiąknij nim, posmakuj go i spróbuj wrócić do tego wspomnienia, gdy Twój wewnętrzny krytyk znów będzie próbował ściągnąć Cię w dół.

 

  1. Doceniaj!

 

Widziałaś ostatnio reklamę jednego z banków – doceniaj, nie oceniaj? Uwielbiam ją. Za przekaz, który warto sobie wielki literami napisać na lustrze, aby co rano sobie o nim przypominać. Naucz się doceniać to, co robisz, to, co dajesz, to, czym się dzielisz. Pomyśl, że świat byłby jednak uboższy, gdyby tego od Ciebie nie dostał. Poświęciłaś czemuś swój czas, energię, uwagę, czasem kreatywność, a czasem wytrwałość. Doceń to.

 

 

 

Z całego serca wierzymy, że każda z nas jest unikatowa.  Mieszanka wiedzy, talentu i doświadczeń u każdej z nas też jest inna – i dlatego też jedyna w swoim rodzaju. Każda wnosi coś ważnego do świata i naszym marzeniem jest, aby jak najwięcej z nas to coś doceniało. Bo to pierwszy krok do wyceniania!!!

 

 

 

7 filarów lekkości w zarabianiu

7 filarów lekkości w zarabianiu

Przez kilka lat prowadziłam razem z moją przyjaciółką i wspólniczką agencję PR. Pewnego wieczoru złapałyśmy się na rozmowie telefonicznej, która wyglądała jakoś tak:

– Wiesz, ja to w ogóle nie spałam dziś w nocy.

– A ja nie zdążyłam na czas odebrać dziecka z przedszkola…

 

I zaczęłyśmy przekonywać siebie nawzajem, która z nas miała więcej do zrobienia i bardziej się poświęciła. W końcu zaczęłyśmy się śmiać, bo wyszło na to, że zaczęłyśmy się licytować, która z nas umęczyła się bardziej.

 

Temat wrócił do mnie ponownie, gdy razem z Izą pracowałyśmy nad pierwszą edycją kursu Jestem Bogata. Odkryłyśmy wtedy, że o lekkość w zarabianiu wcale nie jest tak łatwo, a „lekkie pieniądze” są dla części z nas trochę podejrzane. Jakby niemoralne, nie do końca wartościowe…

 

Dopiero te pieniądze, które są ciężko zarobione, na które się naharowałyśmy, mają swoją wartość. Gdy za lekko przyszły, równie lekko je wydajemy. W dodatku „lekko zarobione” wykluczają nas z grona osób, które ciężko pracują na swoje utrzymanie, a więc często czujemy się obco w gronie ważnych dla nas osób, naszych rodziców i bliskich.

 

Owszem, fajnie jest mieć poczucie, że uczciwie zapracowało się na swoje pieniądze. Ale czy uczciwie to znaczy ciężko? Przecież w biznesie nie o to chodzi, żeby się umęczyć, tylko żeby wypracować zysk!

 

Dlatego postanowiłyśmy z Izą sprawdzić, czy istnieje algorytm lekkości w zarabianiu.

 

Dzisiaj nie mamy wątpliwości, że taki algorytm istnieje i że sprawdził się zarówno u nas, jak i u wielu naszych klientek.

 

Odkryłyśmy 7 filarów lekkości w zarabianiu pieniędzy i chcemy się z Tobą nimi podzielić:

 

Pierwszy filar lekkości w zarabianiu to POCZUCIE KOMPETENCJI, czyli uświadomienie sobie, w czym naprawdę jesteś dobra i budowanie swoich działań na tych właśnie podstawach. Według nas ważne jest wychodzenie do tego, co już masz i przychodzi Ci z lekkością oraz spokojne poszerzanie obszaru o nowe umiejętności, które dokładasz, praktykujesz i stajesz się w nich coraz lepsza.

 

Drugim filarem, naprawdę ważnym, który potrzebujemy, aby zarabiać z lekkością, są GRANICE. Te, które stawiamy innym i te, które potrzebujemy postawić sobie.

 

Mam ostatnio bardzo dużo pracy i naprawdę nie wiem, w co ręce włożyć. A jednak mimo nawału spraw, poszłam obciąć włosy.

 

Mój mąż, kiedy zobaczył moją nową fryzurę stwierdził, że nie jest u mnie tak źle, skoro znalazłam czas na fryzjera. – Wprost przeciwnie – odparłam. Poszłam właśnie dlatego, że mam tak dużo pracy. Sama sobie postawiłam granicę. Stanęłam za sobą i zadbałam o to, żeby złapać oddech, zmienić myślenie, odpuścić na chwilę. Chociaż kiedyś raczej gratulowałabym sobie, że jestem tak obowiązkowa, że chodzę z odrostami, bo przecież nie mogę teraz wyjść.

 

Kiedy będziesz umiała sobie postawić granice, będziesz je też łatwiej  stawiać na zewnątrz. I to też jest bardzo ważne. Te granice, które stawiamy na zewnątrz, związane są z tym, jak rozmawiamy o pieniądzach, jak negocjujemy, jak umiemy odmówić pracy za darmo czy po znajomości, kiedy nie jesteśmy na nią gotowe.

 

Trzeci filar lekkości w zarabianiu to świadomość, skąd mam dochód, SKĄD PRZYCHODZĄ DO MNIE PIENIĄDZE. Tak łatwo jest w biznesie spędzić większość czasu, na czynnościach, z których nie zobaczymy ani złotówki… Od czasu, gdy wprowadziłyśmy w życie złotą zasadę Pareto i 80 procent czasu spędzamy na tym, co przynosi dochód, poziom lekkości znacząco u nas wzrósł.

Filar czwarty to PLANOWANIE. Kiedy dokładnie planuję, co się będzie działo, zostawiam sobie rezerwy na nieprzewidziane wypadki losowe. Nie tonę także w dopracowywaniu szczegółów do bólu, bo widzę, że czas zająć się kolejną rzeczą. Lepiej panuję nad moim czasem i co za tym idzie – widzę naprawdę, ile go mam zajętego i kiedy potrzebuję zaplanować w kalendarzu odpoczynek. To naprawdę dodaje lekkości, choć niełatwe bywa na początku zmaganie się z wewnętrznymi wyrzutami, że pozwoliłam sobie wybrać siebie, nie pracę.

DBAŁOŚĆ O ODPOCZYNEK I ŚWIĘTOWANIE to piąty filar, który mocno wiąże się z poprzednim. Za ignorowanie potrzeby odpoczynku i resetu, nie dawanie sobie chwili na poświętowanie osiągnięć i pędzenie dalej i dalej bez wytchnienia, zapłaciłam kiedyś wysoką cenę, ale jest to temat na osobny post. Dziś po prostu wiem, że choćby nie wiem ile było pracy, potrzebujemy odpocząć, jak ziemia po wydaniu plonu.

Filar szósty to SIĘGANIE PO WSPARCIE. To jest coś, czego trzeba się nauczyć. I znowu – niby oczywiste, a jednak w praktyce tak bardzo nie lubimy przyznawać się, że do realizacji naszych planów potrzebujemy kogoś innego. Gdzieś z tyłu głowy kołaczą się myśli, że nie dajemy sami rady, że nawaliliśmy. Tymczasem posiadanie wsparcia daje poczucie zaufania i kontaktu, co naprawdę przekłada się na poczucie lekkości.

 

Ostatni filar to OTRZYMYWANIE PIENIĘDZY ZA TO, CO ROBIMY. Cudownie jest prowadzić charytatywne projekty, ale jeśli będziemy tak działać dłużej, droga do wypalenia jest prosta i dosyć szybka. Kłopoty finansowe nas dopadną, a warto pamiętać, że są jednym z większych pożeraczy spokoju w naszym życiu. Dlatego wycenianie naszej pracy oraz umówienie się z sobą, ile czasu możemy pracować za darmo, a ile na pewno nie, bardzo pomaga w dbaniu o lekkość w finansach.

Jeśli masz przemyślenia i uwagi po przeczytaniu tego tekstu, serdecznie zapraszam do podzielenia się nimi.

Jeśli temat lekkości w zarabianiu jest dla Ciebie ważny, mamy dla Ciebie zaproszenie na BEZPŁATNE WYZWANIE

Czy już je masz?

Czy już je masz?

Był czwartek. Siedziałyśmy na wiklinowej kanapie, za oknem roztańczone płatki śniegu miękko spadały na ziemię, a wielka, czarno-podpalana sunia kładła nam swój łeb na kolanach, żeby ją trochę poczochrać. Przygotowywałyśmy opisy warsztatów i szukałyśmy dobrej nazwy. I wtedy Lucyna powiedziała: – Cud konsekwencji. Właśnie tak je nazwę. Warsztaty wcale nie dotyczyły pieniędzy. Lucyna jest szefową Szkoły Trenerów Empatii i warsztaty będą bardziej w tym klimacie.

 

Ale od czwartku CUD KONSEKWENCJI nie chce mi wyjść z głowy. Kiedy myślę o osobach, które za coś podziwiam, które zrobiły w życiu coś, co wydaje mi się wielkie i niezwykłe, rozkładając ich działania na czynniki pierwsze, jakby nie patrzeć, wychodzi mi cud konsekwencji. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – cud konsekwencji. Znani i nieznani autorzy powieści – cud konsekwencji. Michał Szafrański, mój wielki wzór w temacie dbania o relacje z pieniędzmi (który podsumowując rok 2018 ogłosił, że zdobył już wolność finansową, pracować chce, a nie musi, bo jego inwestycje pracują na potrzeby jego i jego rodziny) – cud konsekwencji. Przypuszczam, że każdym udanym projektem każdej z nas – jeśli się przyjrzymy, też pewnie stoi cud konsekwencji.

 

Cud konsekwencji jest również tym, co może zdziałać cuda:-) w naszych relacjach z pieniędzmi. Zasady, które pomagają nam budować karmiący, zdrowy układ z kasą, są naprawdę proste – wydajemy mniej niż zarabiamy, resztę odkładamy. Aby kasa nie stała się celem samym w sobie i nie przesłoniła nam nas samych oraz tego, co czyni nas szczęśliwymi, część z niej przeznaczamy na dbanie o siebie, rozwój, z części szyjemy poduszkę bezpieczeństwa, a część przeznaczamy na wspieranie innych. I tyle. Działając konsekwentnie w ten sposób, jesteśmy skazane na sukces.

 

Jeśli chcesz się tym zasadom przyjrzeć trochę bliżej, pobierz nasze ćwiczenie. Przyjrzymy się w nim umiejętnościom potrzebnym do budowania zdrowych relacji z pieniądzem pod kątem ważności danej umiejętności dla Ciebie oraz tego, czy ją już posiadasz, czy może jeszcze nie.

 

Listę umiejętności stworzyłyśmy w oparciu o książkę T. Harva Ekera, kanadyjskiego przedsiębiorcy i mówcy motywacyjnego „Bogaty albo biedny – po prostu różni mentalnie” oraz w oparciu o nasze programy Jestem Bogata.

 

I choć te umiejętności wydają się banalnie oczywiste i proste, łatwe do stosowania tak na co dzień, w życiu wcale nie są. Rozmawiałyśmy o nich z ponad setką kobiet. ŻADNA nie wykorzystywała wszystkich, nieliczne korzystało z kilku umiejętności. Nam samym wdrożenie ich w życie zajęło sporo czasu.

 

Jak w każdej dziedzinie, umiejętności to zestaw wiedzy oraz nawyków, które budowałyśmy latami. Ani tej wiedzy, ani nawyków budowania zdrowych relacji z pieniędzmi naprawdę nie miał nas kto nauczyć. W szkole nasze dzieci zaczęły uczyć się podstaw przedsiębiorczości, ale to i tak nie to samo, co nauka codziennego zajmowania się pieniędzmi.

 

Jak się tego wszyscy uczymy? Jako dzieci podpatrywaliśmy naszych bliskich, słuchaliśmy tego, co o pieniądzach i zarabianiu mówią. Czy ktoś u Ciebie w domu mówił o inwestowaniu? O radości z zarabiania? O dobru, jakie można wnosić w świat, kiedy się ma pieniądze?

 

Biologia też nam nie pomaga. Nie rodzimy się bowiem z „czystym dyskiem”. Uczeni z brytyjskiego University of Bristol dowiedli, że pamięć przykrych doświadczeń może być przekazywana z pokolenia na pokolenie. Od dawna wiemy, że po przodkach dziedziczy się wygląd, podatność na choroby, a nawet talenty czy zdolności. Ale także, jak się okazuje, rodzice przekazują dzieciom również wspomnienia o traumatycznych przeżyciach. Historia naszego kraju nie ułatwia nam zadania.  Dotarłam ostatnio do wyników badań, które mówiły o tym, że trauma przestaje nas dotykać w czwartym pokoleniu. Jak dotychczas nie było w Polsce takiej sytuacji, aby cztery pokolenia mogły żyć bez wojen, strat, ludzkich i materialnych…

 

Ale jest też dobra wiadomość – traumy mogą mieć też korzystne aspekty, które określane są jako wzrost post-traumatyczny. Profesor Jośko-Ochojska, ekspertka zajmująca się epigenetyką,  pisze o nich tak: „To są lepsze umiejętności radzenia sobie ze stresem i traumą, człowiek widzi nowe możliwości, wytycza nowe cele, zaczyna być bardziej dojrzały emocjonalnie, staje się lepszym człowiekiem”.

 

Jestem absolutnie przekonana, że właśnie teraz dysponujemy możliwościami i narzędziami, do których nasi rodzice nie mieli dostępu i że właśnie teraz możemy na nowo budować nawyki bezpiecznych relacji z pieniędzmi. To marzenie pisania naszych osobistych historii z pieniędzmi na nowo, tak, aby nam służyły, towarzyszyło nam, gdy tworzyłyśmy Jestem Bogata. I towarzyszy nam, gdy pracujemy nad każdym nowym projektem.

Prosty wzór na przyjaźń z budżetem

Prosty wzór na przyjaźń z budżetem

Jaka jesteś w kwestii pieniędzy? Twardo stąpasz po ziemi czy raczej bujasz w obłokach?

Ja jestem raczej marzycielką i chciałabym wierzyć, że pieniądze przyjdą, gdy będą potrzebne, że starczy ich dla wszystkich i że mogą mnożyć dobro.

Mam jednak wystarczająco dużo lat, żeby wiedzieć, że to się samo nie zrobi i że prawo przyciągania;-) potrzebuje działania. Nie wiem jak Tobie, ale mnie łatwiej działać, kiedy wiem, dokąd zmierzam.

Dlatego dawno temu, kiedy zaczęłam przyglądać się tematom związanym z pieniędzmi, zaczęłam szukać odpowiedzi na pytanie, ile wynosi ta osławiona wolność finansowa? Czy to przysłowiowy milion? A może mniej? Jak to jest???

Zachwycił mnie wtedy prosty wzór Briana Tracy, który jest ze mną do dzisiaj i sięgam po niego za każdym razem, kiedy chcę wiedzieć na czym stoję w kwestii moich potrzeb finansowych.

Wzór mnie zachwycił, bo jest indywidualny – jego punktem wyjścia jest Twoja sytuacja, Twoje potrzeby, przyzwyczajenia i poziom życia. Nie musisz się z nikim porównywać, jedynym punktem odniesienia dla siebie jesteś Ty sama.

Jest też bardzo prosty. Bierzesz kartkę papieru i zapisujesz, ile pieniędzy potrzebujesz do życia każdego miesiąca. Czyli uzyskasz rząd wielkości, który wydajesz na mieszkanie, jedzenie, ubrania, kosmetyki, domową chemię, transport – na takim poziomie, na jakim jesteś przyzwyczajona. Jeśli masz dzieci, na ten moment skreśl te wydatki. Jest duża szansa, że Twoje dzieci, gdy już nie będziesz pracować, będą się same utrzymywać:-) Przemyśl jednak kwestię opieki zdrowotnej (z wiekiem potrzebujemy jej więcej) oraz przyjemności – wyjść do kawiarni, na basen, do kina, na jogę, książki czy innych rzeczy, z których nie chciałabyś rezygnować. Zastanów się, ile wydajesz na nie w miesiącu, kiedy potrzebujesz lub możesz i dopisz tę kwotę do poprzednich wyliczeń. A teraz pomnóż wszystko x 12 (miesięcy) i x 20 (lat, bo mam nadzieję, że przynajmniej tyle będziesz żyć po zakończeniu pracy). No i masz kwotę swojej wolności finansowej, którą potrzebujesz, aby czuć swobodę na emeryturze.

Ania mieszka w małym mieście i wyszło jej tak:

2300 x 12 x 20 = 552 000 zł

Kasia mieszka w dużym i jej poziom wydatków wygląda inaczej: 1 440 000 zł.

Kiedy spojrzałam po raz pierwszy na moje własne wyliczenie, odjęło mi mowę. To się wydawało niemożliwe.

Wdech – wydech. I jeszcze jeden. Emocje opadły i zaczęłam liczyć.

No dobra, jestem optymistką, będzie emerytura z ZUSu (1500 x 12 x 20 = 360 000 zł).

Nie zmienia to faktu, że jednak coś trzeba będzie odłożyć…

To był ten pierwszy raz, kiedy pomyślałam, że jednak zaprzyjaźnię się z budżetem. Że nawet wtedy, kiedy nie mam wygórowanych potrzeb i zakładam pracę do końca życia, potrzebuję buforu bezpieczeństwa. I że nawet najmniejsze kwoty, odkładane regularnie, mają sens. 200 zł, odkładane każdego miesiąca, daje w takiej perspektywie 48 000 zł.

Ten wzór można wykorzystać do wyliczenia tego, ile będziesz potrzebować pieniędzy na roczne wakacje od życia albo kiedy planujesz odejście z pracy i chcesz dać sobie czas na rozruch własnej firmy.

Oczywiście wiem, że rynek jest nieprzewidywalny, grozi nam wojna, a podwyższenie temperatury o pół stopnia skończy się globalną katastrofą klimatyczną, która wykończy nas wszystkich i moje wyliczenia będę sobie mogła w.. włożyć.

I jednocześnie wiem, że to, co mogę zrobić dla swoich pieniędzy, zaczyna się tu i teraz, z wiedzą, jaką mam i możliwościami, jakie posiadam. Dlatego mimo wszystko co jakiś czas sprawdzam, jak się mam z tym wzorem.

I jednak zaprzyjaźniłam się z budżetem:-)

 

Jeśli relacje między Tobą a twoim budżetem jeszcze są oziębłe, a chciałabyś wprowadzić w nie trochę przyjaźni, zapraszamy Cię do pierwszego kroku z naszym ebookiem :Jak dogadać się z budżetem”

Jeśli relacje między Tobą a twoim budżetem jeszcze są oziębłe, a chciałabyś wprowadzić w nie trochę przyjaźni, zapraszamy Cię do pierwszego kroku z naszym ebookiem :Jak dogadać się z budżetem".

Nie tylko dowiesz się, jak budżet zaplanować (i co to w ogóle jest), ale też dostaniesz proste, wykonalne wskazówki co zrobić, by przy dochodach które już masz było miejsce i na to, co potrzeba, co powinnaś, i na to, co Ci się marzy, co byś chciała i co sprawia, że czujesz się bogata.


Po więcej informacji zapraszamy tutaj (klik).